Śledztwo w sprawie zbrodni z lat 1941-44

Bocznica łącząca żwirownię ze stacją kolejową Treblinka

  

12 listopada prokurator IPN, w ramach śledztwa ws. zbrodni z lat 1941–1944 na więźniach niemieckiego obozu pracy przymusowej Treblinka I, przystąpi do oględzin miejsca, w którym funkcjonował obóz – podał we wtorek IPN. Obóz pracy położony był w pobliżu obozu zagłady Treblinka II.

W dniu 12 listopada 2019 roku prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Szczecinie, w ramach śledztwa prowadzonego w sprawie zbrodni dokonanych w latach 1941–1944 na więźniach niemieckiego obozu pracy przymusowej Treblinka I, przystąpi do oględzin miejsca, w którym funkcjonował obóz, oraz terenu doń przyległego. Celem oględzin będzie ustalenie miejsc, w których mogą znajdować się masowe i pojedyncze groby ofiar obozu, oraz miejsc egzekucji.

- poinformował IPN we wtorek na swojej stronie internetowej.

Oględziny będą miały charakter badań powierzchniowych gruntu i zostaną przeprowadzone z udziałem biegłych z zakresu fotogrametrii i systemów informacji przestrzennej, archeologii, kryminalistyki, antropologii i medycyny sądowej, którzy wykorzystają do badań urządzenia specjalistyczne. Do przeprowadzenia tych czynności prokurator IPN powołał międzynarodowy zespół biegłych z placówek naukowych, m.in. z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, Politechniki Warszawskiej, University of Science and Technology in Trondheim, Austrian Academy of Sciences oraz Staffordshire University.

Obóz Treblinka I - jak IPN przypomniał we wtorek - został utworzony 15 listopada 1941 r. zarządzeniem niemieckiego gubernatora dystryktu warszawskiego Ludwiga Fischera i funkcjonował do 23 lipca 1944 r. Zajmował obszar 17 hektarów i był oddalony o dwa kilometry od niemieckiego obozu zgłady Treblinka II. Do Treblinki I zsyłano ludność cywilną, początkowo mieszkańców powiatu sokołowskiego, później innych powiatów dystryktu warszawskiego. Sposobem stałego "uzupełniania siły roboczej" było osadzanie w obozie osób zatrzymanych w łapankach i obławach, organizowanych w miastach dystryktu warszawskiego, na szlakach kolejowych i w pobliskich wioskach. W obozie przebywało jednorazowo od tysiąca do dwóch tysięcy więźniów, którzy byli podzieleni na oddziały robocze.

Najliczniejsza grupa pracowała w pobliskiej żwirowni, więźniowie pracowali też przy usypywaniu wałów przeciwpowodziowych nad rzeką Bug, przy pracach melioracyjnych oraz przy pozyskiwaniu drewna. Niewolnicza praca trwała co najmniej przez 10 godzin dziennie, była skrajnie wyczerpująca, co powodowało, że już po kilku tygodniach więźniowie popadali w osłabienie.

 - podał IPN dodając też, że z tego powodu więźniowie chorowali i źle odżywiani umierali.

Przez obóz pracy Treblinka I przeszło co najmniej kilkanaście tysięcy osób, z których zdecydowana większość straciła życie na skutek egzekucji, głodu, wyczerpania, epidemii. W pobliskim lesie grzebano zwłoki zmarłych podczas ciężkich prac, rozstrzeliwano rannych i wycieńczonych, skazanych na śmierć za wykroczenia obozowe. 

– podsumowuje IPN, dodając też, że las przylegający do obozu Treblinka I był miejscem straceń nie tylko więźniów obozu. W miejscu tym, na zarządzenie Ludwiga Fischera, dokonywano także egzekucji osób przywożonych z Warszawy i z Sokołowa Podlaskiego, w tym więźniów Pawiaka.

 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: pap.pl
Tagi

Wczytuję komentarze...

Współpracownik Jolanty Brzeskiej: miała sama się podpalić, a potem wywieźć kanistry z benzyną

arch.

  

- Jolanta Brzeska była groźna dla mafii reprywatyzacyjnej, bo była znakomitą organizatorką, osobą najbardziej waleczną i charyzmatyczną wśród ofiar reprywatyzacji. Już w dniu, w którym ją spalono żywcem w 2011 r., policja przyjęła, że to było samobójstwo i tej wersji trzymano się bodajże rok. Gdy okazało się, że nie da się nikogo przekonać, że Jola sama mogła przywieźć do lasu kanister benzyny, oblać się benzyną i potem te kanistry gdzieś wywieźć, sprawę szybko umorzono z powodu braku wykrycia sprawców – mówi Antoni Wiesztort, współpracownik Jolanty Brzeskiej. Dziś o 22.30 będzie on gościem Piotra Lisiewicza w „Wywiadzie z chuliganem” w Telewizji Republika.

Antoni Wiesztort, anarchista, działacz lokatorski i pracowniczy znany jest z widowiskowych akcji przeciwko mafii reprywatyzacyjnej i władzom Warszawy, w tym także w siedzibie Rady Miasta. W „Wywiadzie z chuliganem” opowiedział, jak władze Warszawy i innych wielkich miast traktują mieszkańców z biedniejszych dzielnic, którzy są dla nich zawalidrogą w ich interesach. W tym o najbardziej drastycznej sprawie Jolanty Brzeskiej.

- Jola wychowała się w kamienicy, którą po wojnie odbudował jej ojciec, mimo że była przeznaczona do rozbiórki przez Biuro Odbudowy Stolicy, tak jak 80 proc. kamienic po lewej stronie Wisły. Gdyby nie ten społeczny wkład takich ludzi jak jej ojciec, byłyby tam tylko gruzy. W 2005 r. okazało się, że już nie ma prawa w niej mieszkać, bo pojawili się panowie Mossakowski i Massalski

– opowiada Antoni Wiesztort.

Jak mówi, Brzeska była groźna dla mafii reprywatyzacyjnej, bo była znakomitą organizatorką.

- Na początek zrzeszyła się z ludźmi, których mieszkania również przejęli Mossakowski i Massalski, potem rozszerzyła się w taka grupę samopomocy osób walczących przeciwko wysiedleniom. Tak powstało Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów. Była świetnie zorganizowana, pilnowała spraw sądowych, nic się nie gubiło. Szereg tych batalii to są nierówne batalie w sądach – mówi Antoni Wiesztort.

Została uprowadzona 1 marca 2011 r. i spalona żywcem w Lesie Kabackim. - Policja stwierdziła tego samego dnia, że to samobójstwo. Prokuratura przyjmowała tę wersję przez bodajże rok. Gdyby nie to, że współpracownicy Joli prowadzili oddolne śledztwo, nie ustalono by nawet, że spalona osoba to ona, bo policja mówiła o spalonym ciele młodej kobiety. Prowadziliśmy kampanie przeciwko tym matactwom – wspomina Wiesztort. Po roku kampanii prokuratura zakwalifikowała sprawę jako zabójstwo. Ale sprawę szybko umorzono z powodu braku wykrycia sprawców.

W 2016 r. prokurator wznowił sprawę dotyczącą zabójstwa i wszczął nowe śledztwo w sprawie zaniechania działań przez policję.

- Z ustaleń gdańskiej prokuratury jasno wynika, że policja zacierała ślady w tej sprawie. O ile trudno jest wykryć sprawców, to wiadomo kto pracował przy tej sprawie i jest dla mnie oburzające, że policjanci i prokuratorzy, którzy tak nieudanie prowadzili śledztwo, chodzą nadal na wolności

- mówi gość „Wywiadu z chuliganem”.

Premiera nowego odcinka programu dziś o 22.30 w Telewizji Republika.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts