Rozpoczęto poszukiwania mogił w Treblince

Zdjęcie ilustracyjne / By nieznany/unknown - S. Wroński, M. Zwolakowa, Polacy Żydzi 1939-1945, Książka i Wiedza, Warszawa 1971, p. 98, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=61115616

  

Prokuratorzy IPN i biegli rozpoczęli dzisiaj poszukiwania mogił na terenie byłego niemieckiego obozu pracy przymusowej Treblinka I. Prace, które mają potrwać ok. 3 tygodni, prowadzone są w ramach śledztwa w sprawie zbrodni z lat 1941-44 na więźniach obozu.

Tzw. obóz pracy Treblinka I, w którym Niemcy początkowo przetrzymywali Polaków, później również Żydów, a także gdzie panował głód i terror, położony był w pobliżu obozu zagłady Treblinka II. Wśród ofiar zbrodni popełnionych w obozie pracy byli m.in. więźniowie Pawiaka. Do momentu jego likwidacji pod koniec lipca 1944 r. przeszło przez niego ok. 20 tys. więźniów, z czego ok. 10 tys. zmarło lub zostało rozstrzelanych.

"Prace, które zaplanowaliśmy na okres około trzech tygodni, mają pozwolić na ustalenie miejsc, gdzie znajdują się zbiorowe i pojedyncze mogiły ofiar obozu, a także gdzie odbywały się masowe egzekucje. To potężny obszar do zbadania, ponieważ obóz ten mieścił się na obszarze 17 hektarów"

- przypomniał w rozmowie z PAP prok. Robert Janicki z Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.

Poszukiwania prowadzone przez pion śledczy IPN dotyczą nie tylko więźniów Treblinki I, ale także osób, które zostały tam przez Niemców przywiezione i zamordowane. "W lesie przylegającym do terenu obozu miały miejsce masowe egzekucje między innymi więźniów Pawiaka. Znamy dane tych osób, ponieważ zachowała się lista osób, które z Pawiaka zostały wywiezione do Treblinki I i tam rozstrzelane" - mówił prok. Janicki. Wśród ofiar tzw. obozu pracy - zdaniem prokuratorów i biegłych - byli także liczni przedstawiciele ludności romskiej, którzy do Treblinki I zostali przywiezieni tylko na egzekucję.

"Masowe egzekucje miały miejsce praktycznie do końca funkcjonowania tego obozu" - zaznaczył prokurator. Dodał też, że w pierwszych dniach prac biegli specjaliści zbadają teren parkingu dla autokarów, gdzie - według przypuszczeń - mogą znajdować się masowe groby.

"To bardzo ważne, żeby zbadać to miejsce, ponieważ nie mogą stawać autokary wycieczkowe w miejscu, gdzie leżą ofiary obozu" - podkreślił prok. Janicki.

Prace specjalistów, o których Instytut powiadomił Naczelnego Rabina Polski oraz prezesa Stowarzyszenia Romów Polskich, nie będą - jak podał wcześniej IPN - połączone z podjęciem szczątków ludzkich, które mogą się znajdować w badanych miejscach.

W ubiegłym tygodniu pion śledczy IPN poinformował, że teren byłego obozu oraz terenu przyległego zbada - w ramach śledztwa w sprawie zbrodni dokonanych tam na więźniach - prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Szczecinie. IPN zapewnił wówczas, że oględziny będą miały charakter badań powierzchniowych gruntu, a przeprowadzą je biegli "z zakresu fotogrametrii i systemów informacji przestrzennej, archeologii, kryminalistyki, antropologii i medycyny sądowej, którzy wykorzystają do badań urządzenia specjalistyczne".

Do przeprowadzenia tych czynności prokurator IPN powołał międzynarodowy zespół biegłych, którego pracami kieruje dr hab. Andrzej Ossowski z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Poza tą uczelnią specjaliści reprezentują takie placówki jak Politechnika Warszawska, University of Science and Technology w Trondheim w Norwegii, Austrian Academy of Sciences w Wiedniu oraz Staffordshire University w Wielkiej Brytanii.

Obóz Treblinka I został utworzony 15 listopada 1941 r. zarządzeniem niemieckiego gubernatora dystryktu warszawskiego Ludwiga Fischera i funkcjonował do 23 lipca 1944 r. Zajmował obszar 17 hektarów i był oddalony o dwa kilometry od niemieckiego obozu zgłady Treblinka II.

Do Treblinki I zsyłano ludność cywilną, początkowo mieszkańców powiatu sokołowskiego, później innych powiatów dystryktu warszawskiego. Sposobem stałego "uzupełniania siły roboczej" było osadzanie w obozie osób zatrzymanych w łapankach i obławach, organizowanych w miastach dystryktu warszawskiego, na szlakach kolejowych i w pobliskich wioskach. W obozie przebywało jednorazowo od tysiąca do dwóch tysięcy więźniów, którzy byli podzieleni na oddziały robocze.

"Najliczniejsza grupa pracowała w pobliskiej żwirowni, więźniowie pracowali też przy usypywaniu wałów przeciwpowodziowych nad rzeką Bug, przy pracach melioracyjnych oraz przy pozyskiwaniu drewna. Niewolnicza praca trwała co najmniej przez 10 godzin dziennie, była skrajnie wyczerpująca, co powodowało, że już po kilku tygodniach więźniowie popadali w osłabienie"

- podał IPN dodając też, że z tego powodu więźniowie chorowali i źle odżywiani umierali.

"Przez obóz pracy Treblinka I przeszło co najmniej kilkanaście tysięcy osób, z których zdecydowana większość straciła życie na skutek egzekucji, głodu, wyczerpania, epidemii. W pobliskim lesie grzebano zwłoki zmarłych podczas ciężkich prac, rozstrzeliwano rannych i wycieńczonych, skazanych na śmierć za wykroczenia obozowe"

- podsumowuje IPN, dodając też, że las przylegający do obozu Treblinka I był miejscem straceń nie tylko więźniów obozu. W miejscu tym, na zarządzenie Ludwiga Fischera, dokonywano także egzekucji osób przywożonych z Warszawy i z Sokołowa Podlaskiego, w tym więźniów Pawiaka.

"Egzekucje wykonywano do ostatniej chwili funkcjonowania obozu pracy, tj. do końca lipca, a nawet pierwszych dni sierpnia 1944 roku" - podał IPN.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap

Tagi

Wczytuję komentarze...

Prezydent upamiętni rocznicę Bitwy w Ardenach

/ Filip Blazejowski/Gazeta Polska

  

W poniedziałek prezydent Andrzej Duda weźmie udział w Belgii i Luksemburgu w uroczystościach upamiętniających 75. rocznicę bitwy o Ardeny, w której brali udział polscy lotnicy. Piloci Spitfire'ów 1 stycznia stoczyli zwycięską walkę nad Belgią z samolotami niemieckimi.

Bitwa w Ardenach, stoczona na przełomie lat 1944 i 1945 r., była ostatnią dużą ofensywną wojsk niemieckich na froncie zachodnim w czasie II wojny światowej. Zakończyła się klęską wojsk niemieckich.

„W Belgii uroczystości odbywają się w Bastogne, mieście, które było bronione w trakcie ofensywy w Ardenach przez wojska amerykańskie. Polska, jako jedno z kilku państw, została na nie zaproszona. To pokazuje, jak ważna jest historia w relacjach polsko-belgijskich. To też docenienie tego, co zrobili żołnierze 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, którzy wyzwalali Belgię. Jesteśmy w gronie tych państw, które wyzwalały zachodnią część Europy, obok USA, Wielkiej Brytanii czy Kanady”

- powiedział PAP ambasador RP w Królestwie Belgii Artur Orzechowski.

Jak dodał, 1 stycznia 1945 roku, pod koniec operacji w Ardenach, siły niemieckie podniosły z ziemi ostatnie samoloty, by przeważyć na swoją korzyść losy bitwy. „Trzy polskie dywizjony, które stacjonowały obok Gandawy, stoczyły zwycięska bitwę z samolotami Luftwaffe, zestrzeliwując około 20 maszyn wroga. Była to największa bitwa powietrzna polskiego lotnictwa na Zachodzie w 1945 roku” – powiedział.

Historia potyczki z 1 stycznia 1945 r. jest bardzo ciekawa. Tego dnia Niemcy rozpoczęli realizację planu pod kryptonimem "Bodenplatte", która miała unieszkodliwić samoloty alianckie poprzez zmasowany atak na lotniska w Belgii i Holandii. Do wykonania zadania przygotowano myśliwce, jakie Niemcy posiadali na froncie zachodnim - Focke-Wulfy FW 190 i Messerschmitty Bf 109. Jednym z lotnisk, które mieli zbombardować Niemcy, było St. Denijs Westrem w Belgii, pod Gandawą. Jak przypomina MSZ, na lotnisku tym stacjonowały od października 1944 r. trzy polskie dywizjony (302 Dywizjon "Poznański", 308 "Krakowski" i 317 "Wileński"), tworzące razem 131 Skrzydło Myśliwskie.

Podgandawskie lotnisko przydzielono do ataku jednostkom niemieckiego JG1. Łącznie w stronę Gandawy poleciało około 40 Focke-Wulfów.

Tymczasem trzy polskie dywizjony otrzymały zadanie bombardowania dróg komunikacyjnych i przepraw przez Mozę. 1 stycznia o 8.27 wystartowało dwanaście Spitfire'ów 308 dywizjonu (pod dowództwem kpt. Ignacego Olszewskiego), o 8.40 jedenaście samolotów 317 dywizjonu (kpt. Marian Chełmecki) i o 8.49 osiem maszyn 302 dywizjonu (por. Edward Jaworski). Polskie Spitfire'y zbombardowały wyznaczone cele.

W tym samym czasie nad lotnisko St. Denijs Westrem - jak podaje resort spraw zagranicznych - nadleciały niemieckie myśliwce. Po zrzuceniu bomb zaczęły ostrzeliwać z broni pokładowej cele, zapalając samoloty, ciężarówki, budynki i wszystko inne, co dało się zniszczyć. Obrona przeciwlotnicza została zaskoczona, poza tym jej stan był niepełny, gdyż już wcześniej część przemieściła się na nowe lotnisko w Grimbergen. W wyniku nalotu zginęło trzech żołnierzy z personelu naziemnego - kierowcy kpr. Jerzy Koczwara-Bielka i kpr. Antoni Komorowski oraz mechanik kpr. Józef Sikora, zaś 18 innych zostało rannych (w tym 11 ciężko). Po pojawieniu się nad lotniskiem niemieckich samolotów, stanowisko dowodzenia natychmiast przekazało przez radio prośbę o ratunek do będących w powietrzu Polaków.

Kpt. Chełmecki i kpt. Olszewski zwiększyli prędkość i po chwili ujrzeli kłęby czarnego dymu nad lotniskiem (dywizjon 302 był zbyt daleko od St. Denijs, aby interweniować). Niemcy, zajęci ostrzeliwaniem lotniska, w pierwszej chwili nie dostrzegli Spitfire'ów i dali się zaskoczyć. Polacy rozproszyli się i zaczęła się bezładna pogoń za Niemcami.

Wiele Focke-Wulfów zostało zestrzelonych tuż nad lotniskiem, rozbijając się na okolicznych polach. Niektórzy z pilotów gonili nawet uciekające w kierunku południowo-wschodnim niemieckie samoloty, większość jednak ze względu na brak paliwa pozostała nad Gandawą i czekała na możliwość lądowania. Niestety, w czasie walki zginęło także dwóch lotników, zestrzelonych przez niemieckie myśliwce. Byli to ppor. Wacław Chojnacki z Dywizjonu "Krakowskiego" oraz por. Tadeusz Powierza z Dywizjonu "Wileńskiego". Wraz z trójką mechaników spoczęli na cmentarzu w St. Denijs. Obecnie spoczywają w Lommel.

Z chwilą podjęcia walki przez polskich myśliwców ataki na lotnisko ustały, a personel naziemny rzucił się ku pasom startowym, by usunąć z nich kawałki blach, resztek spalonych pojazdów i jak najszybciej umożliwić polskim pilotom lądowanie.

Podczas ataku na St. Denijs Westrem Niemcy stracili 21 samolotów - 17 pilotów poległo, a 4 dostało się do niewoli.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl