Zamiast totalnej – merytoryczna?

  

Niewykluczone, że projekt „opozycji totalnej” naprawdę wygasa. Wprawdzie Platforma próbuje do niego zagonić opozycyjnych polityków innych partii, twierdząc – jak Małgorzata Kidawa-Błońska – że jeśli nie będą w nim uczestniczyć, to są „nic nie warci”, oraz że „są w PiS”, ale widać wyraźnie, że to już nie działa. Oburzenie po słowach pani polityk z PO, jakie pojawiło się po stronie Lewicy, mówi samo za siebie.

Raczej nie do powtórzenia jest w tym Sejmie sytuacja z poprzedniej kadencji, gdy polityka nienawiści do PiS, jaką prowadziła PO, została narzucona także innym klubom. Swojego rodzaju szantażowi, jaki stosował postkomunistyczny establishment – jeśli nie walczysz z PiS, to znaczy, że jesteś z PiS i będziesz wykluczony i zwalczany – udawało się przełamać nielicznym. Pokazową lekcją szczucia na takiego działacza, który zdecydował się wprost poprzeć PiS i przejść do klubu prawicy, postkomuna urządziła wobec radnego śląskiego sejmiku Wojciecha Kałuży. Nieźle oberwał też Rafał Woś, który przestał pracować w postkomunistycznym tygodniku „Polityka” po tym, jak opublikował tekst „Lewico, czas na współpracę z PiS”. Oczywiście taka postawa i walka wobec nie dość wiernych linii totalnej walki z partią Jarosława Kaczyńskiego nie miała nic wspólnego z poszanowaniem zasad demokratycznych czy wolności słowa, lecz przecież nie od dziś wiadomo, że postkomuna nie traci sił na dostosowywanie się do jakichś demokratycznych czy wolnościowych zasad. Walkę tę prowadzi zresztą nie tylko w polityce i wobec polityków – wylatują z pracy lub tracą możliwość publikowania nie tylko nie dość antypisowscy dziennikarze, lecz także na uczelniach kłopoty mają ci naukowcy, którzy mieli odwagę stanąć po stronie Prawa i Sprawiedliwości. Przykładem jest wybierany w tym tygodniu do Trybunału Konstytucyjnego prof. Robert Jastrzębski, z którym po tym, jak opublikowano jego opinię prawną dotyczącą Trybunału Konstytucyjnego sporządzoną na zlecenie Biura Analiz Sejmowych, a która była wykorzystana przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, nie przedłużono umowy o pracę na profesorskim etacie na Uniwersytecie Warszawskim. O tym, z jakimi atakami i blokowaniem możliwości rozwoju artystycznego spotykają się artyści otwarcie opowiadający się po stronie Prawa i Sprawiedliwości, mówił niejednokrotnie Redbad Klynstra. Trwający właśnie atak na Piotra Bernatowicza, nominowanego przez wicepremiera i ministra kultury Piotra Glińskiego na dyrektora Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie, też jest tego niezłym przykładem. 

Ale to być może nie tyle mija, co nieco słabnie, bo przestaje być skuteczne. Żaden z polityków opozycji ani jej akolitów w mediach nie powie tego otwarcie, ale pokaz siły Prawa i Sprawiedliwości w ostatnich wyborach zrobił na nich wrażenie. Żadna partia w historii Polski nie miała dotąd tak wysokiego poparcia – ponad 8 mln głosów oddanych na projekt polityczny Jarosława Kaczyńskiego budzi, bo musi budzić, respekt. To – lecz także wejście do gry środowisk lewicy, które wcale nie mają zamiaru przyjmować prymatu Platformy Obywatelskiej, którą uważają za formację schodzącą lub taką, której powinno się pomóc zejść ze sceny, przejmując jej wyborców – zmienia nieco front antyPiS. Widać było wyraźnie po pierwszym dniu pierwszego posiedzenia Sejmu, że choć w Senacie jeszcze udało się ów antyPiS utrzymać, to w Sejmie politycy PO ze swoją zaciętością przeciw Prawu i Sprawiedliwości mogą liczyć tylko na Konfederację. Kluby PSL i Lewicy poparły na marszałka Sejmu kandydaturę Elżbiety Witek, posłowie PO wstrzymali się od głosu, a koła Konfederacji zagłosowały przeciw. I w wielu sprawach – wygląda na to – może być podobnie. PO i Konfederacja będą przede wszystkim walczyć z PiS, pozostali szukają drogi uwzględniającej to, że przygniatająca liczba wyborców opowiada się za realizacją programu Prawa i Sprawiedliwości. 

Byłby to wielki postęp w życiu publicznym – zamiast totalnej wojny, strategii nienawiści i wiecznego kłamstwa, merytoryczna dyskusja, ścieranie się poglądów. Takiej zmiany z pewnością oczekuje społeczeństwo i niewątpliwie byłoby to w interesie polskiej demokracji. Obóz postkomunistyczny jest dziś w wyborze strategii wyraźnie podzielony – stąd m.in. pojawiające się głosy, by wystawić „obywatelskiego” – czyli spoza zgranej Platformy – kandydata w wyborach prezydenckich. W każdym razie strategia „kto nie z nami, ten przeciw nam”, którą wciąż rozpaczliwie próbuje narzucać reszcie opozycji PO, zaczyna budzić uśmiech politowania. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl