Godne obchody ponad podziałami

  

Święto odzyskania niepodległości kolejny raz obchodziliśmy godnie. Nigdy nie ma tak i nie będzie tak, że absolutnie bez żadnych incydentów – wszak różni są ludzie. Ale wreszcie o politykach wszystkich opcji można powiedzieć coś pozytywnego: zdali egzamin.

Jak co roku na pierwszy plan wybija się prezydent Andrzej Duda. Stonowane przemówienie na pl. Piłsudskiego w Warszawie, konkretne, wygłoszone w odpowiednim stylu i bez kartki, do czego odbiorcy mogli się już przyzwyczaić. Prezydent na dużych imprezach nie ma problemów retorycznych. Nie gubi się, nie popada w kluczenie i nawijanie makaronu na uszy.

Bardzo cenne w przemówieniu rocznicowym głowy państwa było oddanie hołdu wszystkim zasłużonym w dziele przywracania polskiej państwowości. Politykom, których tak wiele różniło, a i z pewnością różniłoby dzisiaj z obozem władzy i Andrzejem Dudą. Prezydent złożył kwiaty pod pomnikami najwybitniejszych polityków u progu II Rzeczypospolitej: Wincentego Witosa, Ignacego Paderewskiego, Ignacego Daszyńskiego, Romana Dmowskiego, Wojciecha Korfantego oraz Józefa Piłsudskiego.

„Jesteśmy Polakami i obowiązki mamy polskie”

Mimo że PiS raczej stroni od narodowców i wydaje się, że obóz władzy jest skutecznym wentylem przed wzrostem wpływów nacjonalistów, Andrzej Duda przypomniał jedną z najważniejszych fraz Romana Dmowskiego.

„Jesteśmy Polakami i obowiązki mamy polskie. Od prawa do lewa. I dalej: Jesteśmy Polakami, bośmy wyrośli z tej ziemi, niezależnie od tego, jakiej narodowości jesteśmy. Jesteśmy Polakami, gdy mieszka w nas Polska i gdy mieszka w nas polskość tej właśnie tradycji. Czasem różnych religii, ale jednak wszystko obrośnięte na tym jednym pniu, wyrastającym z tego jednego historycznego korzenia. Tradycji, kultury ukształtowanej przez różne prądy, ale jakże cennej i jakże zażarcie bronionej przez kolejne pokolenia, które nie dały sobie jej odebrać” – to najważniejszy punkt stonowanego przemówienia prezydenta.

A jednak Marszu Biało-Czerwonego żal

Andrzej Duda podziękował też za tłumny udział w wyborach parlamentarnych obywatelom, którzy – obojętnie, na kogo głosowali – pofatygowali się do urn. Ktoś powie: gdyby PiS przegrało wybory, pewnie słowem by nie wspomniał. Teza nie do zweryfikowania, zatem trudno się pochylać nad takim argumentem.

Ważne, że najważniejszy polityk w kraju potrafił 11 listopada wznieść się ponad podziałami i zwrócić bezpośrednio również do osób o kompletnie innych poglądach. Tak, to zachowanie powinno być oczywistością, a w dodatku w takim dniu. Jednak nie jest regułą – dlatego warto docenić chociażby słowa.

Jedno „ale” pod adresem polityków PiS. Skoro w ubiegłym roku Marsz Biało-Czerwony okazał się sukcesem, to szkoda, że pomysł ograniczył się jedynie do 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Wiadomo, że prasa zagraniczna mnóstwo miejsca poświęcała incydentom sprzed dwóch lat i w 2018 r. obawiano się rozrób na niespotykaną wcześniej skalę. Dlatego Pałac Prezydencki wyszedł z propozycją pochodu. Summa summarum inicjatywa Andrzeja Dudy była zasadna, przyciągnęła tłumy, obyło się bez incydentów, uczestnicy bezpiecznie dotarli do celu. Nie wiadomo, czy prezydent powróci do pomysłu, ale w tym roku obóz władzy oddał całkowicie pole środowiskom narodowym na ulicach stolicy.

Kidawa-Błońska potrafi nie mówić o PiS

Spisali się o dziwo politycy Koalicji Obywatelskiej, którzy rano – we własnym gronie – składali kwiaty pod pomnikiem Józefa Piłsudskiego. Z zapewnieniem, że w takim dniu należy odłożyć na bok różnice polityczne. Nawet sensowny był klip internetowy Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, w którym zapewniła, że Polska to kraj wszystkich, bez względu na różnice w poglądach. „Zbyt dużo niepokojów panuje na świecie, by nienawiść rozprzestrzeniała się w Polsce” – podkreślała była kandydatka KO na premiera.

Nie da się ukryć, że orędzie miało charakter ściśle kampanijny, a posłanka zamierzała zapunktować przed prawyborami w Platformie Obywatelskiej, sprawdzając umiejętność występowania przed kamerą.

Kolejny sukces Narodowego Święta Niepodległości: Kidawa-Błońska ani razu nie użyła w dwuminutowym wystąpieniu słowa „PiS”, odmienianego przez wszystkie przypadki w każdej mowie polityków opozycji. Mała rzecz, a cieszy. Przynajmniej w tak ważnym dniu sztabowcy KO nie wpadli na pomysł podgrzewania nastrojów i wpadania w coraz większy antypisowski szał.

Oczywiście, swoje trzy grosze dorzuciła po drodze Joanna Scheuring-Wielgus, święcie przekonana, że patriotycznym obowiązkiem akurat w dniu świątecznym jest blokowanie legalnego Marszu Niepodległości. Obywatele RP jak zwykle zapragnęli się pokazać, żadna okoliczność im niestraszna. Nawet taka, gdy po prostu nie wypada się kompromitować. Kontrmanifestacja musiała się zakończyć interwencją policji.

Marsz Niepodległości jak zwykle gromadzi tłumy

Na pochwały zasługują wreszcie zwykli uczestnicy Marszu Niepodległości, pragnący wyrazić swoje przywiązanie do ojczyzny w pochodach. Doprawdy, nadal nie widzę nic złego w tym, że 40 czy 100 tys. ludzi – statystyki są różne w zależności od tego, kto liczy głowy – przywdziewa biało-czerwone flagi, maluje swoje twarze w barwy narodowe, trąbi wniebogłosy i śpiewa patriotyczne pieśni.

Owszem, przeszkadzają mi tradycyjni antysemici, którzy przylepią się jak mucha do miodu wszędzie tam, gdzie odśpiewywany jest z godnością hymn Polski. Przeszkadzają mi grupki kiboli, choć i tak jest ich coraz mniej w Marszach Niepodległości. Wreszcie, przeszkadza mi, że narodowcy świetny pomysł co roku próbują przekuć w polityczny sukces – spontaniczne pochody w bazę elektoratu i przyciągania potencjalnych wyborców.

Jakoś tak bywało, że gdy Marsz Niepodległości bił rekordy popularności, a ulicami Warszawy przechodziło ok. 200 tys. ludzi, środowiska narodowe przebywały z dala od Sejmu. Może dlatego, że na manifestację 11 listopada przychodzą też osoby, którym obecność radykalnie prawicowych polityków nie przeszkadza, a przy okazji nie mają innej szansy na wyrażenie swojego patriotyzmu? To już jednak materiał poglądowy dla działaczy Konfederacji.

Order Orła Białego za krzewienie patriotyzmu

Na koniec bardzo ważna, może najistotniejsza symboliczna rzecz. Prof. Andrzej Nowak otrzymał Order Orła Białego z rąk prezydenta RP. Wybitny historyk nigdy nie był na barykadach, choć poglądy ma jasno sprecyzowane. Nie ukrywa sympatii do obozu PiS, ale uczciwie analizuje polskie spory i tam, gdzie uzna za stosowne, napomina i krytykuje partię rządzącą, nie kierując się własnym interesem.

Prof. Nowak to jeden z najwybitniejszych znawców dziejów Rosji i historii Europy Wschodniej, wykładowca nie tylko na Uniwersytecie Jagiellońskim, lecz tak-że w placówkach zagranicznych. Idealny kandydat na szefa MSZ, ale albo żaden premier nie złożył mu do tej pory takiej propozycji, albo prof. Nowak je stanowczo odrzucał. W każdym razie świetnie, że dorobek naukowca został odpowiednio doceniony „w uznaniu za wybitne działania na polu historii, za propagowanie wartości patriotycznych oraz monumentalne »Dzieje Polski«”. Serce się raduje, Panie Profesorze! 


 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl