Stefan Strzałkowski spoczął na cmentarzu w Pękaninie. "Odszedł człowiek wielkiej wiary"

/ Twitter/@pisorgpl

  

Poseł Stefan Strzałkowski został dziś pochowany na Cmentarzu Komunalnym w Pękaninie k. Białogardu. W uroczystościach pogrzebowych wziął udział m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński oraz wicemarszałkowie Sejmu: Małgorzata Gosiewska i Ryszard Terlecki.

Biskup diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej ks. Edward Dajczak, który przewodniczył uroczystościom pogrzebowym, żegnając śp. Stefana Strzałkowskiego podkreślił, że był on człowiekiem wiary.

To historia człowieka, który dla tego miasta, dla tego regionu (…) zdziałał bardzo wiele, kiedy był pierwszym starostą, pierwszym wybranym burmistrzem. Trzeba umieć powiedzieć – dziękuję

- mówił biskup.

Dodał, że śmierć wygrywa z życiem, ale nie wygrywa z miłością najbliższych i wszystkich, który przyszli pożegnać „naszego brata”.

W uroczystościach, które miały charakter oficjalny, oprócz najbliższej rodziny zmarłego posła, wzięli udział: m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński, wicemarszałkowie Sejmu Małgorzata Gosiewska i Ryszard Terlecki, minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk, europosłowie Elżbieta Rafalska oraz Joachim Brudziński, posłowie Małgorzata Golińska, Paweł Szefernaker i Czesław Hoc. Wraz z innymi uczestnikami po mszy św. celebrowanej przez bp. Dajczaka przeszli w kondukcie żałobnym z kościoła pw. Narodzenia NMP w Białogardzie na cmentarz w Pękaninie (Zachodniopomorskie).

W swoim wystąpieniu w kościele Jarosław Kaczyński podkreślił, że przyszło mu pożegnać człowieka, który (...) przeszedł życie dobrze czyniąc”.

Przeszedł życie to prywatne, to rodzinne i przeszedł życie angażując się w sprawy publiczne, sprawy publiczne tej ziemi, trudnej ziemi i w sprawy publiczne naszej ojczyzny – Polski

- powiedział prezes PiS.

Jak mówił, zaangażować się w sprawy publiczne tu - w regionie, gdzie było wysokie bezrobocie, ogromne problemy społeczne - to był akt odwagi, determinacji, jednocześnie akt, który wskazywał na najlepsze cechy człowieka, który wziął na siebie tę odpowiedzialność.

Przypominał, że zmarły był nauczycielem, dyrektorem szkoły.

Mógł iść drogą, też przecież wzbudzającą szacunek i bardzo społecznie ważną, ale podjął się zadań trudniejszych, zadań związanych z życiem publicznym, zadań związanych z tym wszystkim, co miało tej ziemi służyć

- podkreślił Jarosław Kaczyński.

List wystosowała marszałek Sejmu Elżbiety Witek, który odczytała wicemarszałek Małgorzata Gosiewska. Witek w liście napisała o Strzałkowski jako samorządowcu, społeczniku, człowieku życzliwym, otwartym na innych, niezwykle pogodnym, zawsze służący przyjacielskim słowem, którego żegnamy.

Starał się być osobą odpowiedzialną, energiczną i pomysłową. Łączył w sobie wiele talentów i umiejętności, dzięki którym potrafił sobie zjednoczyć duże grupy osób do osiągnięcia wspólnego celu, do działania zarówno na rzecz swojej małej ojczyzny, jak i całego kraju

- napisała marszałek.

„Wciąż niezatarte są w mojej pamięci nasze rozmowy, a także wystąpienia posła Strzałkowskiego w czasie sejmowych debat. Charakteryzowała je trafność wypowiedzi oraz odpowiedzialność za słowa, a przede wszystkim ogromna troska o dobro wspólne, o ojczyznę” – zaznaczyła.

Strzałkowski został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski przez prezydenta Andrzeja Dudę za wybitne osiągnięcia podejmowane z pożytkiem dla kraju w działalności państwowej i publicznej. Odznaczenie podczas uroczystości pogrzebowej odebrała żona zmarłego z rąk wojewody zachodniopomorskiego Tomasza Hinca. Jej również flagę państwową przekazał przewodniczący sejmowej komisji obrony narodowej poseł Michał Jach.

Stefan Strzałkowski zmarł 8 listopada w wieku 62 lat. Przez 20 lat był związany z oświatą, pracował jako nauczyciel i dyrektor szkoły. W latach 1998-2002 był starostą białogardzkim, następnie, do 2009 r., burmistrzem Białogardu.

W wyborach parlamentarnych w 2007 r. startował do Sejmu z listy PiS. Nie uzyskał wówczas mandatu posła. Objął go po śmierci Mariana Golińskiego w 2009 r. W Sejmie zasiadał także przez dwie kolejne kadencje - po wyborach w 2011 i w 2015 r. W 2004 r. otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP, Twitter


Wczytuję komentarze...

Prezydent upamiętni rocznicę Bitwy w Ardenach

/ Filip Blazejowski/Gazeta Polska

  

W poniedziałek prezydent Andrzej Duda weźmie udział w Belgii i Luksemburgu w uroczystościach upamiętniających 75. rocznicę bitwy o Ardeny, w której brali udział polscy lotnicy. Piloci Spitfire'ów 1 stycznia stoczyli zwycięską walkę nad Belgią z samolotami niemieckimi.

Bitwa w Ardenach, stoczona na przełomie lat 1944 i 1945 r., była ostatnią dużą ofensywną wojsk niemieckich na froncie zachodnim w czasie II wojny światowej. Zakończyła się klęską wojsk niemieckich.

„W Belgii uroczystości odbywają się w Bastogne, mieście, które było bronione w trakcie ofensywy w Ardenach przez wojska amerykańskie. Polska, jako jedno z kilku państw, została na nie zaproszona. To pokazuje, jak ważna jest historia w relacjach polsko-belgijskich. To też docenienie tego, co zrobili żołnierze 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, którzy wyzwalali Belgię. Jesteśmy w gronie tych państw, które wyzwalały zachodnią część Europy, obok USA, Wielkiej Brytanii czy Kanady”

- powiedział PAP ambasador RP w Królestwie Belgii Artur Orzechowski.

Jak dodał, 1 stycznia 1945 roku, pod koniec operacji w Ardenach, siły niemieckie podniosły z ziemi ostatnie samoloty, by przeważyć na swoją korzyść losy bitwy. „Trzy polskie dywizjony, które stacjonowały obok Gandawy, stoczyły zwycięska bitwę z samolotami Luftwaffe, zestrzeliwując około 20 maszyn wroga. Była to największa bitwa powietrzna polskiego lotnictwa na Zachodzie w 1945 roku” – powiedział.

Historia potyczki z 1 stycznia 1945 r. jest bardzo ciekawa. Tego dnia Niemcy rozpoczęli realizację planu pod kryptonimem "Bodenplatte", która miała unieszkodliwić samoloty alianckie poprzez zmasowany atak na lotniska w Belgii i Holandii. Do wykonania zadania przygotowano myśliwce, jakie Niemcy posiadali na froncie zachodnim - Focke-Wulfy FW 190 i Messerschmitty Bf 109. Jednym z lotnisk, które mieli zbombardować Niemcy, było St. Denijs Westrem w Belgii, pod Gandawą. Jak przypomina MSZ, na lotnisku tym stacjonowały od października 1944 r. trzy polskie dywizjony (302 Dywizjon "Poznański", 308 "Krakowski" i 317 "Wileński"), tworzące razem 131 Skrzydło Myśliwskie.

Podgandawskie lotnisko przydzielono do ataku jednostkom niemieckiego JG1. Łącznie w stronę Gandawy poleciało około 40 Focke-Wulfów.

Tymczasem trzy polskie dywizjony otrzymały zadanie bombardowania dróg komunikacyjnych i przepraw przez Mozę. 1 stycznia o 8.27 wystartowało dwanaście Spitfire'ów 308 dywizjonu (pod dowództwem kpt. Ignacego Olszewskiego), o 8.40 jedenaście samolotów 317 dywizjonu (kpt. Marian Chełmecki) i o 8.49 osiem maszyn 302 dywizjonu (por. Edward Jaworski). Polskie Spitfire'y zbombardowały wyznaczone cele.

W tym samym czasie nad lotnisko St. Denijs Westrem - jak podaje resort spraw zagranicznych - nadleciały niemieckie myśliwce. Po zrzuceniu bomb zaczęły ostrzeliwać z broni pokładowej cele, zapalając samoloty, ciężarówki, budynki i wszystko inne, co dało się zniszczyć. Obrona przeciwlotnicza została zaskoczona, poza tym jej stan był niepełny, gdyż już wcześniej część przemieściła się na nowe lotnisko w Grimbergen. W wyniku nalotu zginęło trzech żołnierzy z personelu naziemnego - kierowcy kpr. Jerzy Koczwara-Bielka i kpr. Antoni Komorowski oraz mechanik kpr. Józef Sikora, zaś 18 innych zostało rannych (w tym 11 ciężko). Po pojawieniu się nad lotniskiem niemieckich samolotów, stanowisko dowodzenia natychmiast przekazało przez radio prośbę o ratunek do będących w powietrzu Polaków.

Kpt. Chełmecki i kpt. Olszewski zwiększyli prędkość i po chwili ujrzeli kłęby czarnego dymu nad lotniskiem (dywizjon 302 był zbyt daleko od St. Denijs, aby interweniować). Niemcy, zajęci ostrzeliwaniem lotniska, w pierwszej chwili nie dostrzegli Spitfire'ów i dali się zaskoczyć. Polacy rozproszyli się i zaczęła się bezładna pogoń za Niemcami.

Wiele Focke-Wulfów zostało zestrzelonych tuż nad lotniskiem, rozbijając się na okolicznych polach. Niektórzy z pilotów gonili nawet uciekające w kierunku południowo-wschodnim niemieckie samoloty, większość jednak ze względu na brak paliwa pozostała nad Gandawą i czekała na możliwość lądowania. Niestety, w czasie walki zginęło także dwóch lotników, zestrzelonych przez niemieckie myśliwce. Byli to ppor. Wacław Chojnacki z Dywizjonu "Krakowskiego" oraz por. Tadeusz Powierza z Dywizjonu "Wileńskiego". Wraz z trójką mechaników spoczęli na cmentarzu w St. Denijs. Obecnie spoczywają w Lommel.

Z chwilą podjęcia walki przez polskich myśliwców ataki na lotnisko ustały, a personel naziemny rzucił się ku pasom startowym, by usunąć z nich kawałki blach, resztek spalonych pojazdów i jak najszybciej umożliwić polskim pilotom lądowanie.

Podczas ataku na St. Denijs Westrem Niemcy stracili 21 samolotów - 17 pilotów poległo, a 4 dostało się do niewoli.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl