Poseł Platformy Obywatelskiej Sławomir Nitras dał się poznać w ostatniej kadencji sejmu z płomiennych wystąpień, które nie licowały z ogólnie przyjętymi standardami parlamentarnymi. Przemowy polityka PO często przypominały krzykliwe happeningi i wręcz obrażały niektórych posłów, budząc głęboki niesmak.

Nitras często mówił nie na temat, kłócił się z prowadzącymi obrady marszałkami, przekraczał czas swoich wystąpień, a także posuwał się do prowokacji. W trakcie jednego z popisów, polityk za wszelką cenę próbował "wręczyć" prezesowi Prawa i Sprawiedliwości dziecięce buciki.

Skutkiem takiej postawy polityka Platformy były nakładane na niego przez prezydium sejmu kary, polegające na pozbawianiu posła części uposażeń.

Nitras poczuł się jednak poszkodowany i złożył pozew, domagając się utraconych pieniędzy. Proces rozpoczyna się dzisiaj w warszawskim sądzie.

Poseł PO opiera uzasadnienie swojego roszczenia przepisami o zakazie dyskryminacji ze ze względu na płeć, pochodzenie, kolor skóry i poglądy polityczne.

- Mnie się nie daje składać wniosków formalnych, mnie się nie udziela głosu albo przerywa po 15 sekundach

- mówi Nitras, cytowany przez portal fakty.interia.pl

Polityk Platformy twierdzi, że jednym z przejawów dyskryminacji był rzekomo nałożony na niego zakaz uczestniczenia w delegacjach zagranicznych.

- Wielokrotnie napisane: "zatwierdzam z wyjątkiem Nitrasa, zatwierdzam z wyjątkiem Nitrasa". Czym to jest, jak nie dyskryminacją?

- mówi poseł.

Nitras domaga się ponad 60 tys. zł. Sąd oddalił wniosek Kancelarii Sejmu o niedopuszczenie wniosku cywilnego Sławomira Nitrasa.