Tusk w poniedziałkowym wywiadzie z TVN24 stwierdził, iż chciałby, żeby nie tylko w Polsce, ale i całej Europie, doszło do redefinicji "umiarkowanej prawicy". Według niego w Polsce pierwszym krokiem byłaby próba zbudowania trwałego porozumienia między PO a PSL.

- Ostatnie wybory bardzo wyraźnie pokazały, że jeśli obie partie pójdą w taki dryf, także dryf ideowy, to prędzej czy później źle skończą

- powiedział.

Do jego słów odniósł się Władysław Kosiniak-Kamysz.

"Umiarkowane centrum - akurat ta nazwa mi się podoba, bo ją stosujemy i to jest opis Koalicji polskiej. Jest już w Polsce umiarkowane centrum i trzeba je wspierać. Tworzymy je z Pawłem Kukizem, Markiem Biernackim, Jackiem Protasiewiczem. Nie sądzę, żeby lewicowa Platforma chciała budować umiarkowane centrum. Nie sądzę, że to jest ten kierunek i to zaproszenie - powiedział, wbijając tym samym szpilę niedawnym koalicjantom.

Słowa szefa Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysława Kosiniaka-Kamysza i Donalda Tuska komentował dziś w rozmowie z Michałem Rachoniem w Polskim Radiu 24 Andrzej Grzyb, poseł PSL.

Myślę, że w gruncie rzeczy ta wypowiedź Donalda Tuska była takim trochę napomnieniem w kierunku Platformy Obywatelskiej, która wyraźnie w ostatnim okresie czasu zaczęła rozwijać swoje lewe skrzydło. To się oczywiście też zamanifestowało w konkretnych głosowaniach w parlamencie, w wyniku czego część konserwatywnej części Platformy najpierw zawiesiła swoje członkostwo, a potem przeszła m.in. do Polskiego Stronnictwa Ludowego. Przykładem jest Marek Biernacki, Jan Filip Libicki

– mówił poseł PSL.