W oficjalnym komunikacie MSZ oznajmiło, że "oczywiste jest upolitycznienie pretensji" Waszyngtonu pod adresem firm i osób objętych sankcjami. "Gdyby USA miały realne dowody, to zwróciłyby się do kompetentnych organów rosyjskich z prośbą o sprawdzenie - na przykład, na podstawie dwustronnej umowy o wzajemnej pomocy prawnej" - oświadczyło ministerstwo.

Zarzuciło stronie amerykańskiej, że w 2014 roku przerwała działalność wspólnej grupy ds. cyberbezpieczeństwa i "od tej pory kategorycznie odmawia jej wznowienia".

Rosja stale jest poprzez media obwiniana o jakieś "cyberwłamania", w tym podczas amerykańskich wyborów prezydenckich, ale brakuje woli, by przedstawić na to dowody prawdziwym ekspertom

- oznajmił resort. Jego zdaniem Waszyngton nie ma dowodów, "które można byłoby bez wstydu" pokazać specjalistom.

MSZ w Moskwie oświadczyło, że celem "inicjatorów sankcji" jest "kolejny atak propagandowy" przeciwko Rosji i że "niektórzy waszyngtońscy politycy starają się wszelkimi siłami oczernić" ten kraj.

Ministerstwo finansów USA nałożyło w czwartek sankcje na rosyjską organizację znaną pod nazwą Evil Corp. i powiązane z nią osoby. Grupa - według Waszyngtonu - ukradła w sieci co najmniej 100 mln USD; za informacje o jej szefie rząd Stanów Zjednoczonych oferuje 5 mln dolarów nagrody.