Strzegomska delegacja dokonała spustoszenia w niemieckim hotelu? Niemcy kończą współpracę

Torgau, panorama miasta / By User:Kolossos - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=7677475

  

Po 22 latach współpracy pomiędzy niemieckim miastem Torgau a dolnośląskim Strzegomiem nasi zachodni sąsiedzi nie wyrażają już chęci jej kontynuacji. To efekt ostatniej wizyty polskiej delegacji i tego, co miało dziać się w pokojach hotelowych. Nie brak mocnych zarzutów pod adresem strzegomskich samorządowców. Ci zaprzeczają, wskazując na wyolbrzymianie ze strony Niemców.

Skandal miał mieć miejsce na początku października. Wówczas strzegomscy samorządowcy udali się z wizytą do partnerskiego miasta Torgau w Saksonii. Trzyosobowa delegacja, w skład której wchodził burmistrz Zbigniew Suchyta oraz dwóch radnych, uczestniczyła w miejskim festiwalu zorganizowanym z okazji 475. rocznicy poświęcenia przez Marcina Lutra, inicjatora reformacji, kaplicy zamkowej w tym mieście.

To właśnie wtedy miało dojść do zanieczyszczenia pokojów hotelowych. Gościom zarzuca się zniszczenie wyposażenia oraz… pozostawienie odchodów.

"Zachowanie polskiej delegacji, zaproszonej przez nas na festiwal »Torgau leuchtet«, było nie do zaakceptowania. Polska delegacja nie tylko zniszczyła część wyposażenia pokoi hotelowych, ale także pozostawiła odchody w kilku pokojach, w miejscach nie do pomyślenia"

- stwierdziła burmistrz Torgau, Romina Barth w oświadczeniu. 

Niemieccy internauci są podzieleni w ocenie podjętej decyzji przez burmistrz Torgau o ograniczeniu współpracy między miastami po październikowym incydencie. Jedni wyrażają zrozumienie, inni zabiegają natomiast o ponowne przemyślenie. Powołują się na bardzo dobre wspomnienia ze Strzegomia czy zawiązaną przyjaźń pomiędzy dziećmi z Polski i Niemiec.

Burmistrz Strzegomia odniósł się publicznie do zarzutów, tłumacząc zajście w lokalnych mediach. Uważa, że cała sprawa „jest przesadzona i śmieszna”. Podtrzymuje, że niczego nie zdemolowano, a za całą sytuację odpowiada jeden radny, który podczas wizyty zmagał się z problemami żołądkowymi.

Wystąpiła tam taka historia, że w pokoju został trochę zabrudzony materac na łóżku. Rano byłem w pokoju, było posprzątane. Pan z delegacji dostał rachunek, który zapłacił, a był to spory rachunek

- powiedział Zbigniew Suchyta portalowi swidnica24.pl.

Zaprzeczył też, jakoby w hotelu miało dochodzić do alkoholowych libacji.

Głos w sprawie zabrał również domniemany sprawca zamieszania, radny Cezary Włodarczyk.„Około godziny 21.00 udaliśmy się do pokoju hotelowego, którego nie opuszczaliśmy do rana. W nocy, w czasie snu, w sposób niekontrolowany zrzuciłem treść żołądka, nie zdążając dojść do WC, zabrudzając pościel i wykładzinę, z czego jest mi bardzo przykro. Od dłuższego czasu choruję na chorobę wrzodową i refluks żołądka. Cofanie się treści żołądka jest dla mnie nieprzyjemną i wstydliwą przypadłością, gdyż zdarza mi się to podczas snu. Za wymianę pościeli i wykładziny zapłaciliśmy według rachunku wystawionego przez hotel. Błędem wynikającym z naszej strony było niezgłoszenie od razu tego faktu do recepcji” - tłumaczy Włodarczyk w oświadczeniu przekazanym przewodniczącemu Rady Miejskiej w Strzegomiu, Tomaszowi Marczakowi.

Ten z kolei potępia incydent, ale zwraca uwagę, że strona niemiecka nie odniosła się do zajścia drogą formalną – nie nawiązano kontaktu ze strzegomskim samorządem.

Nie dostaliśmy żadnego pisma z miasta partnerskiego Torgau. Żadna oficjalna skarga nie wpłynęła ani do Urzędu, ani do biura Rady. Nie było też prośby o rozmowę w tej kwestii. Dowiedzieliśmy się o tej sprawie z powiadomień medialnych. Szkoda, że incydent, który absolutnie nie powinien się zdarzyć wpływa na 20-letnią historię współpracy, bardzo dobrą i owocną. Szkoda, że nie zostało to wyjaśnione na poziomie samorządów, ani pismem, ani nawet skargą na to zachowanie, abyśmy mogli się do tego chociaż odnieść

- tłumaczył Marczak, cytowany przez portal swidnica24.pl

Podkreśla, że radni z własnych pieniędzy uregulowali rachunek opiewający na 1500 euro bez żadnej zwłoki. „Radni zapłacili rachunek i to co pojawia się w mediach jest dla nich karą dosyć dotkliwą. Natomiast z całą pewnością na pierwszych komisjach Rady Miejskiej będziemy też ten temat omawiać” – wskazał.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Facebook, swidnica24.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Polonia Amerykańska jednoczy się z Polską w obchodach 38. rocznicy stanu wojennego

/ Małgorzata Schulz / Los Angeles

  

Uroczystości związane z obchodami 38. rocznicy stanu wojennego odbyły się między innymi w Bostonie, New Jersey i Kalifornii.

Wczoraj o godzinie 19 czasu lokalnego w Bostonie, w Kościele Matki Boskiej Częstochowskiej, odbyła się msza święta z wystawieniem najświętszego sakramentu i modlitwami za ojczyznę oraz represjonowanych w czasie stanu wojennego. Po mszy odbyło się spotkanie Bostońskiego Klubu "Gazety Polskiej", którego przewodniczącym jest Wiesław Wierzbowski, jeden z liderów Solidarności odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, a jednym z członków Tadeusz Walkowiak - odznaczony Medalem 100-lecia Odzyskania Niepodległości za działalność niepodległościową i zaangażowanie w życie polonijne.

Wiesław Wierzbowski jest także prezesem Kongresu Polonii Amerykańskiej Wschodniego Massachusetts. Wierzbowski był internowany 14 grudnia 1981 na ranem, ale nie bez aktywnego oporu, ponieważ uciekł przed próbującymi go aresztować oficerami SB. Został aresztowany za działalność jako członek Zarządu oraz członek Prezydium Zarządu regionu Warmińsko–Mazurskiego Solidarności w Olsztynie oraz wiceszef tego regionu.

Wczoraj wieczorem czasu lokalnego, w New Jersey stowarzyszenie „Pamięć” zorganizowało spotkanie pod hasłem „Zapal światło wolności.” Zebrani działacze Solidarności i represjonowani oraz ich rodziny oraz przyjaciele zapalili znicze, aby uczcić 38. rocznicę stanu wojennego.

W USA mieszka wielu działaczy i liderów Solidarności, których życie po internowaniu w latach 1981-1982 stało się w Polsce niemożliwe.

W stolicy Kalifornii Sacramento osiedliła się rodzina Grellusów, pochodzących z Poznania. Eugeniusz i Danuta wraz z dziećmi musieli wyjechać z Polski, ale ich działalność i walka o wolność trwała w USA. Założyli Polonijny Ośrodek Kulturalno-Pastoralny z kaplicą pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej.

„W dniu otwarcia olimpiady w Los Angeles w 1986 roku, na wzgórzu ze słynnym na cały świat napisem Hollywood, wciągnęliśmy transparent „Solidarity Alive” – Solidarność żyje. Transparent częściowo przykrywał napis Hollywood i był pokazywany kilkakrotnie przez wszystkie stacje telewizyjne z całego świata, w czasie otwarcia olimpiady”

- powiedział Grellus.

Eugeniusz i Danuta Grellus także zapalili światło wolności.

Marian Czarnecki od 1984 roku mieszka w Connecticut. Zakładał Związki Zawodowe Solidarność w Zielonogórskiej Elektrociepłowni. Jutro weźmie udział w uroczystych obchodach 38. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego i spotkaniu z działaczami Solidarności, które odbędą się w Sanktuarium Jana Pawła II w Parafii Matki Bożej Różańcowej w Passaic, New Jersey.

W piątek także zapalił światło pamięci i wspominał czasy internowania, kiedy to w 1982 garnizonowy Sąd Wojskowy skazał go na 18 miesięcy więzienia. Wyszedł na wolność po 12 latach, ale nie mógł już znaleźć w Zielonej Górze pracy i wyjechał do USA.

„Po latach mogę ocenić, że wprowadzenie stanu wojennego zatrzymało rozwój Polski na około 30 lat” - powiedział Czarnecki.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl