Trzy wcielenia Paderewskiego. Premiera opery o księciu polskiej niepodległości w Waszyngtonie

Jan Ignacy Paderewski / fot. YouTube

  

Zanim napisałem cokolwiek, powiedziałem sobie, że będę potrzebować trzech Paderewskich, bo jego życiorysem można obdarować więcej niż jedną osobę - mówi Oliver Mayer, autor libretta do opery "3 Paderewskis", której amerykańska premiera odbyła się w Waszyngtonie.

W operze "3 Paderewskis" poznajemy historię życia Ignacego Jana Paderewskiego opowiedzianą przez jego trzy wcielenia. Dlaczego nie wystarczył jeden Paderewski?

Kiedy pierwszy raz czytałem o Paderewskim, oszołomiły mnie wszystkie jego osiągnięcia. Zanim napisałem cokolwiek, powiedziałem sobie, że będę potrzebować trzech Paderewskich, bo jego życiorysem można obdarować więcej niż jedną osobę. W zasadzie miał on więcej niż trzy wcielenia - był kompozytorem, politykiem, wytwórcą wina; był młody, był w średnim wieku, starszy; kochał jedną kobietę, która umarła, potem zakochał się w innej, z którą miał świetne małżeństwo, był ojcem. Miałem w głowie te wszystkie aspekty jego życia i wykorzystałem w mojej operze trzy głosy jako trzy różne strony tego samego człowieka. Wiedziałem, że jedno z wcieleń musi być kobietą.

Dlaczego?

Ponieważ wierzę, że najlepszy mężczyzna to taki, który ma żeńską stronę, żeńską wrażliwość. Nie pozbawia go to męskości, a raczej mu jej przydaje. Pomyślałem, że w związku z tą wrażliwością, to wcielenie Paderewskiego jako pianisty otrzyma postać kobiety. Jego wcielenia - jako polityka i wytwórcy wina - są bardziej męskie, kobieta ma w sobie twórczy ogień.

Jak kariera polityczna i muzyczna wpływają na siebie w jego życiu?

Myślę, że duża część jego sukcesu muzycznego wynika z tego, że był emigrantem. Był przesiedlony z Polski, myślę, że to czyniło jego muzykę tak piękną. Każdy pianista może zagrać Liszta, Chopina, ale w jego muzyce było czuć, że tęskni za domem.

To dlatego był tak popularny w USA?

Tak, ponieważ Ameryka to kraj emigrantów. Dzięki temu, swoją muzyką przekazywał emocje dobrze znane publiczności. Ludzie często polecali innym jego koncerty. "Musisz zrobić to dla swojej duszy" - mówili. Dzięki doświadczaniu tej solidarności przez dekady, Paderewski zdał sobie sprawę, że nie jest sam i że może wrócić do Polski i tworzyć państwo.

Czemu zdecydował się pan przedstawić Paderewskiego również jako wytwórcę wina...

Produkcja wina była bardzo ważnym aspektem jego życia. Niewielu Polaków wie, że wygrał on konkurs na najlepsze wino w Kalifornii. Było ono najlepsze w całym stanie. Opuścił Polskę jako smutny człowiek pogrążony w kryzysie i przybył do Kalifornii, i przekuł swój smutek w coś pięknego. To również ważna strona jego charakteru, że nigdy się nie poddawał. Kiedy czuł się pokonany w sprawach odbudowy ojczyzny, wykorzystał swoją energię na coś, co sprawi ludziom przyjemność - na produkcję wina.

W spektaklu przedstawiona jest pierwsza żona Paderewskiego Antonina. Dlaczego skupił się pan właśnie na tej postaci? Przecież byli małżeństwem tylko dziewięć miesięcy, nie wiemy o niej zbyt wiele.

To właśnie dlatego ją wybrałem - ze względu na tajemniczość tej postaci. Prawie nie wiemy, jak wygląda. Poza tym jest tak, że niewielu z nas zapomina o pierwszej miłości. Dlatego myślę, że Paderewski nigdy nie przebolał śmierci Antoniny, a te uczucia przelewał na swoją muzykę. Jako artysta rozumiem jak to jest. Jego drugie małżeństwo było udane, świetne, ale nie dramatyczne. Poczucie straty ukochanej osoby nigdy go nie opuściło.

Na czym bazował pan, pisząc swoje libretto?

Bazowałem na wspomnieniach Paderewskiego, książkach i filmach o nim, jego muzyce i przemówieniach. Zrobiłem reaserch, a później używałem wyobraźni. 

Amerykańska premiera opery "3 Paderewskis" autorstwa Olivera Jai’Sen Mayera oraz kompozytorki Jenni Brandon odbyła się w środę w Kennedy Center, The Terrace Theater w Waszyngtonie. Opera ta jest jednym ze zwycięskich przedstawień, nagrodzonych w konkursie Instytutu Adama Mickiewicza.

W 2017 r., z okazji zbliżającej się wówczas 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, Instytut Adama Mickiewicza ogłosił w Stanach Zjednoczonych konkurs na spektakl muzyczny inspirowany życiem i działalnością kompozytora. Spośród nadesłanych wybrano siedem zwycięskich przedstawień.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Dorota Kania UJAWNIA: Agenci, funkcjonariusze, współpracownicy. Kto zasiadał w Trybunale Konstytucyjnym?

Sebastian Kaleta / screen z TV Republika

  

"Od czterech lat jesteśmy świadkami ataków na Trybunał Konstytucyjny. Dzieje się tak dlatego, ponieważ zasiadają w nim sędziowie wybrani przez Zjednoczona Prawicę a Trybunał jest najważniejsza instytucją prawną, której wyroki są ważniejsze niż orzeczenia unijne" - dowiadujemy się z dzisiejszego odcinka programu redaktor Doroty Kani w Telewizji Republika "Koniec systemu".

W dniu wczorajszym zakończyła się nasza kadencja w Trybunale Konstytucyjnym. Przez dziewięć lat służby staraliśmy się stać na straży konstytucji i kontynuować dzieło naszych poprzedników. Zaczynaliśmy pełnić obowiązki w TK, którego działalność cieszyła się powszechnych uznaniem. Wyroki TK wyznaczały standardy konstytucyjne dla wszystkich organów państwa. Niestety, koniec naszej kadencji przypada na czas, w którym ponad trzydziestoletni dorobek TK w dużej mierze został zakwestionowany i zaprzepaszczony

- napisali 4 grudnia byli już sędziowie Trybunału Konstytucyjnego Piotr Tuleja i Marek Zubik.

Warto przypomnieć, że sędzia Marek Zubik ostatni raz w składzie orzekającym zasiadał … trzy lata temu. Nie przeszkodziło mu to jednak w pobieraniu pensji – według naszych ustaleń było to blisko 800 tysięcy złotych. 

Ten „ponad trzydziestoletni dorobek”, o który piszą byli już sędziowie Trybunału Konstytucyjnego przypada także okres zasiadania w TK różnej maści tajnych współpracowników, funkcjonariuszy bezpieki i najbliższych współpracowników Wojciecha Jaruzelskiego.

Trybunał Konstytucyjny został utworzony w stanie wojennym przez Jaruzelskiego w 1982 a swoją działalność rozpoczął w 1986. Pierwszym prezesem TK został prof. Alfons Klafkowski, promotor Jana Kulczyka. Według akt znajdujących się w Instytucie Pamięci Narodowej prof. Klafkowski został zarejestrowany przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego jako tajny współpracownik „Alfa” a następnie przejęty przez Służbę Bezpieczeństwa. Jego zastępcą, wiceprezesem TK ( do 1993 r.) był funkcjonariusz najpierw Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego a następnie Służby Bezpieczeństwa, prof. Leonard Lukaszuk.

Także sędziowie TK – także w latach III RP - wywodzili się z najbliższego otoczenia Jaruzelskiego. Przykładem może być Henryk Groszyk, członek Patriotycznego Ruch Odrodzenia Narodowego - fasadowej organizacji politycznej utworzonej w stanie wojennym przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego. 19 czerwca 1992 r., dwa tygodnie po obaleniu rządu Jana Olszewskiego Henryk Groszyk był w składzie sędziowskim Trybunału, który orzekł, że wykonana przez ministra spraw wewnętrznych ( chodziło o Antoniego Macierewicza) uchwała lustracyjna jest niezgodna z Konstytucją. Wiceprezesem TK był w tym czasie wspomniany płk Leonard Łukaszuk. Żona Henryka Groszyka, prokurator Stefania Słubicka – Groszyk z lubelskiej prokuratury, podjęła decyzję o obcięciu głowy Józefa Franczaka ps. Laluś – zastrzelonego w 1963 r. przez SB  Żołnierza Niezłomnego.

W czasie kadencji prof. Andrzeja Rzeplińskiego, poprzedniego prezesa Trybunału Konstytucyjnego, projekty orzeczeń były pisane przez osoby nie będące pracownikami TK – a ich wynagrodzenie wynosiło od kilku do kilkunastu tysięcy złotych.  Według naszych informacji poza siedzibę Trybunału były także wynoszone dokumenty m.in. akta spraw.

Po wyborze Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza na sędziów TK, w lewicowych i liberalnych mediach rozpętała się burza; głos zabrali także politycy opozycji. Dominująca była narracja, że są to „polityczni kandydaci” i że to ich już na stracie dyskwalifikuje. 

Były już prezes TK – prof. Andrzej Rzepliński od lat jest nieformalnie związany z PO – ostatnio portal niezalezna.pl przypomniał nagranie, na którym widać Rzeplińskiego oraz innych sędziów w towarzystwie polityków opozycji – wychodzili oni z budynku, w którym mieściły się biura Platformy Obywatelskiej, mocno wpłynęło na postrzeganie niezależności środowiska sędziowskiego.

 

W dalszej części programu „Koniec systemu” na antenie Telewizji Republika o wyrokach sądowych i sędziach Dorota Kania rozmawiała z Sebastianem Kaletą, posłem Prawa i Sprawiedliwości.

Listopadowy wyrok unijnego trybunału zapadł w odpowiedzi na pytania prejudycjalne zadane przez Izbę Pracy Sądu Najwyższego do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE). Trybunał orzekł, że to SN ma badać niezależność nowej Izby Dyscyplinarnej, by ustalić, czy może ona rozpoznawać spory dotyczące przejścia sędziów Sądu Najwyższego w stan spoczynku.

Niepokojące są sygnały ze strony elit środowiska sędziowskiego zgromadzonych wokół SN w starym rozdaniu KRS, ponieważ orzecznictwo TK co do tego, które prawo w Polsce jest nadrzędne jest jasne i od wielu lat prezentowane w kolejnych wyrokach w różnych składach poczynając od wyroku, w którym TK badał Traktat Akcesyjny. Orzeczono wówczas, że w Polsce nadrzędnym prawem nad każdym innym jest polska Konstytucja

– wyjaśnił na początku Kaleta.

Polityk zaznaczył, że mamy ciągłą linię orzeczniczą i raptem pojawia się spór o polskie sądownictwo. – Okazuje się, że z tego powodu, że część sędziów i polityków opozycji próbuje teraz wyprowadzić sądownictwo funkcjonujące przed wyborami demokratycznymi, które dały nam mandat potrzebny do wprowadzenia tej reformy sprawiedliwości. (…) Co niepokojące – słyszałem np. dwa dni temu, że sędzia Laskowski SN z pełną powagi miną powiedział, że TK nie może badać traktatów. Badał traktaty! Każdy sąd konstytucyjnym w państwie członkowskim to robi, a tutaj nie wolno tego robić, bo nie podoba się skład trybunału i wyniki demokratycznych wyborów

– mówi wiceminister sprawiedliwości. 

Na horyzoncie jawi się koniec kadencji pan Gersdorf. Jednocześnie w samym SN widzimy kwestionowanie statusu sędziów nowo powołanych do SN. Jestem przekonany, że władza ustawodawcza będzie przygotowana na wszelkie kryzysy w tej sprawie

– powiedział Kaleta. 

W dalszej części rozmowy polityk zwrócił uwagę na to, że w Niemczech to właśnie politycy powołują sędziów do SN.

Czy w Niemczech którykolwiek sędzia wyszedł z wyrokiem TSUE i powiedział „no w takim razie nie uznaję SN federalnego”? Jednak tylko w Polsce się to stosuje. Podam jeszcze jeden istotny szczegół, który umyka w tej dyskusji: była już taka awantura, że polskie sądownictwo nie będzie szanowane w Europie z uwagi na europejski nakaz aresztowania. Był nawet wyrok TSUE i co się stało? W sprawie, w której wyrok TSUE wydał - ostatecznie osoba, wobec której wydano europejski nakaz aresztowania trafiła do Polski, stwierdzono, że nie ma zagrożeń dla niezawisłości sędziowskiej. W ubiegłym roku ponad tysiąca osób wykonano do Polski europejski nakaz aresztowania. W kilkunastu sprawach sądy zdecydowały się zbadać czy polski sąd gwarantuje sprawiedliwy proces i we wszystkich tych sprawach stwierdził jasno, że zagrożeń nie ma

– zaznaczył.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, TV Republika

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl