Sakiewicz o bajkach: Pociąg jest czymś, co porządkuje nasze życie. Premiera książki już w niedzielę!

Najbardziej bawiło mnie to, że niektórzy – jako że jestem dziennikarzem zajmującym się na co dzień polityką – doszukiwali się w tych bajkach głębokich podtekstów politycznych. A ich tam naprawdę nie było – mówi "Gazecie Polskiej Codziennie" Tomasz Sakiewicz, jej redaktor naczelny, a jednocześnie autor tomiku „Pociąg życia. Bajki dla Kostka i Mateuszka”. Książka będzie miała premierę w tę niedzielę podczas Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie. Zapraszamy na autorskie spotkanie z Tomaszem Sakiewiczem 27 października, od godz. 14 do godz. 16.00 na stoisku C2 (Wydawnictwo M) w Międzynarodowym Centrum Targowo-Kongresowym EXPO Kraków przy ul. Galicyjskiej 9. 

Choć co tydzień możemy czytać Twoje bajki w dodatku „Niecodzienna Gazeta Polska”, to jednak powszechnie jesteś kojarzony raczej jako publicysta zajmujący się poważnymi politycznymi tematami. Skąd więc bajki?

To była potrzeba chwili. Kilkanaście lat temu zacząłem pisać bajki dla swoich córek. Co parę dni dawałem im jedną bajkę. Okazało się, że uzbierało się ich kilkadziesiąt. Ktoś mnie namówił, żebym te bajki wydał. Zostały wydrukowane w niewielkim wówczas nakładzie. Rozeszły się w ciągu kilku dni. Nakład wznowiono, poprawiono i znów się szybko rozeszły. Różne media zaczęły je przedrukowywać, zapraszano mnie do radia, gdzie czytałem te bajki co tydzień, i było głośno wokół tego. Ale córki podrosły, przestałem pisać, bo już nie potrzebowały bajek. Do czasu, kiedy 8 lat temu pojawili się w moim życiu synowie bliźniacy. Doszedłem do wniosku, że byłoby nie fair, gdybym napisał dla córek, a nie napisał dla synów. Dlatego wróciłem do bajek. One się ukazywały co tydzień w „Niecodziennej”. Pierwszą część zgrupowałem i zrobiłem z tego dość pokaźny tomik.

Opatrzony pięknymi ilustracjami. Jak wyglądała współpraca z graficzką Darią Kubrak?

To najładniejsze ilustracje ze wszystkich publikacji, które do tej pory wyszły, a wydano ich kilka lub nawet kilkanaście w różnych formach. Ale z ilustratorką nie miałem bezpośredniego kontaktu. Wydawca mi ją polecił, twierdząc, że jest jedną z najlepszych na świecie graficzek od bajek, i u niej zamówił ilustracje. Muszę przyznać, że bajkę pisałem godzinę, dwie, trzy…, a rysunek powstawał kilka tygodni. Dlatego teksty długo czekały na skończenie grafiki. Dziś widzę, że było warto.

Jak wyglądała Twoja praca przy bajkach? Kiedy je spisywałeś, bo przecież bajki zwykle opowiada się w domowym zaciszu, wieczorem dzieciom do snu? 

One powstawały ad hoc. Wyobrażałem sobie sytuacje albo córkę, dla której pisałem, i tak bajka powstawała. Pamiętam, jak jechałem do Paryża w jakąś delegację. Zapytałem córek, co by chciały, żebym przywiózł. Jedna odpowiedziała, żebym przywiózł coś z Paryża, a druga – coś z Chin. Tak powstała bajka „Paryżanka z Chin”. W wypadku chłopców to była koncepcja całości, zamknięta w konwencji pociągu. Bajka jest wagonikiem podłączonym do większej całości. Choć one się ze sobą luźno łączą, to w każdej pojawia się pociąg. Dlaczego? Bo pociąg jest czymś, co porządkuje nasze życie. Jest gdzieś maszynista, lokomotywa, a mimo to pasażer ma poczucie swobody wyboru. Dobrze to opisuje sytuację człowieka i Stwórcy – jako Maszynisty, który steruje tym wszystkim. Maszynista daje nam poczucie swobody, ale widzi każdy wagon, każdy etap.

A kim jest rodzic w tym pociągu?

Rodzic jest tym, który ma opowiedzieć o roli Maszynisty – o roli Stwórcy. Bo skąd ma się dziecko dowiedzieć o wartościach, o Bogu? Właśnie od rodzica. To jest ta pierwsza osoba, która mu opowie, wyjaśni, przeprowadzi.

O czym są Twoje bajki?

O wszystkim. One pokazują, że wszystko jest możliwe. Zwykła sytuacja może się stać całkowicie niezwykłą. Zwykła skrzynia może się stać magiczną skrzynią, do której można wejść i z niej wyjść, zobaczyć inny świat. I tak jest dlatego, że udało się nam przekroczyć pewną granicę. Kiedy pisałem bajkę na 100-lecie odzyskania niepodległości, to walkę o niepodległość opakowałem w walkę z własnym strachem, z własną ułomnością. Walkę o niepodległość zaczyna się od samego siebie. Stąd etos rycerza podjęty w tej bajce, ale bez degradacji innych. Bo wszyscy inni są potrzebni, ale gdzieś musi być rycerz, który pokona siebie, własne słabości i poprowadzi ludzi. 

Dzieci są szczere. Kiedy im się podoba – chłoną jak gąbka, ale gdy się nie podoba, to się nudzą i odwracają bez kokieterii. Czy pisanie dla takich Czytelników jest dla Ciebie wyzwaniem? 

Dzieci w tej kwestii wcale nie są grzeczne i bardzo dobrze. Zawsze są jakieś obawy, ale miałem łatwiej, bo pisałem te bajki dla swoich chłopców. 

I co oni na to?

Byli zachwyceni. Może nie wszystkie bajki im się bardzo podobały, ale niektóre pamiętają, cytują i powtarzają. Gdy natomiast pisałem bajki dla córek, to się okazało, że podobają się nie tylko im i innym dzieciom, lecz także dorosłym. Najbardziej bawiło mnie to, że niektórzy – jako że jestem dziennikarzem zajmującym się na co dzień polityką – doszukiwali się w tych bajkach głębokich podtekstów politycznych. A ich tam naprawdę nie było. 

Co zatem niosą bajki?

Nawiążę tu do mojego ostatniego komentarza w tygodniku. Media nie kształtują postaw, nie zmieniają poglądów. Media mogą mobilizować, przekonywać wahających się, ale postawy kształtuje się w rodzinach, w małych środowiskach, i to na ogół w tym wieku, w którym się czyta bajki. Jeżeli chcemy tworzyć postawy ludzkie, chcemy mieć takie, a nie inne społeczeństwo, to musimy tych ludzi ukształtować we wczesnym dzieciństwie, dać im pewne wzorce. 

Jakie bajki kształtowały Ciebie? Które lubisz?

Długo bajki czytała mi babcia. Były różne, ale słabo je pamiętam. Sam natomiast najpierw przeczytałem „Trylogię”, a dopiero później bajki Andersena. Zaś pierwsze książki, które czytałem świadomie – gdzieś na przełomie pierwszej i drugiej klasy szkoły podstawowej – to były przygody Tomka Wilmowskiego, np. „Tomek w krainie kangurów”, pewnie mojemu pokoleniu dobrze znane. Bajki zacząłem odkrywać późno – w wieku 9–11 lat przeczytałem całego Andersena, kilka razy bajki braci Grimmów, później szukałem też innych. Jednak pierwsze książki, które przeczytałem, nie były wcale bajkami.

W niedzielę premiera książki „Pociąg życia. Bajki dla Kostka i Mateuszka”. Spotkasz się z Czytelnikami podczas Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie. Będą Ci też towarzyszyli synowie, którym zadedykowałeś tomik.

Będą razem ze mną podpisywali książkę, bo są to bajki dla Kostka i Mateuszka, choć główny tytuł to „Pociąg życia”. Dałem dwuznaczny tytuł, bo mówi o pociągu, ale też o chęci życia – tego, że życie jest wspaniałe, jest piękne, ma swoje barwy.


Zapraszamy na autorskie spotkanie z Tomaszem Sakiewiczem! Te odbędzie się w niedzielę 27 października, od godz. 14 do godz. 16.00 na stoisku C2 (Wydawnictwo M) w Międzynarodowym Centrum Targowo-Kongresowym EXPO Kraków przy ul. Galicyjskiej 9. 

Polecamy także e-book oraz audiobook w znakomitej interpretacji Marcina Kobierskiego i autora książki, który można nabyć m.in. w wirtualnej księgarni Legimi.

Książkę można nabyć również TUTAJ. 


OKIENKO

Janek nie znosił schodzić do piwnicy. Zawsze wydawała mu się mroczna i trochę przerażająca. Stare graty zawalające pomieszczenie stały na betonowej podłodze. Każdy mebel przypominał wydarzenia, które słabo pamiętał, niektórych nie pamiętał w ogóle. Pamiętali za to jego rodzice i dziadkowie. Jednak chłopiec zupełnie nie był ciekaw tych historii. Po prostu nie schodził do piwnicy i niczego tam nie chciał oglądać. 

Tak było aż do pewnej zimy. Napadało mnóstwo śniegu i Janek postanowił szybko wyjść na sanki. Tylko kto i gdzie schował sanki? Minął prawie rok od końca poprzedniej zimy i nikt nie pamiętał. Rodzice Janka byli w pracy i nie mogli mu pomóc. Babcia przypuszczała, że być może schowano je do piwnicy. Poradziła chłopcu, by tam poszukał. Uśmiechnęła się do niego, popijając gorącą herbatę z sokiem malinowym. 

– Idź, nie bój się – zachęcała.

Jankowi niezbyt się chciało schodzić na dół, ale co zrobić. Inaczej sanek nie znajdzie. 

Zszedł niepewnie po kamiennych schodach i otworzył ciężkie drewniane drzwi. W półmroku niewiele było widać. Od dawna zepsute światło nie chciało się zapalić. Wzrok Janka powoli przyzwyczajał się do ciemności. Wszędzie był kurz. Janek szedł, szukając sanek wśród starych mebli, dywanów, wiader, doniczek, łopat, zepsutych rowerów… Po chwili zauważył, że w końcu piwnicy majaczy niewielkie jasne światełko. To było okienko, przez które sączyła się odrobina światła. Chłopiec postanowił do niego dojść i je uchylić. Sądził, że wtedy będzie więcej widać. Dotarł tam, potykając się o kolejne meble, aż wreszcie znalazł się przy odpowiedniej ścianie. Okienko było trochę za wysoko. Wziął stare drewniane krzesło i na nim stanął. Mimo to musiał wspiąć się na palcach, zanim złapał klamkę. Szarpnął za nią raz i drugi, a wtedy okienko zaczęło się otwierać. Rzeczywiście: piwnicę zalało światło. Janek był przekonany, że z zewnątrz zawieje zimnem. Przecież na dworze był siarczysty mróz. Nic takiego się nie zdarzyło. Poczuł powiew ciepłego powietrza, jakby na zewnątrz panowała wiosna. Zapomniał o sankach i zainteresował się, co dzieje się za oknem. Był wysportowany, ale jednak kosztowało go sporo wysiłku, zanim wspiął się do okna. Szybkim ruchem wsadził głowę, potem prześlizgnął się cały i…

To było niesamowite… Podniósł głowę z ziemi i nie wierzył własnym oczom. Leżał na zielonej trawie, wśród pachnących kwiatów. Obok rosły pełne zielonych liści drzewa i krzewy. W krzakach coś się poruszyło. Wyszła z nich piękna sarenka. Podeszła do chłopca. Zupełnie się go nie bała. Pogłaskał ją. Chłopiec spędził w tym dziwnym ogrodzie kilka godzin. Wreszcie postanowił wrócić do domu. Wczołgał się z powrotem przez okienko. Rozejrzał się, ale piwnica już nie wydawała mu się taka straszna. Stare meble wesoło błyszczały politurą, dywany uspokajały purpurą i brązem, a solidne donice czekały na zasadzenie kwiatów. Chłopiec dojrzał wreszcie sanki i zabrał je ze sobą. Wyszedł po schodach i zobaczył babcię, która siedziała w tym samym miejscu, gdzie wcześniej. Piła herbatę.

– O, już jesteś? – powiedziała bardzo zdziwionym głosem. 
– Jak to już? – spytał. „Przecież nie było mnie kilka godzin” – pomyślał. 

Wtedy spojrzał na zegar w pokoju i zupełnie osłupiał. Według tego zegara nie minęło nawet pięć minut, jak wszedł do piwnicy. Ubrał się i poszedł jeździć na sankach. Po godzinie wrócił. Postanowił zanieść je z powrotem do piwnicy. Babcia znowu się zdziwiła. 

– Już nie boisz się tam schodzić? – zapytała. 
Chłopiec powiedział, że znalazł tam okienko i w piwnicy nie jest już ciemno. Babcia pogłaskała go po głowie i tajemniczo odpowiedziała:
– Nawet w najciemniejszej piwnicy zawsze jest jakieś okienko.   

Tomasz Sakiewicz
Z serii „Bajki dla Kostka  i Mateusza”


 

 

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

#„Pociąg życia. Bajki dla Kostka i Mateuszka” #Tomasz Sakiewicz #bajki

redakcja
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo