Turecki trener policzanek Ferhat Akbas w meczu przeciwko swym rodaczkom wysłał do boju najmocniejszy skład Chemika, z dwiema Kubankami na skrzydłach. W meczach ligowych rzadko korzysta z tego rozwiązania. Rywalki też wyszły najmocniejszym składem, na czele ze swą bombardierką na skrzydle Olesią Ryhliuk z Ukrainy.

Kubanki zdobyły razem 46 punktów, Ukrainka sama 27, ale to sprawiło, że w ogólnym rozrachynku lepsze okazały się policzanki. Zaczęło się od dwupunktowej przewagi przyjezdnych, która zniwelowana została dopiero przy stanie 4:4, gdy rozegranie Turczynkom utrudniła serwująca Natalia Mędrzyk. Chwilę później skuteczną kontrą Iriny Truszkiny gospodynie objęły prowadzenie i zaczęły budować przewagę.

Siatkarki Galatasaray chyba były zbyt pewne siebie, bo odwrócenie sytuacji zupełnie je zdeprymowało. Po autowym ataku Asli Kalac z prawego skrzydła zrobiło się 12:7 dla gospodyń i trener Ataman Glineyligil ratował się pierwszą przerwą na życzenie. Tyle, że po niej policzanki dwukrotnie zablokowały ataki Anthi Vasilantonaki i jeszcze zwiększyły przewagę. Gdy chemiczki prowadziły 16:9 wydawało się, że łatwo wygrają premierową partię. Jednak Turczynki zerwały się do boju i odrobiły prawie wszystkie straty 18:17. Na szczęście dla gospodyń najpierw skontrowała Gyselle Silva, a zaraz potem znów na bloku zatrzymała się Vasilantonaki. To uspokoiło grę chemiczek, które – mimo jednego przestoju – pewnie wygrały premierową partię.

Druga zaczęła się tak jak pierwsza, od prowadzenia Galatasaray. Z tą różnicą, że straty z pierwszej fazy seta miejscowe odrobiły dopiero przy stanie 8:8 po kontrze zakończonej atakiem Wilmy Salas.

Potem już nie było tak samo, bo przyjezdne prezentowały się znacznie lepiej, zwłaszcza w ataku. W efekcie w połowie partii przyjezdne prowadziły 16:12, a trener Akbas miał wykorzystane oba czasy. Gdy prowadzenie przyjezdnych urosło do ośmiu punktów (22:14) szkoleniowiec wprowadził rezerwowe na boisko, by dać odpocząć przed kolejnymi setami podstawowej szóstce.

Mając w pamięci poprzednią partię, w trzeciej chemiczki już nie pozwoliły rywalkom by objęły prowadzenie na początku seta. W zamian same wypracowały lekką przewagę (9:6), by przy serwisie Mędrzyk powiększyć ją o kolejne trzy punkty (12:6). Przewaga sześciu punktów utrzymała się do końca partii.

Czwarty set był grą punkt za punkt, aż do stanu po 16. Wówczas dała o sobie znać Ryhliuk, której ataki dały przewagę przyjezdnym (18:16). Nerwowa gra i błędy Martyny Łukasik, Silvy oraz Mędrzyk sprawiły, że Turczynki objęły prowadzenie 24:20, ale gospodynie zdołały odrobić straty przy zagrywce Marleny Kowalewskiej, a po kontrze Salas miały piłkę meczową, którą ponownie wykorzystała ta sama zawodniczka. Kto wie, czy nie były to kluczowe akcje w walce o drugą rundę pucharu CEV. Turczynki bowiem do awansu potrzebują u siebie wygranej 3:0 lub 3:1 i do tego zwycięskiego złotego seta. Chemikowi wystarczy wygranie minimum dwóch setów lub tylko złotego.

Grupa Azoty Chemik Police – Galatasaray HDI Stambuł 3:1 (25:20, 17:25, 25:19, 27:25)