Jak już informowaliśmy, w sierpniu 2008 r. dziennikarz Kamil D. złożył w banku weksle na 2 mln franków szwajcarskich oraz ponad 300 tys. zł podpisem swoim i jego ówczesnej żony, jako poręczenie kredytu na zakup nieruchomości. Po 10 latach bank zwrócił się do kobiety z żądaniem wykupu weksla. Okazało się, że była już żona dziennikarza... nigdy nie widziała tego dokumentu, i - jak twierdzi - podpis nie jest jej.

Po niemal 10 latach kobieta otrzymała wezwanie z banku do wykupu weksla poręczyciela, z powodu nieuiszczenia należności przez kredytobiorcę. Była żona dziennikarza zaprzecza jednak, jakoby podpis widniejący na dokumencie należał do niej.

Jej adwokaci w lipcu 2019 r. złożyli do Prokuratury Regionalnej w Katowicach zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa podrobienia podpisu na wekslu. W sierpniu prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie.

Była żona dziennikarza podała, że nie było jej przy sporządzaniu weksla, nic o nim nie wie, a jej podpis został podrobiony.

Okazuje się, że mówiła prawdę. Jak ustaliła bowiem Wirtualna Polska, zatrzymany w poniedziałek dziennikarz przyznał się do podrobienia podpisu na wekslu na sumę 2.035.729,30 franków szwajcarskich oraz do sfałszowania innych dokumentów bankowych m.in. deklaracji wekslowej i oświadczenia o podaniu się egzekucji bankowej.

Za to przestępstwo D. może grozić od 5 do 25 lat pozbawienia wolności.