Siedem lat temu na jej szyi zawisło srebro, ale w 2016 roku, po powtórnym przebadaniu próbek u Tatiany Łysenko wykryto doping i Rosjanka straciła m.in. wywalczony w Londynie tytuł. Włodarczyk złoty krążek otrzymała w sobotni wieczór. Włodarczyk powiedziała:

Od pierwszej informacji, jaką otrzymałam w tej sprawie, minęło ponad trzy lata. W sierpniu ubiegłego roku powiadomiono mnie, w jakich okolicznościach mogłabym ten medal odebrać. Było kilka propozycji. Pięknie się to czasowo złożyło, że w kolejnym roku miała być gala 100-lecia PKOl. Stąd moja decyzja, że podczas tej uroczystości chcę przeżyć ten moment. Ceremonię medalową w Teatrze Wielkim na pewno będę długo pamiętała ze względu na okoliczności, a w szczególności na Mazurka Dąbrowskiego zaśpiewanego przez chór. Gdy stałam na scenie i go słuchałam, to miałam z wrażenia chwilowe zaniki pamięci. To było mega wzruszenie, mnóstwo emocji. Cieszę się, że po siedmiu latach ten złoty medal znalazł się w moich rękach. Wiadomo, to nie jest to samo co by było w 2012 roku na Stadionie Olimpijskim w Londynie, ale też czuję satysfakcję.

Dwukrotna mistrzyni olimpijska i czterokrotna mistrzyni świata z uwagi na lipcową operację kolana opuściła tegoroczny czempionat globu w Dausze. Obecnie wciąż przechodzi rehabilitację.

To codzienna, żmudna praca. Od trzech tygodni mam pływackie elementy treningu na górne partie mięśniowe, trening funkcjonalny. Zaczęłam wchodzić w rytm treningowy. Od razu też jest inne samopoczucie, bo przez trzy miesiące mój organizm bardzo dobrze się zregenerował. Nigdy wcześniej nie miałam takiej przerwy. Nabrałam chęci i motywacji do pracy. Mimo że wcześniej mi ich nie brakowało, to teraz powrót do pracy nastąpił ze zdwojoną siłą. Nie mogę się doczekać pierwszego zgrupowania. Zakładam klapki na oczy, koncentracja, trening, spanie, jedzenie i tak będzie do igrzysk w Tokio.