Moc nadal jest z nami. Wyczekiwana gra „Star Wars Jedi: Upadły Zakon” wchodzi na rynek

zdjęcie ilustracyjne, / youtube.com/printscreen

  

Fani gier Star Wars od prawie dekady z niecierpliwością czekali na grę komputerową o ich bohaterach z Gwiezdnych Wojen. I w końcu jest. Jej akcja dzieje się w ich ulubionej galaktyce, a gra spełnia najwyższe kryteria w kategorii przygodówek.

Pierwsze recenzje są bardzo przychylne. „Gwiezdne Wojny Jedi: Upadły Zakon” rzeczywiście zdaniem większości krytyków spełnia wygórowane oczekiwania fanów. Zdaniem Oliviera Holmesa recenzenta „Guardiana” uderza ona we wszystkie właściwe nuty i to nie tylko na najprostsze instrumenty.

Gra bardzo porusza wyobraźnię gracza. Są tam mistyczne starożytne ruiny przeszłych cywilizacji wtopione w rozbite kadłuby statków kosmicznych. Z drugiej strony możemy też oglądać wojskowe, sterylne, czarno-czerwone sale Imperium z szybko przesuwanymi drzwiami, spoza których ujrzymy bujne krajobrazy. Życie kosmitów czai się wszędzie, niekiedy słodkie i łagodne, niekiedy śmiertelnie niebezpieczne.

Każda planeta - a zwłaszcza mroźne, smagane wiatrem kamienne wioski Zeffo, które są opanowane przez szturmowców - może być planem filmowym Gwiezdnych Wojen. A Cal Kestis jest wzorcowym bohaterem Jedi - samotnym, ponurym, pozornie nikim, od którego los nagle wymaga bohaterstwa. Jego inteligentny towarzysz droid, BD-1, przymocowany jest do jego pleców.  Przemawia piszczącym głosem robotów oraz pomaga mu w odczytywaniu holograficznych map a od czasu do czasu udziela mądrych rad. 

Gra osadzona jest w erze Obi-Wana Kenobiego, zwanej „mrocznymi czasami”, na lata przed tym, jak Luke Skywalker wnosi nową nadzieję do galaktyki. Większość Zakonu Jedi, który kiedyś działał jako międzygalaktyczni żołnierze sił pokojowych, nie żyje lub się ukrywa. Powstające nowe imperium kwitnie.

Kestis, były uczeń Padawana, który nigdy nie ukończył szkolenia, żyje samotnie na planecie Bracca, złomując statki kosmiczne. Wkrótce jednak Inkwizytor, wrażliwy na moc, wysyła profesjonalnych łowców Jedi, by go wytropili. W scenach otwierających grę Kestis ucieka by następnie zostać uratowanym przez byłego Mistrza Jedi (i bardziej złożoną postać Upadłego Zakonu) Cere Jundę. Razem, wspomagani przez Greeza, czterorękiego kosmitę z uzależnieniem od hazardu, starają się odbudować Zakon Jedi.

Czy masz wrażenie, że są to historie i postacie, które widziałeś już wcześniej? To pewnie dlatego, że „Fallen Order” to mikstura wszystkiego, co do tej pory wyprodukowało Star Wars. Przy tak wielkim oczekiwaniu fanów nie podjęto ryzyka. 
Gra nie tylko skrupulatnie trzyma się motywów serii, ale również udanie łączy niektóre z najbardziej udanych funkcji z innych przygodowych gier wideo. 

Poziomy są złożone, wielowarstwowe i czasem trudne w nawigacji, z ukrytymi pokojami i skrótami. W miarę podróży Kestisa można odblokować nowe obszary. Zachęcam do powrotu na stare planety, ponieważ niektóre kluczowe przedmioty, w tym „stymulatory”, które podwajają twoje zdrowie, można odebrać tylko po ponownych próbach. 

To, czy kochasz „Upadły Zakon”, może zależeć od twojego odbioru najnowszych filmów Star Wars. Jeśli jesteś fanem reżyserii JJ Abramsa „Force Awakens”, filmu, który z miłością i nabożeństwem uchwycił oryginalną atmosferę George'a Lucasa, to „Fallen Order” rozjaśni cię mocą, która nas wszystkich łączy. Z kolei dla tych, którzy preferowali nową wersję Riana Johnsona „The Last Jedi”, który ryzykuje, łamie tabu, a nawet kwestionuje całe przesłanie sagi, „Upadły Zakon” będzie wydawał się zbyt prosty. Jedno jednak jest pewne gra stanowi dla wszystkich fanów „Gwiezdnych Wojen” sentymentalną podróż po ich ulubionej odległej galaktyce. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: BBC, niezalezna.pl,


Wczytuję komentarze...

Dorota Kania UJAWNIA: Agenci, funkcjonariusze, współpracownicy. Kto zasiadał w Trybunale Konstytucyjnym?

Sebastian Kaleta / screen z TV Republika

  

"Od czterech lat jesteśmy świadkami ataków na Trybunał Konstytucyjny. Dzieje się tak dlatego, ponieważ zasiadają w nim sędziowie wybrani przez Zjednoczona Prawicę a Trybunał jest najważniejsza instytucją prawną, której wyroki są ważniejsze niż orzeczenia unijne" - dowiadujemy się z dzisiejszego odcinka programu redaktor Doroty Kani w Telewizji Republika "Koniec systemu".

W dniu wczorajszym zakończyła się nasza kadencja w Trybunale Konstytucyjnym. Przez dziewięć lat służby staraliśmy się stać na straży konstytucji i kontynuować dzieło naszych poprzedników. Zaczynaliśmy pełnić obowiązki w TK, którego działalność cieszyła się powszechnych uznaniem. Wyroki TK wyznaczały standardy konstytucyjne dla wszystkich organów państwa. Niestety, koniec naszej kadencji przypada na czas, w którym ponad trzydziestoletni dorobek TK w dużej mierze został zakwestionowany i zaprzepaszczony

- napisali 4 grudnia byli już sędziowie Trybunału Konstytucyjnego Piotr Tuleja i Marek Zubik.

Warto przypomnieć, że sędzia Marek Zubik ostatni raz w składzie orzekającym zasiadał … trzy lata temu. Nie przeszkodziło mu to jednak w pobieraniu pensji – według naszych ustaleń było to blisko 800 tysięcy złotych. 

Ten „ponad trzydziestoletni dorobek”, o który piszą byli już sędziowie Trybunału Konstytucyjnego przypada także okres zasiadania w TK różnej maści tajnych współpracowników, funkcjonariuszy bezpieki i najbliższych współpracowników Wojciecha Jaruzelskiego.

Trybunał Konstytucyjny został utworzony w stanie wojennym przez Jaruzelskiego w 1982 a swoją działalność rozpoczął w 1986. Pierwszym prezesem TK został prof. Alfons Klafkowski, promotor Jana Kulczyka. Według akt znajdujących się w Instytucie Pamięci Narodowej prof. Klafkowski został zarejestrowany przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego jako tajny współpracownik „Alfa” a następnie przejęty przez Służbę Bezpieczeństwa. Jego zastępcą, wiceprezesem TK ( do 1993 r.) był funkcjonariusz najpierw Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego a następnie Służby Bezpieczeństwa, prof. Leonard Lukaszuk.

Także sędziowie TK – także w latach III RP - wywodzili się z najbliższego otoczenia Jaruzelskiego. Przykładem może być Henryk Groszyk, członek Patriotycznego Ruch Odrodzenia Narodowego - fasadowej organizacji politycznej utworzonej w stanie wojennym przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego. 19 czerwca 1992 r., dwa tygodnie po obaleniu rządu Jana Olszewskiego Henryk Groszyk był w składzie sędziowskim Trybunału, który orzekł, że wykonana przez ministra spraw wewnętrznych ( chodziło o Antoniego Macierewicza) uchwała lustracyjna jest niezgodna z Konstytucją. Wiceprezesem TK był w tym czasie wspomniany płk Leonard Łukaszuk. Żona Henryka Groszyka, prokurator Stefania Słubicka – Groszyk z lubelskiej prokuratury, podjęła decyzję o obcięciu głowy Józefa Franczaka ps. Laluś – zastrzelonego w 1963 r. przez SB  Żołnierza Niezłomnego.

W czasie kadencji prof. Andrzeja Rzeplińskiego, poprzedniego prezesa Trybunału Konstytucyjnego, projekty orzeczeń były pisane przez osoby nie będące pracownikami TK – a ich wynagrodzenie wynosiło od kilku do kilkunastu tysięcy złotych.  Według naszych informacji poza siedzibę Trybunału były także wynoszone dokumenty m.in. akta spraw.

Po wyborze Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza na sędziów TK, w lewicowych i liberalnych mediach rozpętała się burza; głos zabrali także politycy opozycji. Dominująca była narracja, że są to „polityczni kandydaci” i że to ich już na stracie dyskwalifikuje. 

Były już prezes TK – prof. Andrzej Rzepliński od lat jest nieformalnie związany z PO – ostatnio portal niezalezna.pl przypomniał nagranie, na którym widać Rzeplińskiego oraz innych sędziów w towarzystwie polityków opozycji – wychodzili oni z budynku, w którym mieściły się biura Platformy Obywatelskiej, mocno wpłynęło na postrzeganie niezależności środowiska sędziowskiego.

 

W dalszej części programu „Koniec systemu” na antenie Telewizji Republika o wyrokach sądowych i sędziach Dorota Kania rozmawiała z Sebastianem Kaletą, posłem Prawa i Sprawiedliwości.

Listopadowy wyrok unijnego trybunału zapadł w odpowiedzi na pytania prejudycjalne zadane przez Izbę Pracy Sądu Najwyższego do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE). Trybunał orzekł, że to SN ma badać niezależność nowej Izby Dyscyplinarnej, by ustalić, czy może ona rozpoznawać spory dotyczące przejścia sędziów Sądu Najwyższego w stan spoczynku.

Niepokojące są sygnały ze strony elit środowiska sędziowskiego zgromadzonych wokół SN w starym rozdaniu KRS, ponieważ orzecznictwo TK co do tego, które prawo w Polsce jest nadrzędne jest jasne i od wielu lat prezentowane w kolejnych wyrokach w różnych składach poczynając od wyroku, w którym TK badał Traktat Akcesyjny. Orzeczono wówczas, że w Polsce nadrzędnym prawem nad każdym innym jest polska Konstytucja

– wyjaśnił na początku Kaleta.

Polityk zaznaczył, że mamy ciągłą linię orzeczniczą i raptem pojawia się spór o polskie sądownictwo. – Okazuje się, że z tego powodu, że część sędziów i polityków opozycji próbuje teraz wyprowadzić sądownictwo funkcjonujące przed wyborami demokratycznymi, które dały nam mandat potrzebny do wprowadzenia tej reformy sprawiedliwości. (…) Co niepokojące – słyszałem np. dwa dni temu, że sędzia Laskowski SN z pełną powagi miną powiedział, że TK nie może badać traktatów. Badał traktaty! Każdy sąd konstytucyjnym w państwie członkowskim to robi, a tutaj nie wolno tego robić, bo nie podoba się skład trybunału i wyniki demokratycznych wyborów

– mówi wiceminister sprawiedliwości. 

Na horyzoncie jawi się koniec kadencji pan Gersdorf. Jednocześnie w samym SN widzimy kwestionowanie statusu sędziów nowo powołanych do SN. Jestem przekonany, że władza ustawodawcza będzie przygotowana na wszelkie kryzysy w tej sprawie

– powiedział Kaleta. 

W dalszej części rozmowy polityk zwrócił uwagę na to, że w Niemczech to właśnie politycy powołują sędziów do SN.

Czy w Niemczech którykolwiek sędzia wyszedł z wyrokiem TSUE i powiedział „no w takim razie nie uznaję SN federalnego”? Jednak tylko w Polsce się to stosuje. Podam jeszcze jeden istotny szczegół, który umyka w tej dyskusji: była już taka awantura, że polskie sądownictwo nie będzie szanowane w Europie z uwagi na europejski nakaz aresztowania. Był nawet wyrok TSUE i co się stało? W sprawie, w której wyrok TSUE wydał - ostatecznie osoba, wobec której wydano europejski nakaz aresztowania trafiła do Polski, stwierdzono, że nie ma zagrożeń dla niezawisłości sędziowskiej. W ubiegłym roku ponad tysiąca osób wykonano do Polski europejski nakaz aresztowania. W kilkunastu sprawach sądy zdecydowały się zbadać czy polski sąd gwarantuje sprawiedliwy proces i we wszystkich tych sprawach stwierdził jasno, że zagrożeń nie ma

– zaznaczył.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, TV Republika

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl