O decyzji Tuska wiedziano wcześniej? Rezygnację przewidziała „Gazeta Polska Codziennie”

Donald Tusk / Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

  

Już pod koniec października Dorota Kania na łamach „Gazety Polskiej Codziennie” przewidywała, że Donald Tusk nie wróci do polskiej polityki i nie będzie kandydował w wyborach prezydenckich. Dziś, gdy wszelkie wątpliwości na temat swojego ewentualnego wyścigu o urząd prezydenta rozwiał sam Tusk, przypominamy ten tekst.

Poniżej publikujemy w całości artykuł Doroty Kani pt.: „Schetyna zostanie, Tusk nie wróci” z 2463 numeru „Gazety Polskiej Codziennie”:

Mylą się ci komentatorzy, którzy stanowczo twierdzą, że porażka Koalicji Obywatelskiej w wyborach to koniec Grzegorza Schetyny jako przywódcy szerokiej koalicji i szefa Platformy Obywatelskiej. Nie po to wymienił połowę składu sejmowego klubu Platformy, by się podawać do dymisji, co sugerują niektórzy jego partyjni koledzy.

Tydzień po wyborach można już nakreślić scenariusze na najbliższe miesiące, które mogą zostać zrealizowane w Platformie Obywatelskiej. Na pewno można przewidzieć ostrą walkę o przywództwo, jednak – jak na razie – Grzegorz Schetyna nie ma z kim przegrać. Coraz głośniejsze pomruki niezadowolenia i deklaracje niektórych polityków Platformy, że „rozważają” start w najbliższych wyborach na szefa PO, w rzeczywistości nie mają żadnego znaczenia. Schetyna już nieraz pokazał, że jest wytrawnym, bezwzględnym graczem i w najbliższym czasie zrobi wszystko, aby zachować przywództwo. Poza tym naprawdę trudno sobie wyobrazić, jak przegrywa z Borysem Budką lub Joanną Muchą, którzy zgłaszają akces do startu, a następnie objęcia stanowiska przewodniczącego Platformy Obywatelskiej.

Meblowanie partii

Gdy w sierpniu i wrześniu prezentowano kandydatów startujących do Sejmu, wiele osób było zaskoczonych pojawieniem się zupełnie nowych nazwisk. O ile Prawo i Sprawiedliwość postawiło na znanych samorządowców (co w efekcie przyczyniło się do sukcesu wyborczego tego ugrupowania), o tyle na listach Koalicji Obywatelskiej pojawili się kandydaci, którzy z działalnością publiczną mieli niewiele wspólnego. Klasycznym przykładem jest Klaudia Jachira, która cztery lata temu, startując do Sejmu z list Nowoczesnej, zdobyła 629 głosów. Grzegorz Schetyna umieścił ją na liście w Warszawie, publicznie podziękował na radzie krajowej PO i pozwolił działać. Można przypuszczać, że Klaudia Jachira jest „nowym” Januszem Palikotem – Grzegorz Schetyna wystarczająco poznał mechanizmy, które funkcjonowały w PO za czasów Donalda Tuska, i teraz je powiela. Absolwentka Wydziału Lalkarskiego we Wrocławiu Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie nie ma żadnych hamulców, jej drogą do sukcesu są prymitywne happeningi mające na celu obrazić i poniżyć politycznych przeciwników. To przyniosło efekty – Klaudia Jachira zdobyła ponad 6 tys. głosów i została posłanką.

Grzegorz Schetyna pozbył się z Sejmu ludzi, którym nie ufał i którzy stanowili dla niego zagrożenie. Postawił na tych, którzy są mu wierni i oddani – i co ciekawe – nie mieli perspektywy kariery za czasów „królowania” Donalda Tuska. W nowym Sejmie zabraknie 66 posłów Platformy Obywatelskiej, którzy nie zdobyli w wyborach wystarczającej liczby głosów. Zamiast nich będzie m.in. wspomniana wyżej Klaudia Jachira, dziennikarz sportowy Tomasz Zimoch czy Tomasz Aniśko – przedstawiciel Zielonych. W nowym Sejmie w klubie KO będzie wielu posłów, którzy wiele zawdzięczają Grzegorzowi Schetynie. Nie brakuje ich także w Platformie – to właśnie oni są zapleczem obecnego lidera PO, który wcale nie zamierza rezygnować z przywództwa.

Schetyna to nie Kopacz

Po kolejnych porażkach wyborczych Grzegorz Schetyna musiał zdawać sobie sprawę, że przegra także wybory parlamentarne. Dlatego postarał się o takich kandydatów, którzy będą na niego głosować podczas wyborów na szefa partii. W swojej ponad 30-letniej karierze politycznej wiele przeżył i nauczył się także czekać. Gdy w 2009 r. wybuchła afera hazardowa, wydawało się, że pociągnie go ona na dno – Schetyna podał się do dymisji z funkcji ministra spraw wewnętrznych i administracji, podobnie jak inni politycy PO, którzy zostali nagrani podczas operacji specjalnej CBA. Szybko jednak znalazł swoje miejsce – został kolejno szefem klubu PO, marszałkiem Sejmu, ministrem spraw zagranicznych. Przełknął gorzką pigułkę (czyli kandydowanie z Kielc), którą w 2015 r. podała mu premier Ewa Kopacz, ówczesna szefowa PO. Schetyna nie dość, że dostał się do Sejmu, to jeszcze został szefem partii – Ewa Kopacz po wyborczej porażce i mając wewnętrzną opozycję, nie wystartowała w wyborach na przywódcę Platformy. Schetyna wystartował i uzyskał 91 proc. głosów. Od tego momentu, stosując zasadę „dziel i rządź”, pozyskał wiernych działaczy, którzy mają być gwarantem jego sukcesu podczas kolejnych wyborów. Ostatni sondaż Wp.pl, według którego 2/3 wyborców chce dymisji Grzegorza Schetyny, nie ma żadnego znaczenia z bardzo prostego powodu: to nie wyborcy wybierają szefa Platformy Obywatelskiej, ale działacze partyjni. A Grzegorz Schetyna już się postarał o to, by mieć wśród nich poparcie, nawet jeżeli takie osoby jak Agnieszka Pomaska, Joanna Mucha czy Bogdan Zdrojewski publicznie krytykują partyjnego lidera i podważają jego przywództwo. Bez znaczenia są także wściekłe ataki Julii Pitery na Schetynę, który – według nieoficjalnych informacji – miał jej zaproponować odległe miejsce na liście do PE i dlatego nie ubiegała się o reelekcję do europarlamentu.

Tusk nie wróci

Sieroty po „królu Europy” z utęsknieniem wyczekują jego powrotu do Polski i startu w najbliższych wyborach prezydenckich. Jednak szanse, że tak się stanie, są minimalne. Po pierwsze: ma niemal zapewnioną synekurę w Parlamencie Europejskim, czyli szefowanie Europejskiej Partii Ludowej (EPP), a po drugie – zbyt dobrze pamięta gorycz porażki i upokorzenie z 2005 r. (przegrał wówczas wybory prezydenckie z prof. Lechem Kaczyńskim), by to się miało powtórzyć. Donald Tusk zdecydowanie woli brylować na europejskich salonach, niż wracać do piekła w PO, gdzie żelazną ręką rządzi Grzegorz Schetyna, który doskonale pamięta, że to właśnie Tusk pozbawił go w 2013 r. szefowania w regionie dolnośląskim. Zachwyty wielbicieli Tuska i artykuły o tym, jak to jest stylowo ubrany (razem z córką i żoną) i jak pięknie wygląda, nie zapewnią Tuskowi zwycięstwa – a bez pewności wygranej nie zaryzykuje powrotu.

„Dostałem taką propozycję i wielu liderów partii, które składają się na Europejską Partię Ludową, namawiało mnie do tego, żebym kandydował na przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej. I niewykluczone, że tak będzie” – mówił Tusk, dodając, że „zaangażowanie w Europejską Partię Ludową, inaczej niż bycie szefem Rady Europejskiej, nie wyklucza zaangażowania w sprawy krajowe. I nie mówię tu o wyborach prezydenckich, tylko generalnie o moim powrocie do takiej aktywności w życiu publicznym w Polsce”.

Jak miałoby wyglądać to „zaangażowanie”, nie wiadomo. Warto natomiast pamiętać zachowanie Tuska, gdy był premierem drugą kadencję: bez skrupułów zostawił rząd i urząd premiera, by objąć mało znaczące, lecz sowicie wynagradzane stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie

Tagi

Wczytuję komentarze...

Radykalna rezolucja w europarlamencie. W treści dokumentu... postulaty proaborcyjne, gender i LGBT!

Parlament Europejski / © European Union 2020– Source: EP. (creativecommons.org/licenses/by/4.0/)

  

Parlament Europejski uchwalił rezolucję w sprawie priorytetów Unii Europejskiej na 64. sesji Komisji ONZ ds. Statusu Kobiet. Eksperci Instytutu Ordo Iuris alarmują, że w dokumencie roi się od radykalnych postulatów. Znalazły się tam między innymi postulaty ideologii gender, zarzuty dotyczące rzekomego regresu praw kobiet, potępienie zakazu finansowania przez rząd USA organizacji proaborcyjnych czy wezwanie do pilnej ratyfikacji konwencji stambulskiej przez UE. Jak się okazuje, teraz główne założenia tego kontrowersyjnego dokumentu mają być forsowane przez Unię Europejską na sesji Komisji ONZ do spraw Statusu Kobiet.

Rezolucja została uchwalona w ubiegły piątek. Sesja Komisji ONZ ds. Statusu Kobiet, której dotyczy dokument to doroczne wydarzenie w tym roku będzie miało wyjątkowy charakter – jego celem jest upamiętnienie 25-lecia przyjęcia Deklaracji Pekińskiej i Pekińskiej Platformy Działania na rzecz równouprawnienia kobiet wdrożonej w 1995 r. Ten niewiążący, lecz podpisany przez znaczną liczbę państw dokument stanowi do tej pory jeden z największych sukcesów ruchu feministycznego. Teraz natomiast europosłowie wezwali Radę UE do zapewnienia, aby żadne państwo unijne nie wyłamało się ze stanowiska prezentowanego przez UE na forum ONZ.  
 
Jakie dokładnie treści znalazły się w dokumencie? Jak wyliczają eksperci Ordo Iuris w uchwalonej rezolucji po raz kolejny padły stwierdzenia o rzekomym „zorganizowanym, niepokojącym ostrym sprzeciwie wobec praw kobiet i osób LGBTIQ+” m.in. w państwach członkowskich UE, przejawiającym się poprzez działalność „ruchów antygenderowych”. Jak wskazali autorzy rezolucji, ruchy te miałyby „ograniczać zdrowie oraz prawa seksualne i reprodukcyjne”, zakazywać „edukacji seksualnej i badań dotyczących problematyki płci” oraz wspierać „oszczercze kampanie przeciwko konwencji stambulskiej” (pkt G).

To, co PE nazywa „ruchami antygenderowymi” jest w rzeczywistości ogromną grupą obywateli krajów Europy, odrzucających ideologię gender i LGBT, stojących na straży poszanowania prawa do życia od poczęcia, wolności sumienia, wolności słowa, autonomii rodziny i prawa do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.
- zauważają eksperci Ordo Iuris.
 
Sporo miejsca poświęcono na krytykę ustawodawstwa regulującego dostęp do antykoncepcji (pkt N) i kwestie związane z brakiem legalizacji aborcji.

Jak się okazuje, w przyjętej rezolucji Paralament Europejski uznaje na przykład, że dostęp do „bezpiecznych i legalnych usług aborcyjnych to ważne elementy ratujące życie kobiet” (pkt ab), zaś „odmowa świadczenia usług w zakresie zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz związanych z tym praw stanowi formę przemocy wobec kobiet” (pkt L). Ponadto, po raz kolejny PE potępił obowiązującą w Stanach Zjednoczonych tzw. zasadę „global gag rule”. Zakazuje ona przyznawania przez rząd amerykański środków finansowych organizacjom, które świadczą „usługi” aborcyjne, zajmują się doradztwem i konsultacjami w zakresie aborcji lub lobbingiem mającym na celu ustanawianie przepisów umożliwiających uśmiercanie nienarodzonych dzieci. Jednocześnie Parlament Europejski zaapelował, aby ciężar finansowania organizacji proaborcyjnych wzięły na siebie państwa unijne i UE (pkt n).
 
A jak wygląda poruszona w dokumencie kwestia edukacji seksualnej? Autorzy rezolucji mają na nią dość osobliwy pomysł. Ma ona m.in. „obejmować takie tematy jak orientacja seksualna i tożsamość płciowa, wyrażanie płci, normy płciowe” oraz zapewniać informacje o dostępie do „bezpiecznej i legalnej aborcji” (pkt ac).  
 
To jeszcze nie koniec. Jak ujawnia Instytut Ordo Iuris, w rezolucji znajduje się również wezwanie skierowane do Rady UE, w którym europarlamentarzyści domagają się, by przyjęła jednolite stanowisko na nadchodzącą Komisję ONZ ds. statusu kobiet. Postuluje on m.in., by Rada UE podjęła zdecydowane działania w celu jednoznacznego potępienia rzekomego sprzeciwu wobec równouprawnienia płci i środków podważających prawa kobiet, autonomię i emancypację w każdej dziedzinie (pkt c).

W ocenie ekspertów Instytutu, apel ten jest równoznaczny z wywarciem presji, aby żadne państwo członkowskie UE nie sprzeciwiło się na sesji Komisji ONZ ds. Statusu Kobiet m.in. postulatom proaborcyjnym, które popiera Unia Europejska.
 
 Parlament Europejski wydaje coraz bardziej radykalne stanowiska, podważające prawo do życia, wolność słowa i poglądów czy prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Niepokój budzą zarówno próby wywarcia nacisku na państwa unijne, aby przyjęły postulaty środowisk feministycznych, jak i wymuszenia na rządach, aby na forum międzynarodowym prezentowały stanowisko spójne z unijnym - mimo odmiennych poglądów. Liczymy na większe zaangażowanie Polski w zakresie obrony prawa do życia na każdym etapie rozwoju oraz ochrony rodziny zarówno na forum ONZ, jak i w ramach UE.
- tłumaczy Magdalena Olek, Zastępca Dyrektora Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris.
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Ordo Iuris

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts