Swoje stanowisko prezes IPN przesłał Radzie Miasta Białystok jeszcze przed podjęciem przez nią wczoraj decyzji o zmianie nazwy ulicy "Łupaszki" w tym mieście. Na sesji rady miasta, we fragmentach, opinię tę odczytał radny PiS Paweł Myszkowski, do którego list był skierowany.

Wczoraj, po burzliwych obradach, radni Białegostoku zdecydowali (jednym głosem) o zmianie nazwy ulicy imienia mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" na ulicę Podlaską. Wniosek o zmianę nazwy (na ulicę 100-lecia Praw Kobiet, ale ostatecznie przegłosowany na Podlaską) złożyła grupa radnych z Forum Mniejszości Podlasia, które jest w Koalicji Obywatelskiej, i jeden radny niezależny (wcześniej był w PO).

Podnosili oni w uzasadnieniu projektu tej uchwały, że postać mjr. Szendzielarza, dowódcy 5. Brygady Wileńskiej Armii Krajowej, "jest nieakceptowana przez część mieszkańców Białegostoku i wzbudza wiele kontrowersji".

"W jego życiorysie, oprócz czynów chwalebnych, są też czarne karty, które wiążą się z ofiarami wśród ludności cywilnej"

- mówił na sesji wiceprzewodniczący rady Stefan Nikiciuk z Forum Mniejszości Podlasia.

Argumentował, że dopóki trwają dyskusje "co do jednoznacznej, pozytywnej oceny majora Zygmunta Szendzielarza >>Łupaszki<<, nie powinno być tej nazwy w przestrzeni Białegostoku". Inicjatorzy zmiany nazwy podnosili także, odnosząc się do działań mjr. "Łupaszki", że na szlaku jego oddziałów "były spalone wsie i ludność cywilna".

Przeciwko zmianie nazwy ulicy opowiadały się już wcześniej np. Młodzież Wszechpolska, Fundacja Instytut Rzeczpospolitej Suwerennnej, Klub Więzionych Internowanych Represjonowanych.

Dr Jarosław Szarek w liście przedstawił życiorys "Łupaszki", a uzasadnieniu projektu uchwały zarzucił "poważne błędy merytoryczne", dotyczące - jak opisał - m.in. pacyfikacji w 1944 roku litewskiej wsi Dubinki czy spalenia części wsi Potoka (pod Białymstokiem) w maju 1945 roku.

"Śmierć 27 osób cywilnych w litewskiej wsi Dubinki nie była wynikiem rozkazów wydanych przez majora Zygmunta Szendzielarza >>Łupaszkę<<. Nie uczestniczył on też w tych wydarzeniach"

- pisze w liście Szarek.

Wyjaśnił, że dwa pododdziały wydzielone z 5. Brygady "podjęły wypad" na przedwojenne terytorium Litwy, gdzie miały wykonać działania odwetowe za - jak napisał prezes IPN - "wymordowanie przez litewską kolaboracyjną formację policyjną 36 polskich cywilów w Glinciszkach (w tym kobiet i dzieci)". Dodał, że odwet miał polegać na zastrzeleniu mężczyzn, którzy znajdowali się na liście przekazanej przez wywiad AK, a mieli współpracować z niemieckimi władzami okupacyjnymi.

"Niestety dwaj oficerowie dowodzący tym wypadem dopuścili do przekroczenia ram otrzymanego zadania. Zginęły także kobiety i dzieci z rodzin mężczyzn znajdujących się na w/w liście. Żadne źródło historyczne (dokument lub relacje) nie potwierdzają, by Zygmunt Szendzielarz wydał rozkaz zabijania kobiet i dzieci"

- podkreślił.

Dodał, że Szendzielarz nie miał możliwości w tamtym czasie ukarania obu oficerów odpowiedzialnych za śmierć kobiet i dzieci, ale nie powołał ich do dalszej służby.

W opinii prezesa IPN - jak pisze on w liście - powodem spalenia części zabudowań we wsi Potoka "była okoliczność, iż w tej miejscowości istniała zorganizowana, uzbrojona bojówka komunistyczna, wspierająca instalowanie na Ziemi Białostockiej reżimu komunistycznego".

Dodał, że śmierć osoby dorosłej i trójki dzieci, które ukryły się w zabudowaniach czy też w ich pobliżu, nie była zamiarem oficera dowodzącego w Potoce, por. "Zygmunta", gdyż - jak podkreślił prezes IPN - nie wiedział on o tym, że doszło do takiego zdarzenia.

Szarek odniósł się też to informacji, "jakoby Zygmunt Szendzielarz był odpowiedzialny za spalenie wsi Zanie w 1946 roku", co - w jego opinii - "jest całkowitym nieporozumieniem". Dodał, że "Łupaszka" nie miał z tym zdarzeniem nic wspólnego.

"Z materiałów historycznych wynika jednoznacznie, że Zygmunt Szendzielarz podczas swej działalności niepodległościowej traktował zarówno swych żołnierzy, jak i mieszkańców terenów, na których operował – w sposób obywatelski, bez jakichkolwiek uprzedzeń narodowościowych, etnicznych lub religijnych. W jego oddziałach służyli oprócz katolików także żołnierze wyznający wiarę prawosławną"

- napisał.

Przypomniał też, że Szendzielarz jest "kawalerem najwyższych polskich odznaczeń wojskowych": Krzyża Virtuti Militari i Krzyża Walecznych; 23 marca 2006 roku, w 55. rocznicę jego śmierci, Sejm RP podjął uchwałę "oddająca mu cześć".

"Major Zygmunt Szendzielarz zasłużył na dobrą pamięć w przestrzeni publicznej Państwa Polskiego. Jest godny, by być patronem ulic, placów czy też gmachów"

- kończy swój list Szarek.

Nazwę mjr. Szendzielarza ulicy na osiedlu Skorupy w Białymstoku Rada Miasta nadała w kwietniu 2018 r. Inicjatorami byli radni PiS, którzy mieli wtedy większość w radzie; teraz większość ma KO. Prezydent miasta proponował nazwę: Podlaska, jednak radni PiS przegłosowali wówczas nazwę Zygmunta Szendzielarza. Emocje wzbudzało to od początku, dochodziło do niszczenia tablic z nazwą ulicy. Pojawiały się tam napisy: "zbrodniarz", a na płocie wokół trwającej budowy bloków mieszkalnych malowano napisy: "Łupaszko - morderca!!!", "Miejsce zbrodniarzy jest na śmietniku historii. Łupaszko to ludobójca!!!". Do tej pory, co jakiś czas, ktoś oblewa tablice z nazwą czerwoną farbą.