Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił dziś znanego dziennikarza Piotra Najsztuba i utrzymał tym samym w mocy zaskarżony wyrok Sądu Rejonowego w Piasecznie w sprawie wypadku, który spowodował w październiku 2017 roku. Najsztub potrącił wtedy przechodzącą przez pasy 77-letnią kobietę. Nie miał prawa jazdy, a jego samochód nie miał ubezpieczenia i ważnych badań technicznych.

Sędzia Piotr Bojarczuk w uzasadnieniu podkreślił, że ten wyrok jest... jedyną słuszną decyzją, jaka mogła w tej sprawie zapaść. Podkreślił jednocześnie, że rolą sądu jest ocena konkretnego zdarzenia drogowego, a biegli stwierdzili, że nie ma dowodów obiektywnych, które pozwoliłyby na jego rekonstrukcję. W uzasadnieniu wyjaśnił, że śladów nie zabezpieczono tak, jak trzeba. Zatem biegli musieli się opierać na pewnych założeniach.

- W każdej sprawie o wypadek drogowy zabezpiecza się wszystkie dowody. I zaznacza je na tzw. szkicach powypadkowych (...). Biegli stwierdzili, że nie ma dowodów obiektywnych, które pozwoliłyby na rekonstrukcję zdarzenia

- powiedział w uzasadnieniu sędzia.

- Nie została zabezpieczona droga hamowania. Nie zostało określone położenie ciała pokrzywdzonej względem samochodu oskarżonego, nie zostało ustalone położenie samochodu na przejściu dla pieszych

- dodał sędzia.

Sędzia dodał, że w momencie wypadku było ciemno i była ograniczona widoczność, a pokrzywdzona, patrząc w lewą stronę nie miała żadnej pewności, że samochód się zatrzymał.

- To nie jest tak, że bycie osobą pieszą zwalnia wszystkich pieszych od zachowania również szczególnej ostrożności

- powiedział sędzia Piotr Bojarczuk.

Okazuje się, że nazwisko sędziego Piotra Bojarczuka pojawiało się już wcześniej w mediach. Portal OkoPress wpisał go nawet na listę "Sędziów Wolności", czyli sędziów, którzy... "wydali wyroki w zgodzie z prawem i sumieniem, ale wbrew oczekiwaniu władzy".

Podano nawet przykłady tych wyroków.

„11 września 2018 roku utrzymał w mocy postanowienie o umorzeniu postępowania wobec obwinionego o zakłócanie niezakazanego zgromadzenia (XI W 4168/17), a 3 grudnia 2018 roku prawomocnie uniewinnił Władysława Frasyniuka od zarzutu wprowadzenia policjanta w błąd przy legitymowaniu. Uznał, że jest niewinny, bo nie został uprzednio przez policjanta poinformowany, że jest poddawany czynności legitymowania, i że za podanie nieprawdziwych informacji grozi mu odpowiedzialność (X Ka 1218/18)”

- pisze oko.press.