„Zdradził je głuchy odgłos” – zamordowany za ukrywanie Żydów

Franciszek Andrzejczyk, gospodarz zamordowany za ukrywanie osiemnaściorga Żydów, został uhonorowany w niedzielę 27 października, w ramach projektu Instytutu Pileckiego "Zawołani po imieniu". W miejscowości Czyżew-Sutki odsłonięta została tablica upamiętniająca historię pomocy udzielonej uciekinierom z getta w Czyżewie przez Franciszka Andrzejczyka i jego rodzinę. Wszystkie ofiary zbrodni upamiętniono minutą ciszy.

Franciszek Andrzejczyk z rodziną

Z dzisiejszej perspektywy ta historia wydaje się nieprawdopodobna – mówi dr Wojciech Kozłowski, dyrektor Instytutu Pileckiego. – Oto podczas okupacji pan Franciszek Andrzejczyk, właściciel 10-hektarowego gospodarstwa, zdecydował się pomóc znajomym uciekinierom z pobliskiego getta.  Następnie zaangażował żonę Stanisławę i piątkę dorosłych dzieci: Edwarda, Irenę, Henryka, Eugenię i Jadwigę, w ukrywanie 18 osób narodowości żydowskiej. Z zachowanych w dokumentach zeznań wyłania się obraz niezwykłego wysiłku polskiej rodziny. Edward, wówczas 25-letni, wspominał wynoszenie wiader piachu podczas nocnego budowania kryjówek pod podłogą. Jadwiga, mająca w tym czasie 15 lat, relacjonuje zaś wspólne z matką gotowanie jedzenia w ogromnych kotłach, wypiek licznych bochenków chleba i wynoszenie wiader z nieczystościami. Gdyby nie grożąca wszystkim natychmiastowa śmierć z rąk Niemców i zakwaterowanie gości pod podłogą, można by pomyśleć, że Andrzejczykowie prowadzili zwykły pensjonat. Rodzina Andrzejczyków była zaangażowana w utrzymywanie Żydów przez całą zimę – podkreśla Kozłowski. Dziś chcemy polskiemu społeczeństwu przypominać i stawiać za wzór takie osoby jak Franciszek Andrzejczyk. Zawołanie ich po imieniu jest naszym obowiązkiem – zaznacza dyrektor Instytutu Pileckiego.

Historia zbrodni w Czyżewie-Sutkach

Podczas okupacji niemieckiej, Franciszek Andrzejczyk z żoną i sześciorgiem dzieci mieszkali we wsi Czyżew-Sutki – opisuje dr Marcin Panecki z Instytutu Pileckiego – Kiedy na początku listopada 1942 roku, Niemcy rozpoczęli likwidację getta w pobliskim Czyżewie, Andrzejczykowie przyjęli pod swój dach osiemnaścioro szukających pomocy Żydów – mężczyzn, kobiety i dzieci. Znamy nazwiska lub przezwiska zaledwie trzech spośród nich: Węgorza, Szczupakiewicza i Muńka. W celu zapewnienia im możliwie bezpiecznego schronienia, wspólnymi siłami wybudowano dwie kryjówki: jedną pod podłogą domu, w której zmieściło się piętnaście osób, drugą w pobliskiej ziemiance. Rankiem 20 marca 1943 roku, z posterunku w Czyżewie przyjechali żandarmi, aby przeprowadzić rewizję. Zażądali od Franciszka wskazania miejsca ukrycia Żydów. Gdy nie przyznał się do udzielania im schronienia, Niemcy rozpoczęli poszukiwania. Obeszli zabudowania i zwrócili uwagę na ziemiankę, w której po głuchym odgłosie podłogi, odkryli kryjówkę trzech mężczyzn. Za to odkrycie najpierw dotkliwie pobili, a potem zamordowali strzałem w głowę Andrzejczyka. Chwilę później zabili wyciągniętych z ukrycia mężczyzn. Następnie przeszukali dom i znaleźli pod podłogą pozostałe osoby, które powiązali sznurem i wywieźli na stracenie do Szulborza. Na polecenie żandarmów, mieszkańcy wsi zakopali przy pobliskiej ścieżce zwłoki trzech zamordowanych Żydów. Na pochówek Franciszka rodzina musiała otrzymać specjalne pozwolenie. W uroczystościach pogrzebowych na cmentarzu w Czyżewie wzięły udział niezliczone tłumy – dodaje Panecki.

 

Źródło: instytutpileckiego.pl

#Zawołani po imieniu #Instytut Pileckiego #Czyżew-Sutki #Franciszek Andrzejczyk #polacy ratujący żydów

redakcja
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo