Śmiałe wyznanie operatora filmowego Roberta Richardsona. "Seks? Tylko z Tarantino"!

/ Siebbi (original), Gryllida (crop) [CC BY 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/3.0)]

  

Pod każdym względem on jest geniuszem - powiedział o Quentinie Tarantino jego bliski współpracownik, operator filmowy Robert Richardson podczas spotkania z publicznością EnergaCamerimage w Toruniu. - Jeżeli z jakimkolwiek reżyserem miałbym uprawiać seks, nie, że chciałbym, to jeżeli pomyślę sobie o Martinie Scorsese i Olivierze Stone, a widzę tutaj Quetina, to jasne jest, że tylko z tym facetem można by to zrobić".

Trzykrotnie nagrodzony Oscarem autor zdjęć Robert Richardson i dwukrotny laureat Oscara, reżyser Quentin Tarantino odebrali nagrodę Camerimage dla duetu autor zdjęć-reżyser podczas gali zamknięcia 27. edycji festiwalu w sobotni wieczór w Toruniu.

"Jest wspólny mianownik między nami. My kochamy kino, ale szczególnie kochamy te filmy, które wyglądają jak filmy, czyli są pełne kolorystyki, bogate, nasączone kolorem"

- mówił podczas spotkania z festiwalową publicznością Tarantino.

Przyznał, że ich styl wizualny ewoluował przez lata. Jak podkreślił, inny był w przypadku filmu "Kill Bill", a inny przy "Bękartach wojny". "To było związane zarówno z gatunkiem filmu, jak i miejscem, w którym te filmy były realizowane" - stwierdził amerykański reżyser. Powiedział, że w przypadku ich najnowszej produkcji "Pewnego razu... w Hollywood" musieli stworzyć świat Los Angeles, który już w zasadzie nie istnieje. "To, co widzowie zobaczą w filmie, jest tylko sztucznie stworzonym planem zdjęciowym" - dodał Tarantino.

Richardson podkreślił, że pracował ze wspaniałymi reżyserami, ale Tarantino jest z nich "najbardziej inteligentny".

"Pod każdym względem jest on (...) geniuszem, któremu ciągle coś pali się pod czaszką. Wczoraj wieczorem spędziliśmy razem trochę czasu. Wszedłem do jego pokoju, a on miał już niesamowitą historię, którą stworzył. Jedna scena to 40-minutowy monolog, ale nie możemy wam jeszcze zdradzić więcej szczegółów. Ten facet ma pod czaszką coś takiego, czego nikt inny nie posiada. Jeżeli z jakimkolwiek reżyserem miałby uprawiać seks, nie że chciałbym, to jeżeli pomyślę sobie o Martinie Scorsese i Olivierze Stone, a widzę tutaj Quetina, to jasne jest, że tylko z tym facetem można by to zrobić"

- powiedział Richardson.

Tarantino szybko wyjaśnił, że Richardson jest człowiekiem rodzinnym, który z trzema kobietami ma czwórkę dzieci. "Jest wierny, więc ta opowieść o naszej miłości czy opowieść o seksie jest czysto teoretyczna" - podkreślił reżyser.

Richardson przyznał, że kiedy staje za kamerą, to woli patrzeć przez wizjer, oko kamery na to, co jest filmowane, a nie sprawdza tego na monitorze.

"Monitor daje zbyt szeroki obraz świata. Na monitorze widzę szerszy kontekst całego obrazu. A gdy patrzę przez oko kamery, to widzę pojedynczą osobę, na której mogę się skoncentrować"

- przyznał utytułowany operator. Przyznał, że świat w tym względzie ewoluuje, co wymusza na nim przestawianie się, ale gdyby miał wybór, to chciałby pracować właśnie z takimi reżyserami jak Tarantino.

Reżyser powiedział, że zawsze realizując film znajduje się przy samych aktorach, przy samej kamerze. Nigdy nie siedzi w innym pokoju.

"Patrzę na aktorów z perspektywy kamery. Mam takie przeświadczenie, że oni mnie w tym momencie widzą i gdy skończą grać daną scenę patrzą się na mnie i wiedzą, że ja oglądałem każdy ich krok"

- przyznał Tarantino.

Dodał, że na jego planie filmowym nikt nie znajdzie powszechnej już w obecnych czasach wioski realizacyjnej z monitorami i innymi gadżetami. "Robimy filmy w staroświecki sposób, blisko aktorów" - wyjaśnił Tarantino.

56-letni Quentin Tarantino jest reżyserem, scenarzystą, producentem i aktorem. Ma w dorobku m.in. filmy: "Wściekłe psy" (1992), "Pulp Fiction" (1994), "Jackie Brown" (1997), "Kill Bill" i "Kill Bill 2" (2003-04), "Bękarty wojny" (2009) oraz "Django" (2012). Jego ostatni film "Pewnego razu... w Hollywood" w sierpniu wszedł na ekrany polskich kin. Jest laureatem m.in. dwóch Oscarów (za scenariusze do "Pulp Fiction" i "Django") i Złotej Palmy za "Pulp Fiction".

64-letni Robert Richardson jest operatorem filmowym, wieloletnim współpracownikiem m.in. Martina Scorsese i Olivera Stone'a. Na swoim koncie ma m.in. trzy Oscary - za zdjęcia do "JFK", "Aviatora" i "Hugo i jego wynalazek". 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Niespodzianki nie było. Senat za odrzuceniem nowelizacji ustawy o sądach

Zdjęcie ilustracyjne / Filip Blazejowski/Gazeta Polska

  

Senat, zgodnie z przewidywaniami, był za odrzuceniem nowelizacji ustaw o ustroju sądów i Sądzie Najwyższym. Głosowało 99 senatorów, za odrzuceniem nowelizacji było 51, przeciw - 48.

Uchwalona 20 grudnia przez Sejm nowelizacja, m.in. Prawa o ustroju sądów i ustawy o Sądzie Najwyższym, a także o sądach administracyjnych, wojskowych i prokuraturze, wprowadza odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów za działania lub zaniechania mogące uniemożliwić lub istotnie utrudnić funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, za działania kwestionujące skuteczność powołania sędziego oraz za działalność publiczną niedającą się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Ponadto nowelizacja wprowadza też zmiany w procedurze wyboru I prezesa Sądu Najwyższego. Kandydata na to stanowisko będzie mógł zgłosić każdy sędzia Sądu Najwyższego. W razie problemów z wyborem kandydatów ze względu na brak kworum w ostatecznym stopniu planowanej procedury do ważności wyboru będzie wymagana obecność 32 sędziów Sądu Najwyższego.

Nowe przepisy są krytykowane przez opozycję, Rzecznika Praw Obywatelskich i część środowiska sędziowskiego. Negatywne opinie prawne w sprawie niektórych proponowanych rozwiązań wyrazili m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich i Sąd Najwyższy.

Dziś nastąpiło przejście od słów do czynów. Po krytyce doszło do głosowania, w trakcie którego 51 senatorów opowiedziało się za odrzuceniem nowelizacji ustawy. Ustawa trafi teraz do Sejmu, który może odrzucić senatorskie weto bezwzględną większością głosów. 

Wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta, komentując na gorąco decyzję Senatu zauważył, że można się było takiego rozstrzygnięcia spodziewać.

- Będziemy walczyli, ażeby ustawa została przyjęta przez Sejm i jeśli Sejm przyjmie ustawę, to trafi ona bezpośrednio na biurko prezydenta.

- powiedział. 
 
Kaleta podkreślił, że w głosowaniu senackim niewiele zabrakło, aby przyjąć ustawy reformujące polskie sądownictwo, bo zabrakło zaledwie jednego głosu do remisu.

- Senat ma określoną polityczną konstrukcję i aktualną większość i podejmuje takie uchwały, jak ta polityczna większość chce. Teraz ustawa wraca do Sejmu i wydaje mi się, że tam większość jest inna i może dać czerwoną kartkę dzisiejszej uchwale Senatu

- zaznaczył. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts