Piontkowski: "Potwierdziłem to, co mówił pan premier"

Dziś minister edukacji spotkał się z przedstawicielami związków zawodowych zrzeszających nauczycieli. Jak poinformował dziennikarzy tematem rozmów był projekt nowego rozporządzenia w sprawie minimalnych stawek wynagrodzenia nauczycieli. Ma ono obowiązywać od 1 stycznia 2020 r.

- Wyraźnie przekazywałem informacje związkom zawodowym, które już wcześniej publicznie przekazywałem, że jest to takie techniczne zmienienie rozporządzenia, aby dostosować minimalne wynagrodzenie nauczycieli na niektórych stopniach awansu i przy niektórych rodzajach wykształcenia do nowego poziomu płacy minimalnej, które zostało poważnie zwiększone

- powiedział Piontkowski.

Jak zaznaczył, jest to odpowiedź na głosy wielu środowisk, także związków zawodowych, że płaca minimalna w państwie nie może być wyższa niż wynagrodzenie zasadnicze nauczycieli. Przypomniał, że zgodnie z projektem zostanie ono podniesione o 150 zł dla pięciu kategorii nauczycieli najmniej zarabiających. Zaznaczył, że jest to niewielka grupa nauczycieli ok. 19 tys., co stanowi około 3 proc. wszystkich nauczycieli.

- Mówiliśmy także o jeszcze jednej rzeczy - o projekcie ustawy budżetowej na 2020 r. Potwierdziłem to, co mówił pan premier w expose, tzn., że nauczyciele mogą spodziewać się 6-procentowej podwyżki od września 2020 r. Prawdopodobnie będzie to zorganizowane w ten sposób, że zostanie zmieniona kwota bazowa tak, aby również i samorządy od 1 stycznia wiedziały jakiego rodzaju wydatki związane z wynagrodzeniami nauczycieli czekają je w przyszłym roku, żeby nie były zaskakiwane w trakcie roku budżetowego

- zapowiedział minister edukacji.

ZNP: "Nie ufamy ministrowi"

Odpowiedź na zapowiedzi ministra Piontkowskiego była zaskakująca. - Nie ufamy ministrowi – stwierdził wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Krzysztof Baszczyński.

- ZNP jest rozczarowany spotkaniem, bo to kolejna rozmowa o pieniądzach, których nie ma. Mówienie o 6-procentowej podwyżce od 1 września i jednocześnie składanie deklaracji, że będę rozmawiał z rządem, to są tylko słowa. Otrzymaliśmy projekt budżetu, tam nie ma pieniędzy na wzrost wynagrodzeń, nawet tych wrześniowych. Otrzymaliśmy też ostatnio projekt podziału części oświatowej subwencji, tam też tego nie ma. W związku z tym powiedziałem ministrowi, że nie ufamy w to, co pan mówi

– powiedział.

Związek złożył też ministrowi swój postulat 15-procentowej podwyżki płac nauczycieli od 1 stycznia.

Wiceprezes ZNP odniósł się też do tzw. protestu włoskiego, jaki prowadzony jest przez nauczycieli.

- On będzie – myślę – bardzo długo trwał. Chcemy pokazać nauczycielom, że są sprawy, które musimy robić i róbmy je, ale są też takie, których nie musimy robić. Dla mnie najprostszą rzeczą, która wkrótce zostanie wyjaśniona, są wycieczki. My nie mówimy, że nie chcemy na nie jeździć. Chcemy, ale zgodnie z prawem. Ten protest pokaże, jak jesteśmy robieni w konia, bo powinniśmy dostawać delegacje, zwrot za delegacje, nie może być tak, że ja pracuję 24 godziny na dobę. Nie można naszej pracy postrzegać tylko przez pryzmat pensum nauczycielskiego

– zaznaczył.

Niezadowolona "Solidarność"

Oświatowa Solidarność negatywnie zaopiniowała projekt rozporządzenia płacowego zakładającego od 1 stycznia wzrost tylko tych nauczycielskich wynagrodzeń, które byłyby w przyszłym roku niższe od płacy minimalnej (2600 zł brutto). Ewertowski przypomniał, że jego związek od dawna dopomina się zmiany systemu wynagradzania nauczycieli. Najpierw jednak – jego zdaniem – musi się zmienić system finansowania zadań oświatowych.

Jak zaalarmował, jeśli nie nastąpi zmiana systemu wynagradzania nauczycieli, to w następnych latach "liczba grup awansu zawodowego i poszczególnych specjalności nauczycieli, którym trzeba będzie podnosić wynagrodzenie do płacy minimalnej, będzie rosła".Dodał, że obecne wyrównywanie nauczycielskich wynagrodzeń do poziomu płacy minimalnej jest przykre.

Zapytany przez dziennikarzy o zapowiadaną przez ministra edukacji 6-procentową podwyżkę od września 2020 r., odpowiedział: "Przyjmujemy to, ale to nie jest w żadnym wypadku zadowalające".

- Nie jest to spełnienie oczekiwań związku, tylko znowu narzucone przez rząd liczby. I szkoda, że dopiero od września. Bo tak naprawdę, jeżeli postulujemy, aby wynagrodzenia nauczycieli przyrównywać i obliczać tak jak przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej, to owe 6 proc. od września będzie tak naprawdę średniorocznie oznaczało 2 procent

– powiedział.

FZZ: "6 procent nie rozwiąże problemu"

W podobnym tonie wypowiadał się też Sławomir Wittkowicz z Forum Związków Zawodowych.

- Powiem to, co mówiłem od wielu, wielu lat, bez uruchomienia dodatkowych środków i podniesienia wynagrodzeń zasadniczych nauczycieli nie rozwiążemy żadnego z problemów polskiej oświaty, a rośnie grupa osób zatrudnionych bez posiadanych kwalifikacji. Moim zdaniem idziemy w bardzo złym kierunku

– ocenił.

- Myślę, że każdy rząd, bez względu na to, jaką ma barwę, czy ma legitymację partyjną w kieszeni, musi usiąść i ten problem rozwiązać. Cały czas na to liczymy, bo z każdym rokiem będzie tylko gorzej. 6-procentowa podwyżka wynagrodzeń od 1 września 2020 r. nie rozwiąże żadnych problemów, bo jest ona mniej więcej o 1,6 proc. poniżej planowanego wzrostu wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw, a to powoduje, że te nożyce między przeciętnym wynagrodzeniem a wynagrodzeniem kadry nauczycielskiej będą się tylko pogłębiały

– wskazał.

Pytany, czy FZZ opiniuje pozytywnie, czy negatywnie projekt rozporządzenia w sprawie minimalnych stawek wynagrodzenia, które mają obowiązywać od 1 stycznia 2020 roku, odpowiedział, że w opinii dla MEN nie jest to literalnie napisane, choć zawarto w niej wiele uwag do propozycji projektu.