O tym, że do stolicy Tajlandii przyjechał dzisiaj papież przypominają jedynie widoczni na ulicach starsi ludzie z chorągiewkami w biało-żółto watykańskich barwach. Nie ma jednak tłumów. W południe nieliczni wierni pojawili się na trasie przejazdu papieskiej kolumny samochodów z lotniska do siedziby nuncjatury apostolskiej. Tam również można było dostrzec watykańskie flagi.

W metropolii trudno dostrzec znaki obecności papieża, odwiedzającego Tajlandię 35 lat po świętym Janie Pawle II. Życie toczy się codziennym, chaotycznym rytmem. Ulice są zakorkowane i rozbrzmiewa dźwięk klaksonów.

- Straszliwie zablokowane ulice to nic nadzwyczajnego, to nie rezultat wizyty papieża, ale nasze codzienne życie. Mówią nam, że w tych dniach może być nieco gorzej, czego ja już sobie nie wyobrażam

- mówi kierowca stojąc w korku na Silom Road w centrum.

Zakonnica, która by zobaczyć papieża przyjechała do stolicy z odległej części Tajlandii mówi PAP:

- Jesteśmy tu małą trzódką, jeśli pomyśli się, że 99 procent ludności kraju to niechrześcijanie, a buddyści. Wzruszam się na myśl o tym, że Franciszek leciał całą noc samolotem, by nas odwiedzić/

Zaznaczyła, że z przyjazdu papieża cieszą się imigranci, przede wszystkim z Kambodży i Laosu. To oni między innymi wezmą udział w czwartkowej mszy na stołecznym stadionie narodowym, na którą już dawno zabrakło kart wstępu. Uczestniczyć ma w niej około 70 tysięcy osób, wiele z nich nie zmieści się w obiekcie i pozostanie wokół niego. Oczekuje się, że tego dnia katolicy wiwatujący na cześć Franciszka zapełnią ulice w drodze na mszę.

W małych sklepach prowadzonych przez imigrantów można czasem zobaczyć zdjęcie Franciszka. Niekiedy obok zdjęcia stoi figurka Buddy.