Jak przyznał w wywiadzie dla „Teologii Politycznej Co Tydzień” Chuck Konzelman, początkowo podchodził do nakręcenia "Nieplanowanych" niechętnie:

Na początku byliśmy dosyć sceptyczni… ale kiedy zapoznaliśmy się z książką, poczuliśmy, że Bóg zechciał, żebyśmy to zrobili. Więc… zrezygnowaliśmy z robienia westernu, który planowaliśmy nakręcić, i zaczęliśmy przygotowania do filmu „Nieplanowane”.

Okazało się, że stworzenie filmu o przesłaniu prolife w kraju, w którym biznes aborcyjny kwitnie, jest trudniejsze, niż mogłoby się wydawać: 

Wiedzieliśmy, że musimy najszerszym łukiem omijać cały system stworzony przez Hollywood. Od finansowania, przez casting, po dystrybucję… słowem: wszystko. Unikaliśmy również hollywoodzkich związków zawodowych, w tym SAG – the Screen Actors Guild (ang. Gildia Aktorów Filmowych) – bo podpisanie z nimi kontraktu dałoby im olbrzymi wpływ na produkcję. Spodziewaliśmy się, że ta władza mogłaby być z ich strony nadużyta. A na koniec… filmowaliśmy potajemnie, tysiąc pięćset mil od Los Angeles, w miasteczku w stanie Oklahoma… używając wymyślonej dla filmu nazwy, żeby nikt się nie dowiedział, że kręcimy film właśnie o Abby.

- opowiada reżyser w rozmowie z Karolem Grabiasem.

Całą rozmowę można przeczytać TUTAJ