W środę przed Sądem Rejonowym w Szczecinku zapadł wyrok w sprawie burmistrza Daniela Raka (w toku procesu pozwolił na publikację danych osobowych) i miejskiego urzędnika Tomasza P. w związku z nieprawidłowościami przy organizacji kursu języka angielskiego dla pracowników magistratu. Chodzi m.in. to, że wskazane w dokumentach osoby nie brały udziału w nauce. Do tych zdarzeń doszło w latach 2015-2016, gdy Rak był wiceburmistrzem Szczecinka.

Obu oskarżonych m.in. o przekroczenie uprawnień i poświadczenie nieprawdy sędzia Katarzyna Pydych skazała na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata i 5 tys. zł grzywny. Dla obu ustaliła też dozór kuratora sądowego. Uzasadniając wyrok, sędzia wskazała, że na materiał dowodowy składało się kilkaset stron dokumentów i zeznania ponad 50 świadków.

W ocenie sądu wina i okoliczności popełnienia wszystkich zarzuconych każdemu z oskarżonych czynów zostały jednoznacznie ustalone i wykazane

– mówiła sędzia Pydych.

Zaznaczyła, że Tomasz P., według opinii biegłych psychiatrów, którzy go badali w postępowaniu przygotowawczym, w czasie popełniania czynów był poczytalny. A to kwestionowała jego obrona. Według biegłych, co pokreśliła sędzia, podnoszenie tej sprawy przez obronę miało na celu tylko przedłużenie postępowania.

Sędzia wskazała też, że organizacja kursów językowych dla urzędników magistratu w Szczecinku nie mieściła się w kompetencjach żadnego z oskarżonych. Zaznaczyła, że 20 osób wskazanych w dokumentach jako uczestnicy kursu, faktycznie w nim nie brało udziału.

Daniel Rak ani w śledztwie, ani w sądzie nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Natomiast podczas procesu przyznał się Tomasz P. Oskarżonych nie było na sali rozpraw podczas ogłaszania wyroku, który nie jest prawomocny. Pełnomocnik Raka zapowiedział wniesienie apelacji.

W 2015 r. szczecinecki magistrat uzyskał dotację z Krajowego Funduszu Szkoleniowego na organizację za pośrednictwem Powiatowego Urzędu Pracy w Szczecinku kursu języka angielskiego dla pracowników urzędu miasta, którzy skończyli 45 lat. W organizację kursu, jak ustalono w śledztwie, zaangażowali się ówczesny wiceburmistrz, a także urzędnik magistratu Tomasz P. O nieprawidłowościach miał nie wiedzieć burmistrz Jerzy Hardie-Douglas. Te polegały na tym, że w kursie brały udział osoby niespełniające kryterium wiekowego, w tym wiceburmistrz. Dla PUP sporządzono fikcyjną listę z nazwiskami osób po 45 roku życia, które jednak nie przystąpiły do nauki angielskiego. Poza tym wyboru firmy prowadzącej kurs nie poprzedził konkurs. Protokół z wyboru najkorzystniejszej oferty został spreparowany. Dokumenty miały zostać następnie zniszczone przez Tomasza P., do czego miał go nakłaniać wiceburmistrz. Magistrat zwrócił część dotacji.