„Z Bogiem, panie majorze!”

  

Czasem pogrzeb Polaka jest wydarzeniem ogniskującym na sobie spojrzenia narodu, staje się czymś więcej niźli tylko podniosłą uroczystością – wkracza w sferę transcendentną, w której uczestnicy czują wagę dziejowej chwili. Serca drżą, a intelekt ustępuje miejsca intuicji podpowiadającej, że oto jawi się moment niezwykły, sięgający tego, co ponad czasem i przestrzenią – pisze w tygodniku Gazeta Polska, Tomasz Łysiak.

Tak było, gdy statkiem płynęły do kraju prochy Juliusza Słowackiego – ludzie stali na nabrzeżu portowym i patrzyli na wyłaniający się jak z dalekich krańców letejskiego jeziora, okręt z doczesnymi szczątkami wieszcza. Tak było, gdy kondukt żałobny szedł za złożoną na lawecie trumną Marszałka Piłsudskiego, a cała Polska płakała pogrążona w rozpaczy. I tak było wtedy, gdyśmy na Cmentarzu Powązkowskim żegnali tego, który w panteonie naszych bohaterów wreszcie odzyskał należne mu miejsce – mjr. Zygmunta Szendzielarza. Wszyscy wówczas, 24 kwietnia 2016 roku, poczuliśmy, że wraz z tym pogrzebem wraca ta prawdziwa, wolna Polska, że to jakiś symbol odnoszący się do współczesności, że odzyskaliśmy prawdziwe państwo polskie, bo tylko takie państwo jest prawdziwe, które ujmuje się za bohaterami przeszłości. Ci Polacy, którzy oddali życie za Matkę Ojczyznę, są po latach przez tę Matkę na powrót brani w ramiona.

„Charakter wyrobiony”

Szendzielarz także bardzo przeżywał wielki, symboliczny pogrzeb Marszałka. W obchody był zaangażowany wileński garnizon 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich, w którym służył jako oficer, więc brał udział w funeralnych uroczystościach, dzierżąc w dłoniach pułkowy sztandar. Rok później, w rocznicę zgonu Komendanta, 12 maja 1936 roku, ppor. Zygmunt Szendzielarz trzymał uroczystą wartę podczas przenoszenia serca Piłsudskiego i prochów jego matki z kościoła św. Teresy na cmentarz Rossa w Wilnie. O czym myślał i co czuł w trakcie tych uroczystości? Tego nie wiemy. Był typem oficera pełnego werwy i fantazji, raczej nie z tych, co „chodzą zapięci na ostatni guzik". Patryk Kozłowski w biografii Szendzielarza zaliczył go do grupy „pistoletów”. Słusznie. Wystarczy zerknąć na opinię jego dowódcy na wyciągu kwalifikacyjnym Szkoły Podchorążych Piechoty, z roku 1932 – „Charakter wyrobiony, wesoły, czasem porywczy, o bardzo dużej ambicji, b. pewny siebie, wybitnie koleżeński i ofiarny. Bardzo karny, sumienny i obowiązkowy. W służbie wojskowej bardzo zamiłowany. Energia i wytrwałość b. duże”. Wszystko pasuje jak ulał do przyszłego twardego bohatera, którego bali się komuniści (był antykomunistą do cna, nie ufał Sowietom i nie chciał z nimi żadnych paktów), a podwładni słuchali ślepo i całkowicie mu ufali...

Cały artykuł Tomasza Łysiak można przeczytać w tygodniku GP.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: tygodnik GP
Tagi

Wczytuję komentarze...

Członkowie rodziny gwałcili dzieci podczas libacji alkoholowych. Zapadły wieloletnie wyroki

Zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com /Creative Commons CC0/_Alicja_

  

Na kary od 17,5 roku do 18,5 roku pozbawienia wolności Sąd Okręgowy w Opolu skazał dzisiaj Katarzynę K., Janusza Cz. i Artura M. oskarżonych o znęcanie się nad małoletnimi dziećmi i ich molestowanie seksualnie. Sprawcy to bliscy krewni ofiar.

Sprawa ma swój początek w 2016 roku. W Krapkowicach pod jednym dachem mieszkali: 36-letnia Katarzyna K., jej 47-letni partner Janusz Cz. i 62-letni Artur M. - ojciec kobiety oraz jej trzy córki w wieku od 5 do 11 lat. Jak wykazało śledztwo, przez blisko trzy lata ich opiekunowie - w tym matka - gwałcili je i molestowali podczas libacji alkoholowych.

Sprawa wyszła na jaw, gdy dzieci trafiły do rodziny zastępczej. Nowi rodzice szybko zauważyli symptomatyczne zachowania podopiecznych i powiadomili o sprawie policję. Jak się okazało, dzieci były maltretowane fizycznie, psychicznie, głodzone i wykorzystywane seksualnie.

Ze względu na charakter sprawy proces toczył się z całkowitym wyłączeniem jawności.

W piątek Sąd Okręgowy ogłosił wyrok. W przypadku matki i dziadka pokrzywdzonych sąd wymierzył kary po 18 lat i sześć miesięcy pozbawienia wolności. Partnera kobiety skazał na 17 lat i sześć miesięcy więzienia. Wszyscy mają zakaz kontaktu z pokrzywdzonymi przez dziesięć lat - liczone od momentu zakończenia kary - oraz zakaz zbliżania się do dziewczynek na odległość mniejszą niż 50 metrów.

Dodatkowo, oskarżeni mają zapłacić każdej z pokrzywdzonych po 100 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia.

Wyrok jest nieprawomocny. Prokuratura, która żądała kary 20 lat pozbawienia wolności, nie wyklucza - podobnie jak obrona - złożenia apelacji.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts