Ojciec Piotra Staruchowicza pisze do Michnika

  

Szanowny Adamie,

z przerażeniem odkryłem, że prawdopodobnie ktoś udaje dziennikarzy kierowanej przez Ciebie „Gazety Wyborczej”. Pracowałem w niej i obaj doskonale wiemy, że nie do pomyślenia jest, by dziennikarz Twojej gazety nie stosował elementarnych zasad tej profesji: rzetelności, staranności, udzielania głosu wszystkim stronom, niezniekształcania wypowiedzi, niepolegania na jednym źródle (np. policyjnym), niepisania pod tezę, niemieszania informacji z komentarzem, niewydawania wyroku przed orzeczeniem sądu (pamiętam, że uczulała na to Helena Łuczywo).

Co mnie zatem zaniepokoiło? No przecież, Adamie, bądźmy szczerzy, ot, chociażby – żaden dziennikarz „Gazety Wyborczej” nie nazwałby przecież mojego syna, gdy nie był jeszcze nawet oskarżonym, a jedynie podejrzanym w sprawie wynikającej z dziwnego sojuszu „Matołka” z „Koziołkiem”, bandytą (bandyta – przestępca dokonujący napadów z bronią w ręku, zabójstw innych ludzi – według „Słownika języka polskiego” na: http://slowniki.gazeta.pl). Nikt z nich nie użyłby określenia „herszt kiboli Legii” (herszt – przywódca bandy, szajki; źródło jak wyżej). Żaden nie napisałby o moim synu, że jest szefem bojówki (bojówka – oddział zbrojny organizacji konspiracyjnej; źródło j.w.). Czyli? Jak nic, ktoś się podszywa.

Pisałeś, Adamie, rok temu (oczywiście, w zupełnie innej sprawie, wiem): „Wzory były znane i sprawdzone – procesy stalinowskie. Oczywiście była to miniatura pierwowzoru – nie było przecież tortur, wyroków śmierci. Jednak filozofia władzy była niezmienna – nie wystarczała kara więzienia dla oskarżonych. Musieli oni przedtem być opluci, zohydzeni w oczach społeczeństwa, wykluczeni ze wspólnoty narodowej.” I oczywiście, obaj doskonale wiemy, że „GW” nigdy by się nie zniżyła do takich metod względem „kiboli” i „Starucha”.  

Wiemy też obaj doskonale, że „Gazeta” konsekwentnie broni praw człowieka – każdego człowieka – i heroicznie walczy z nadużyciami władzy – wszelkiej władzy. Dlatego głęboko wierzę, że już przeprowadziła – jak zawsze dogłębne – dziennikarskie śledztwo w sprawie pobicia mojego syna przez umundurowanych neoubeków podczas zatrzymania rok temu. I sprawdziła, czy przypadkiem w Polsce nie stosuje się do dziś ubeckiej metody „na kożuch” – na pewno dobrze pamiętasz, jak to komunistyczne media posłusznie powielały ubeckie „ustalenia” o rzekomej kradzieży kożucha przez znakomitą aktorkę i opozycjonistkę Halinę Mikołajską. I wyjaśniła, czy do dzisiaj w Polsce prokurator daje oskarżonemu wybór: nie przyznajesz się, to siedzisz dwa lata bez wyroku, przyznajesz się – natychmiast wychodzisz. I zajęła się – sygnalizowanym zresztą onegdaj przez Rzecznika Praw Obywatelskich – traktowaniem osadzonych w aresztach śledczych, np. czy rzeczywiście na Białołęce stosuje się karę bicia pałkami w pięty albo czy jeden z tamtejszych klawiszy wydaje rozkazy po niemiecku (takie tam zabawne Raus, Schneller itp.). Jestem spokojny, że to zrobiła. Tylko może ktoś się podszywa pod redaktorów i utrudnia publikację.

Szanowny Adamie, czy nie powinieneś przypadkiem zainteresować podszywaczami prokuratury?

Jak zawsze serdeczny –
Wojtek Staruchowicz

PS
Nie wysyłam tego listu bezpośrednio do Ciebie, Adamie, ani do „GW”, bo – wobec powyższego – nie mogę mieć przecież pewności, czy pod Twoje nazwisko i pod adres na Czerskiej też się ktoś nie podszywa.



Od redakcji: Wojciech Staruchowicz pracował w "Gazecie Wyborczej" w latach 1994/1999. Odszedł na własne życzenie.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Włosi mówią kategorycznie "nie"

zdjęcie ilustracyjne / / pixabay.com/geralt/creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/deed.pl

  

Statek niemieckiej organizacji pozarządowej Sea Watch 3 z 42 migrantami, których 12 czerwca uratowano na Morzu Śródziemnym, stoi naprzeciwko portu na wyspie Lampedusa w oczekiwaniu na zgodę na zawinięcie do niego. Władze Włoch wykluczają taką możliwość.

W środę wieczorem pływająca pod banderą Holandii jednostka, łamiąc zakaz wydany przez władze w Rzymie, wpłynęła na włoskie wody terytorialne i nie zatrzymała się mimo takiego rozkazu wydanego przez włoskie służby, których łodzie patrolowe podpłynęły do niej. Następnie, gdy statek zbliżył się do wyspy, na pokład weszli funkcjonariusze Gwardii Finansowej, by wylegitymować załogę.

W czternastym dniu na morzu oświetlony statek czeka na zgodę, by wpłynąć na Lampedusę. Jego kapitan, 31-letnia Carola Rackete z Niemiec oświadczyła wcześniej, że podjęła decyzję o tym, by płynąć w kierunku włoskiej wyspy, ponieważ migranci znajdujący się na pokładzie są "u kresu sił".

"Nie zejdą na ląd" - oświadczył szef MSW, wicepremier Matteo Salvini, który zapowiedział, że zaangażuje siły porządkowe, by nie dopuścić do zejścia migrantów w porcie. "To prowokacja i akt wrogości" - ocenił.

Włoskie porty od roku są zamknięte dla jednostek organizacji pozarządowych ratujących migrantów na morzu. Salvini zarzuca NGO, że są "wspólnikami przemytników" ludzi z Afryki.

Media informują, że sytuację wokół Sea Watch 3 omówił rząd Giuseppe Contego, który szuka rozwiązania kryzysu. Komisja Europejska jest zaś w kontakcie z krajami członkowskimi Unii oczekując od nich deklaracji przyjęcia 42 migrantów.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl