Debata w Parlamencie Europejskim miała dotyczyć sytuacji społeczności LGBT w Unii Europejskiej, przeistoczyła się w debatę o Polsce. Wzięło w niej udział kilkudziesięciu europosłów. Większość z nich krytykowała Polskę za rzekomą "dyskryminację osób LGBT". Część broniła polskich władz, wskazując m.in., że osoby zaangażowane w ruch LGBT obrażały uczucia religijne katolików.

Jak podano w notatce służb prasowych Parlamentu Europejskiego przed debatą, jej celem było przyjrzenie się „tak zwanym strefom wolnym od LGBT w Polsce”. Nietrudno było dostrzec, że chodzi o ewidentny atak na media Strefy Wolnego Słowa oraz na dodatek tygodnika „Gazeta Polska” – naklejkę z napisem "Strefa Wolna od Ideologii LGBT".

Prawdziwe show zrobiła jednak europosłanka Magdalena Adamowicz z Koalicji Obywatelskiej. Usilnie starała się przekonać, że za dyskryminację wobec osób LGBT w Polsce odpowiadają rządzący z Prawa i Sprawiedliwości. Mówiła, że w Polsce "straszy się nieistniejącymi zagrożeniami", a w polityce "wracają najczarniejsze czasy". Wskazywała też, że w Polsce władze "ostrze nienawiści skierowały wobec LGBT". Adamowicz powiedziała również, że w Polsce 70 procent nastolatków o orientacji homoseksualnej ma myśli samobójcze, a połowa - objawy depresji.

- Znowu dzieli się społeczeństwa, wymyślając wrogów. Strasząc nieistniejącymi zagrożeniami (...) Mechanizm jest prosty, wskazać jakąś cechę - niech to będzie wyznanie, orientacja seksualna, kolor skóry czy zamożność. Potem zohydzić, wymyślić niestworzone kłamstwa, wzbudzić strach i nienawiść, a na koniec pokazać siebie, jako wybawcę przed tym niestworzonym złem. Tak działają populiści, nacjonaliści i naziści. Musimy twardo ich zatrzymać, bo na końcu tej drogi jest śmierć, wojny domowe i religijne, obozy zagłady. Do tego prowadzi sianie nienawiści

- grzmiała w swoim płomiennym wystąpieniu.

Później Magdalena Adamowicz mówiła także o... prezesie PiS Jarosławie Kaczyńskim.

- Mam prośbę do przedstawicieli PiS, którzy są tutaj na sali, żeby powiedzieli, czy to nie jest prawda, że prezes ich partii, pan Kaczyński, wyzywa ludzi LGBT od zarazy, że od nich można się zarazić i straszy dzieci, to znaczy mówi o tym, że powinniśmy nasze dzieci chronić przed groźną ideologią LGBT. Proszę powiedzieć czy to nie jest prawda i czy Kaczyński w tamtych wyborach nie straszył nas uchodźcami, a teraz straszy nas nową wymyśloną zarazą, ideologią LGBT, po to żeby wywołać strach w ludziach

- powiedziała.

Wczoraj pisaliśmy, że podczas debaty Robert Biedroń skarżył się, że w Polsce setki restauracji i sklepów są dla niego - homoseksualisty - nieosiągalne. Europosłowie PiS poprosili o wskazanie tych przypadków. Wymienił... jeden - i to po zasięgnięciu pomocy z internetu.

W grudniu Parlament Europejski ma głosować nad rezolucją w tej sprawie.


Naklejki sprzeciwiające się ideologii LGBT zamieszczone zostały do jednego z lipcowych numerów "Gazety Polskiej". Była to reakcja na zwolnienie przez IKEĘ pracownika za to, że zacytował on Pismo Święte, broniąc się przed zmuszaniem go przez władze firmy do używania zideologizowanego języka (kierownictwo IKEI rozsyłało do pracowników artykuł pt. „Włączenie LGBT+ jest obowiązkiem każdego z nas"). Nalepka była zarazem protestem przeciwko cenzurze narzucanej przez ideologów LGBT, przeciw dyskryminacji chrześcijan, napadom na księży i lżeniu świętych dla katolików symboli przez działaczy LGBT.
 

W języku polskim akronim nie odnosi się do osób, ale organizacji i zjawisk. Co oznacza, że strefa wolna od LGBT nie dotyczyła ludzi, a ich ideologii czy organizacji. "Gazeta Polska", która opublikowała nalepkę, stała się sama przedmiotem cenzury i prześladowań. Napadano na kioski ją sprzedające i zastraszano sprzedawców, dziennikarzy i reklamodawców

- mówi portalowi Niezalezna.pl Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny "GP".