Kiedy i w jaki sposób możemy odeprzeć atak napastnika, aby nasze działanie było potem zakwalifikowane przez sąd jako obrona konieczna?

W Kodeksie karnym znajduje się ściśle określona definicja obrony koniecznej. Aby więc można było o niej mówić, należy mieć do czynienia z bezprawnym zamachem, tj. naruszeniem dobra chronionego prawem. Może być to np. zamach na dobre imię, w postaci znieważania słownego, czy też naruszenie nietykalności cielesnej poprzez szarpanie lub odpychanie. W takich sytuacjach obrona konieczna musi być proporcjonalna do przeprowadzonego ataku. Nie możemy więc użyć przemocy, jeśli ktoś nas tylko słownie obraża. Chociaż jeśli ktoś będzie stał nad naszym uchem, wypowiadając znieważające nas słowa, możemy go odepchnąć, ale w taki sposób, aby nie wyrządzić mu krzywdy. Jeśli jestem opluwany lub popychany, również mam prawo odepchnąć napastnika.

Jednak po takim odepchnięciu może niespodziewanie dojść do utraty zdrowia bądź życia przez napastnika. Jak takie sprawy interpretują sądy?

Niestety, sądy cały czas bardzo wąsko interpretują zakres obrony koniecznej. Rzadko więc udaje się obrońcom przekonać sądy, że zachowania ich klientów wypełniają taki kontratyp. Z reguły takie osoby są skazywane. Jednak sądy w części przypadków stosują nadzwyczajne złagodzenie kary. Ale takie wyroki nie zapadają obligatoryjnie, stąd dochodzi do takich sytuacji, jak sprawa Tomasza Greczkowicza, którego sąd pierwszej instancji skazał na więzienie w zawieszeniu, ale sąd drugiej instancji z niezrozumiałych powodów zmienił wyrok, orzekając karę bezwzględnego pozbawienia wolności.

Sprawa Greczkowicza była głośna. Został on skazany na bezwzględne więzienie za nieumyślne spowodowanie śmierci będącego pod wpływem alkoholu napastnika, którego odepchnął, obawiając się ataku.

Szczególnie wyrok i uzasadnienie sądu drugiej instancji mogą dziwić. Obrońcy Greczkowicza w apelacji dowiedli, że działanie ich klienta mieściło się w ramach obrony koniecznej. Jednak sąd prześlizgnął się po tym, zupełnie nie analizując podniesionych przez obronę argumentów. Tymczasem miał obowiązek wyjaśnić, dlaczego ich nie uznał. W uzasadnieniu wyroku sąd powinien wykazać, że nie doszło do naruszenia jakiegokolwiek dobra, a co za tym idzie – nie można było zastosować przepisów dotyczących obrony koniecznej. Akta sprawy, z którymi się zapoznałem, jednoznacznie wskazują, że Tomasz Greczkowicz nie tylko został znieważony, lecz także naruszono jego nietykalność cielesną. Sąd powinien dokonać oceny, czy w takiej sytuacji reakcja skazanego była odpowiednia, i wyjaśnić, dlaczego odmawia uznania jej za obronę konieczną.

Greczkowicz wystąpił o ułaskawienie do prezydenta Andrzeja Dudy. Popiera Pan ten wniosek?

Sprawa Tomasza Greczkowicza to klasyczny przypadek, w którym prezydent RP powinien zastosować prawo łaski. Skazany cieszy się dobrą opinią, nie był nigdy karany, jest ojcem dwójki dzieci, a także prowadzi z sukcesami działalność gospodarczą i charytatywną. Pytanie też, co sąd zrobi z wnioskiem obrońców Greczkowicza w sprawie wznowienia postępowania w jego sprawie. Nowe dowody, które się pojawiły, wskazują, że mogło dojść do błędnego ustalenia stanu faktycznego przez sąd, który – podkreślę to jeszcze raz – z zupełnie niezrozumiałego powodu zaostrzył karę dla Greczkowicza.

Może więc potrzebne są zmiany w przepisach określających obronę konieczną, aby takich przypadków uniknąć w przyszłości?

Uważam, że nie ma konieczności zmiany przepisów, chociaż zastrzegam, że potrzebna jest dyskusja na ten temat. Gdyby obecne przepisy były stosowane prawidłowo, to stałyby się podstawą do wydawania sprawiedliwych wyroków. Gdyby tak było, Tomasz Greczkowicz zostałby uniewinniony lub zastosowano by wobec niego nadzwyczajne złagodzenie kary.