Bp Milewski w Święto Niepodległości: "Prowadźmy rewolucję sumień". Wspomniał też gen. Nila!

Zdjęcie ilustracyjne / Fotomag/Gazeta Polska; By Dlukaszesiu - Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=47225959

  

"Budujmy Polskę w oparciu o poszanowanie prawa naturalnego, prawa Bożego i prowadźmy rewolucję sumień” – wezwał biskup pomocniczy diecezji płockiej Mirosław Milewski podczas uroczystej mszy świętej odprawionej w tamtejszej katedrze w Narodowe Święto Niepodległości.

W wygłoszonej homilii bp Milewski zaapelował do wiernych, by dziękować Bogu za to, co zbudowaliśmy, za Polskę, która, jak mówił, „rośnie i kwitnie”.

„Nie zapominajmy jednak o tych dwóch wskazaniach, ciągle aktualnych, ważnych, którymi żyli także ci, którzy odbudowywali Polskę sto lat temu: budujmy Polskę w oparciu o poszanowanie prawa naturalnego, prawa Bożego i prowadźmy ciągle rewolucję sumień, bo to jest nasza przyszłość”

– podkreślił bp Milewski.

I dodał:

„Niech nam się kochani przyśni, wymarzy i ziści taka właśnie Polska, w której szanuje się prawo Boże, a ludzie sumienia wspólnie dbają o jej wolność i byt. Niech nas w tym wspierają święci patroni naszej Ojczyzny”

Mówiąc o potrzebie „rewolucji sumień” bp Milewski cytował m.in. apel, jaki w sierpniu 1980 r. wygłosił do młodzieży akademickiej ówczesny prymas Polski kard. Stefan Wyszyński, który – jak wspomniał – za kilka miesięcy zostanie ogłoszony błogosławionym. Biskup pomocniczy diecezji płockiej wspomniał przy tym, iż kard. Wyszyński w czasach PRL, w „epoce wojującego ateizmu”, był człowiekiem, „który przeprowadził nas przez czerwone morze komunizmu”.

Nawiązując do znaczenia i historii obchodów odzyskania przez Polskę niepodległości, bp Milewski przypomniał również postać gen. Emila Augusta Fieldorfa ps. „Nil”, komendanta utworzonej w 1943 r., podczas niemieckiej okupacji Polski i w obliczu groźby okupacji sowieckiej, organizacji NIE, której nazwa wywodzi się od słowa niepodległość.

„Stracony w 1953 r., w pewnym sensie ostatni męczennik za wiarę w hasło niepodległość, którego pamięć dzisiaj przez niektórych jest zakłamywana, gdy odmawia się temu bohaterskiemu generałowi nazwy ulicy w jednym z polskich miast”

– powiedział o gen. Fieldorfie bp. Milewski.

Po uroczystej mszy świętej w katedrze Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny delegacje uczestniczące w obchodach Narodowego Święta Niepodległości, w tym parlamentarzystów, samorządowców, kombatantów i młodzieży, złożyły kwiaty na płockim Grobie Nieznanego Żołnierza. Zebrani odśpiewali hymn państwowy. Wystrzały na wiwat oddały Płocka Drużyna Kusznicza i Płockie Bractwo Kurkowe.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...


Woś Młodzi powinni z dużą pokorą podchodzić do koronawirusa

/ Krzemin28 / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)

  

- Młodzi powinni z dużą pokorą podchodzić do tego wirusa. To nie jest zwykła grypa i każdy organizm reaguje inaczej - podkreśla w rozmowie z sobotnim "Plus Minus" minister środowiska Michał Woś, który zachorował na koronawirusa.

Minister środowiska w wywiadzie dla "Plus Minus", dodatku weekendowym dla "Rzeczpospolitej", opowiedział o swoim i jego rodziny doświadczeniu z tą chorobą. Zachorowała także jego żona i córka. "Pierwsze objawy łagodnego kaszlu miałem w piątek, 13 marca. Od rana w sobotę kaszel zaczął narastać i wtedy też dowiedziałem się, że leśnik, z którym miałem spotkanie, poszedł na test do szpitala zakaźnego" - powiedział minister dziennikowi.

Jak mówił, był przekonany, że to zwykłe przeziębienie do momentu, gdy dowiedział się o leśniku. "Pomyślałem, że to pewnie coś sezonowego i nic poważnego. Tydzień wcześniej moja żona i córeczka – jak wtedy myślałem – były przeziębione. Byłem przekonany, że przejąłem coś od nich, ale z biegiem czasu niepewność zaczęła narastać. To był już moment, gdy dużo mówiliśmy o koronawirusie, a osoba, z którą miałem kontakt, właśnie przechodziła test. O jego pozytywnych wynikach dowiedziałem się w niedzielę, gdy miałem już gorączkę" - opowiedział.

Pytany jak dokładnie doszło do zakażenia, powiedział, że to było trzyosobowe spotkanie w ministerstwie. "Chorował leśnik, zachorowałem ja, a trzecia osoba jest zdrowa. Z przenoszeniem wirusa może być różnie. W czasie, gdy nie wiedziałem, że jestem zakażony, brałem udział w kilku spotkaniach. W tryb zdalnej pracy urząd przeszedł ok. 11–12 marca. Wcześniej byłem w Raciborzu na konferencji z samorządowcami, a w Katowicach spotkałem się z zarządem województwa. Szczęśliwie nikt nie został zakażony. Wtedy też pół niedzieli i noc spędziłem u moich rodziców – oni też już przeszli kwarantannę bez żadnych objawów. Z drugiej strony miałem dłuższe spotkanie w dziesięć osób, z którego tylko jedna wyszła bez wirusa" - opowiedział.

"Wszyscy przechodzą chorobę w miarę łagodnie. Większość z nich to młode osoby, których organizmy poradziły sobie z wirusem, ale nie można bagatelizować zagrożenia. Koronawirus zabija niezależnie od wieku"

- podkreślił.

Woś odniósł się także do sugestii, że mógł zarazić pracownika Ministerstwa Sprawiedliwości, który zmarł na skutek koronawirusa. "Głębokie wyrazy współczucia dla rodziny. Nie znałem tego kierowcy. Ministerstwo poinformowało, że od około miesiąca przebywał poza ministerstwem. Jego przypadek niestety pokazuje, że mamy do czynienia z poważną sytuacją" - mówił.

"Młodzi powinni z dużą pokorą podchodzić do tego wirusa. To nie jest zwykła grypa i każdy organizm reaguje inaczej. Te apele, które słyszymy, to nie jest jakiś pic na wodę. Dziś zostając w domu na kanapie czy spędzając czas przed tabletem, ratujemy komuś życie"

- zauważył.

Woś zastrzegł, że nie chce być "koronacelebrytą". "I tak uważam, że za dużo mówię o własnych przejściach, kiedy ludzie walczą o życie. Ale sądzę, iż właśnie dlatego, że wiem, z czym mamy do czynienia, powinienem mówić, może kogoś, kto chorował na Covid-19, ludzie bardziej posłuchają: ten wirus zabija" - wskazał.

"Podchodźmy poważnie do tych trudnych restrykcji, de facto państwowej kwarantanny. Dlatego ciężko też mówić o własnych przeżyciach, o strachu. Starałem się być dobrej myśli przez cały czas, ale tak, pojawiły się obawy – zwłaszcza o najbliższą rodzinę. Cieszę się, że z żoną i córką wszystko ok, że dziecko pod sercem jest zdrowe. Dalej dużo myślę o rodzinie: rodzicach, teściach. O znajomych. Dlatego tym bardziej takie działania państwa są konieczne. Jako społeczeństwo musimy zachować tę dyscyplinę, de facto umartwienie w Wielkim Poście. Zobaczymy, jak się sytuacja się rozwinie koło Wielkanocy"

- powiedział minister.

Dodał, że "córka wyzdrowiała najszybciej z nas wszystkich", a jego i żonę lekarze uznają za ozdrowieńców. "Objawy już ustąpiły. Czekamy, aż lekarze uznają nas za ozdrowieńców. Mam nadzieję, że nie mamy żadnych poważnych powikłań, chociaż wirus jest nowy, a doniesienia ze świata są różne. Jesteśmy dobrej myśli" - podkreślił.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Rzeczpospolita, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts