Krajewski niemal nie udziela wywiadów, choć jest jednym z głównych współpracowników papieża Franciszka. Polski kardynał, przez długie lata pracujący jako ceremoniarz papieski przy Janie Pawle II i Benedykcie XVI, nie jest w Kościele w Polsce przesadnie znany czy cytowany. W zasadzie pojedyncze okruchy informacji dotyczyły ciepłych, poruszających wspomnień, jakimi Krajewski dzielił się opowiadając o papieżu z Wadowic, a także pojedynczych homilii, które zostały gdzieś uchwycone w łódzkich diecezjach i parafiach, skąd pochodzi sam zainteresowany. Jednak po tym, jak w strukturach tworzonych przez kolejnego papieża zajął miejsce jałmużnika, a Franciszek nadał mu tytuł kardynała, o Krajewskim zrobiło się głośno. 

Do Krajewskiego szybko przylgnął przydomek "papieskiego Robin Hooda", ale to chyba krzywdzące, a z pewnością dalece niewystarczające nakreślenie rzeczywistości tworzonej przez polskiego kardynała. I choć faktycznie w jego pracy pojawiają się momenty widowiskowe, a nawet spektakularne (zerwanie plomb i złamanie prawa, by przywrócić dostawy prądu do jednej z kamienic w Rzymie), to w rzeczywistości jest to po prostu coś, co Krajewski zwykł nazywać chrześcijaństwem i ewangelią bez przypisów. Z szeregu anegdot, fragmentów homilii, a czasem po prostu relacji z ulic Watykanu, wyłania się prosty, a zarazem przejmujący obraz tego, jak to czynić. To chęć niesienia pomocy, za którą stoją Chrystusowe wezwanie do miłości bliźniego i absurd bezwarunkowego miłosierdzia Boga - i nawet jeśli brzmi to skandalicznie teologicznie, w oderwaniu od realiów życia, to Krajewski pokazuje, jak - wraz z Franciszkiem - starają się to robić w Rzymie: na dworcach, zabrudzonych furtach ulic i podziemnych przejściach. Pomoc ubogim, prześladowanym, uchodźcom, zaniedbanym, chorym, a czasem po prostu zmęczonym to chleb powszedni. Krajewski często cytuje Franciszka, ot choćby wtedy, gdy ten pyta, czy na koncie urzędu ds. dobroczynności są jeszcze jakieś pieniądze. "Gdy przytakuję, mówi mi: To znaczy, że wciąż za mało pomagasz" - opowiada okładkowy bohater książki. 



Z książką, postawą i słowami Krajewskiego trzeba uważać, bo ta prosta chęć i potrzeba niesienia pomocy i dzielenia się tym, czym można, są zarażające. Na kanwie tej lektury nie da się nie przemyśleć swojej wiary, ale i rozumienia chrześcijaństwa w dzisiejszym świecie. Nie jako systemu wartości, idei, jaka ma zmieniać społeczeństwa, a nawet nie jako zbioru zakazów i nakazów, ale Miłości przez wielkie M. Do ludzi, do świata, a przede wszystkim do samego Boga. "Zapach Boga" nie jest bowiem wyłącznie reportażowym zapisem tego, jak Krajewski organizuje pomoc na poziomie technicznym, ale jest tu również dużo teologii: ale tej codziennej, pozwalającej żyć Słowem Bożym, inspirować się czytaniami z kalendarza liturgicznego na każdy dzień, wreszcie - z pobytu przed obliczem Boga: w Eucharystii czy cichej adoracji. Nie ma tu wielkich przewrotów w rozumieniu wiary, niemniej jednak świeżość spojrzenia, wzmocniona codziennym świadectwem jest po prostu odpowiedzią na szereg wątpliwości i kryzysów, z jakimi borykają się dzisiaj wspólnoty kościelne.

Tytułowy zapach Boga to fenomenalnie proste przekonanie Krajewskiego, który jest przeświadczony, że po przyjęciu komunii świętej czy po modlitwie rozumianej jako spotkanie, nie da się nie zanieść Boga, jego zapachu i przesłania, dalej. Trochę jest też tak z tą książką - po słowach Krajewskiego chce się aż krzyczeć na pomysł zamknięcia swojej wiary i przeżyć religijnych w czterech ścianach swojego serca czy nawet mieszkania. 

Kardynał Krajewski faktycznie nie udziela zbyt wielu wywiadów - i ta książka nie jest rozmową. To po prostu zestaw tekstów, czasem na podstawie okruchów z rozmów, innym razem z homilii wygłoszonych przez samego zainteresowanego. Opracowania podjął się Krzysztof Tadej - i choć lwią część z opisywanych historii możemy odnaleźć w nagraniach, jakie zawieszone są w serwisie YouTube, to słowo spisane ma jednak swoją moc. W tym znaczeniu to naprawdę dobrze, że to takiego opracowania i podsumowania doszło, a "Zapach Boga" będzie miał szansę dotrzeć także tam, gdzie internetowe nagrania jeszcze nie są czymś oczywistym i naturalnym. Ciekawą częścią książki są odpowiedzi kardynała na pytania zadane przez pielgrzymów (Krajewski chodzi bowiem co roku z łódzkimi pielgrzymami na Jasną Górę). Nie ma tam gotowych odpowiedzi na każde trudne pytanie, niemniej jednak jest tam wielka nadzieja, która pozwala wrócić do największego Źródła, jakim jest Ewangelia.

Homilie i opowieści Krajewskiego uczą czegoś, co w pogmatwanych, trudnych, nierzadko upolitycznionych bez reszty czasach, jest jak ożywczy powiew. Życie z ewangelią bez przypisów, zachwyt miłosierdziem bez warunków wstępnych, wreszcie działanie bez niepotrzebnych komplikacji, a przy tym szereg ciekawych anegdot z kuluarów i kulisów życia codziennego w Watykanie - ta mieszanka daje naprawdę momentami przejmującą lekturę, która pozostaje w Czytelniku na długie tygodnie. I zmusza do myślenia, a w ślad za nim - do działania. Zaś sam Krajewski? Cóż, znając przewrotność boskich scenariuszy, a także namiastkę watykańskich uwarunkowań - niech nikt się nie zdziwi, gdy któregoś dnia po informacji o białym dymie nad Watykanem usłyszymy właśnie to nazwisko.

Książka "Zapach Boga" ukazała się nakładem Społecznego Instytutu Wydawniczego Znak.