We Francji, gdzie zginęły cztery osoby, ulewne deszcze wywołały falę powodziową w dwóch departamentach: Var oraz Alpy Nadmorskie na południowym wschodzie kraju.

Powódź spowodowała w weekend uszkodzenia domów i dróg oraz zatopienia samochodów i autobusów. Ewakuowano ponad 1,5 tys. osób, straż pożarna interweniowała ponad 2 tys. razy, a ponad 30 gospodarstw domowych pozostaje bez prądu. Dziś część dróg na francuskiej Riwierze była nadal zamknięta.

We Włoszech po weekendowych ulewach poziom rzek nadal się podnosi. Na północy kraju zginęła kobieta, której samochód porwała rzeka Bomida na północnym zachodzie kraju.

Nie przestaje wzrastać poziom wody w rzece Ticino w Lombardii, w pobliżu Pawii, a na ulicach miasta jest 15 centymetrów wody. Część mieszkańców postanowiła się ewakuować.

Cztery osoby zginęły W Grecji, gdzie ulewy nawiedziły zachodnią część kraju, powodując osunięcia ziemi, powodzie i zakłócenia w transporcie. Dwie pierwsze ofiary utonęły dzisiaj o świcie, gdy podczas burzy i ulewnego deszczu zatonęła ich żaglówka na przystani w miasteczku Antirio.

Dwie kobiety zginęły później, gdy sztorm dotarł do wysp we wschodniej części Morza Egejskiego; jedna z nich utonęła na wyspie Kos, druga przebywała w pokoju, który znajdował się w piwnicy budynku i został zalany.

Ulewne deszcze i lawiny błotne odcięły też autostradę łączącą Ateny z portowym miastem Patras.

Powodzie we francuskim regionie Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże, gdzie znajdują się departamenty Var i Alpy Nadmorskie, występują dość często, jednak ta była wyjątkowa. W niektórych rejonach Var wystąpiły tak obfite opady, jak zwykle w ciągu dwóch do trzech miesięcy. W miejscowości Roquebrune-sur-Argens poziom rzeki Argens podniósł się do ponad siedmiu metrów, bijąc rekordy powodzi z 2011 roku. Centrum miasta liczącego około 13 tys. mieszkańców pozostaje odcięte od świata.