Dziś szef koła Konfederacji Jakub Kulesza powiedział dziennikarzom, że Konfederacja podczas tych konsultacji przekazała swe uwagi. Pytany, czy prawdą jest - jak napisała "Rzeczpospolita" - że posłom Konfederacji zaproponowano miejsca po prawej stronie sali sejmowej, ale w ostatnich rzędach, Kulesza zadeklarował, że jego ugrupowanie na pewno nie zgodzi się na propozycję, aby jej posłowie siedzieli "w tylnych ławach Prawa i Sprawiedliwości".

"To by bardzo źle wyglądało. Mamy 11 rzędów na sali plenarnej, mamy 11 posłów, i nie ma żadnego powodu, aby posłów Konfederacji sadzać w oślej ławce"

- stwierdził Kulesza.

Inny z polityków Konfederacji, lider Ruchu Narodowego Robert Winnicki podkreślił, że jego ugrupowanie chce..."takie miejsca, żeby mieć blisko do mównicy", bo posłowie Konfederacji zamierzają w "dużo i aktywnie przemawiać". Pytany, czy prawicowa partia przystałaby na miejsca po lewej stronie, Winnicki stwierdził, że w Sejmie kończącej się kadencji miejsca przydzielono według liczebności klubu poselskiego, a nie według "parytetu ideowego".

"Kto, gdzie siedzi, jest drugorzędne. Najważniejsze jest to, żeby móc sensownie wypowiadać się w debacie sejmowej"

- dodał.

Jeden z posłów Konfederacji chce miejsca blisko mównicy, inny - nie chce siedzieć za Prawem i Sprawiedliwością. Zanim posłowie doszli do rozpatrywania poważnych problemów, pokłócili się o błahostkę. Co na to Kancelaria Sejmu?

"Za nami pierwsze spotkanie konsultacyjne i organizacyjne, które nie miało charakteru oficjalnego. Kancelaria Sejmu przedstawiła pewne sugestie, do których część z naszych partnerów zgłosiła zastrzeżenia. Przed nami kolejne rozmowy. Kancelaria Sejmu na pewno będzie poszukiwała porozumienia w tej sprawie. Niewykluczone są nowe propozycje"

- poinformował dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka.

Pytany, kiedy będzie następne spotkanie w tej sprawie, Grzegrzółka stwierdził, że w przyszłym tygodniu. Być może wtedy ostatecznie wyjaśni się, czy dla posłów liczy się to, gdzie siedzą, czy to nad czym debatują.