Poprzednio informowano o 22 ofiarach śmiertelnych. Co najmniej 20 osób wciąż uznawanych jest za zaginione.

W związku z tragedią środa jest w kraju dniem żałoby narodowej, flagi opuszczono do połowy masztu. W trzęsieniu o magnitudzie 6,4 - które nawiedziło kraj przed godz. 4 w nocy z poniedziałku na wtorek - szczególnie ucierpiała nadmorska miejscowość turystyczna Durres nad Adriatykiem oraz okolice najbliższe epicentrum wstrząsu, które znajdowało się ok. 30 km na zachód od Tirany.

W Durres, gdzie śmierć poniosła większość ofiar, wielu mieszkańców - ze względu na powtarzające się wstrząsy wtórne - spędziło noc w namiotach i samochodach, a także na stadionie piłkarskim.

Ratownicy do przeszukiwania gruzów wykorzystują drony, psy i ciężki sprzęt. W akcji pomaga ok. 200 specjalistów przysłanych z Włoch, Francji, Rumunii, Turcji, Grecji, Chorwacji, Czarnogóry, Kosowa i Serbii.

Premier Edi Rama zapewnił, że władze znajdą na zimę w hotelach miejsca dla ludzi, którzy stracili swoje domy. W transmitowanym w telewizji przemówieniu dodał też, że w nowym roku znajdą się dla ofiar nowe domy.

Rama ponadto zapowiedział, że przy udziale Turcji i innych państw regionu zorganizowana zostanie konferencja darczyńców. Szef rządu chce również zabiegać o pomoc sojuszników z NATO.

Wstrząsy odczuwalne były także m.in. w Macedonii Północnej, Czarnogórze czy Bośni, gdzie zamknięto szkoły w obawie przed wstrząsami wtórnymi. Wtorkowe trzęsienie doprowadziło tam do uszkodzeń kilkudziesięciu budynków, w tym szkolnych. W sumie na Bałkanach zarejestrowano co najmniej 250 wstrząsów wtórnych - dwa z nich o magnitudzie 5.

Albania znajduje się w strefie podatnej na trzęsienia ziemi, którą co kilka dni nawiedzają wstrząsy, choć większość z nich nie jest odczuwalna. Agencja Reutera zauważa, że jeśli bilans ofiar wzrośnie, może być to najtragiczniejsze w skutkach trzęsienie ziemi w historii Albanii. W 1979 roku w podobnej tragedii zginęło tam 40 osób.