Kto może liczyć na prezydenturę? Nowy sondaż pokazuje faworyta - przegrany daleko w tyle

Małgorzata Kidawa-Błońska/Andrzej Duda / Fot. Tomasz Hamrat/ Gazeta Polska/fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

  

Po kolejnych przegranych wyborach liderzy opozycji rozpaczliwie próbują wskrzesić choć iskrę nadziei wśród swoich zwolenników, zapowiadając wyrównaną walkę w zbliżającej się kampanii prezydenckiej. Na kandydatów którzy mieliby się zmierzyć z Andrzejem Dudą, typowani są Donald Tusk i "nowa" twarz Platformy - Małgorzata Kidawa-Błońska, która według szacunków opozycji ma większe szanse, by przekonać wyborców. Z opublikowanego dziś sondażu wynika jednak, że niedoszła premier jest daleko w tyle za urzędującym prezydentem.

Gdyby II tura wyborów prezydenckich odbywała się w niedzielę obecny prezydent Andrzej Duda otrzymałby 52,5 proc. głosów, zaś niedawna kandydatka Koalicji Obywatelskiej na premiera Małgorzata Kidawa-Błońska 38,4 proc. głosów - wynika z sondażu IBRiS dla Wirtualnej Polski.

Jak wykazał sondaż, 7,1 proc. ankietowanych nie potrafiło wskazać, na kogo oddałoby swój głos w drugiej turze wyborów prezydenckich, jeśli rywalizowaliby w niej Andrzej Duda z Małgorzatą Kidawą-Błońską.

"Gdyby brać pod uwagę jedynie osoby, które zadeklarowały udział w wyborach prezydenckich, wyniki byłyby prawie takie same. Zdecydowana większość, bo 53,5 proc., deklaruje, że zagłosowałaby na Andrzeja Dudę. Małgorzata Kidawa-Błońska mogłaby liczyć na 39,2 proc. głosów. 7,3 proc. ankietowanych odpowiedziało, że nie wie, na kogo by zagłosowało"

- napisał portal.

Z sondażu wynika ponadto, iż wśród kobiet głosy rozkładały się mniej więcej po równo - 49 proc. zadeklarowało poparcie dla Kidawy-Błońskiej, a 42 proc. dla Andrzeja Dudy. Z kolei wśród ankietowanych mężczyzn 60 proc. poparłoby Dudę, zaś 30 proc. Kidawę-Błońską.

Według portalu, najwięcej osób deklarujących poparcie dla Kidawy-Błońskiej to osoby między 25. a 29. rokiem życia. Zaś najmniej chętnie poparliby ją wyborcy w wieku 18-24 lat. Obecnego prezydenta najchętniej popierają wyborcy między 50. a 59. rokiem życia oraz osoby po siedemdziesiątce. Najmniejsze poparcie ma on natomiast wśród osób w wieku 25-29 lat.

"Wyborcy Andrzeja Dudy to najczęściej mieszkańcy wsi i dużych miast od 250 do 500 tys. mieszkańców. Małgorzatę Kidawę-Błońską popierają najczęściej mieszkańcy metropolii powyżej 500 tys. mieszkańców"

- napisała Wirtualna Polska.

IBRiS zapytał również respondentów, czy wzięliby udział w wyborach prezydenckich.

Na takie pytanie 47,9 proc. badanych odpowiedziało, że "zdecydowanie tak", a 9,7 proc. odpowiedziało, że "tak". Z kolei 24,8 proc. ankietowanych stwierdziło, że zdecydowanie nie zamierza brać udziału w wyborach, zaś 15,7 proc. raczej nie zamierza w nich brać udziału. Spośród badanych 2 proc. nie wie jeszcze, czy weźmie udział w głosowaniu.

Sondaż został przeprowadzony przez IBRiS dla Wirtualnej Polski na reprezentatywnej próbie 1100 osób w dniach 18-19 października. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap

Tagi

Wczytuję komentarze...


Szwedzi w końcu zrozumieli? „Grożą nam tysiące zgonów. Musimy się na to przygotować”

zdjęcie ilustracyjne, / pixabay.com/hl56

  

Premier Szwecji Stefan Lofven ostrzegł obywateli tego kraju, aby przygotowali się na tysiące zgonów w związku z pandemią koronawirusa. Wcześniej główni przedstawiciele szwedzkich władz odmawiali wprowadzenia obostrzeń i jedynie przekonywali obywateli do zmiany stylu życia.

Jakiś czas temu ponad 2300 ekspertów skrytykowało Szwecję za to, że nie potraktowała serio pandemii. Jednak gdy liczba ofiar śmiertelnych przekroczyła 400 oraz osiągnęła prawie 7 tysięcy potwierdzonych infekcji, ton władz się zmienił. Premier Szwecji powiedział by obywatele przygotowali się na tysiące zgonów, ponieważ kraj ten stoi w obliczu problemów spowodowanych pierwotnym zlekceważeniem zagrożenia.  

Stefan Löfven przyznał, że „będziemy mieć poważniej chorych ludzi wymagających intensywnej opieki”, ale odrzucił jednocześnie ostrą krytykę szwedzkiego podejścia. Wcześniej władze tego kraju wydały dobrowolne zalecenia, aby zachować dystans społeczny, jednocześnie jednak szkoły, bary i restauracje, ku zdumieniu krajów sąsiednich, które wymuszają ścisłe blokady, były otwarte. 

Tysiące lekarzy i naukowców, w tym szef fundacji Nobla, podpisało petycję wzywającą do ostrzejszych działań, podczas gdy jeden naukowiec wprost oskarżył Szwecję o grę w „rosyjską ruletkę ze szwedzką ludnością”.

[polecam:https://niezalezna.pl/319355-szwedzi-bez-optymizmu-w-kwestii-koronawirusa-szacuja-ze-zachoruje-1-procent-populacji-kraju]

Sceptycyzm co do postępowania szwedzkich władz pojawia się wśród jednoznacznych sygnałów, że ostre przepisy działają na korzyść europejskich sąsiadów, takich jak: Hiszpania, Włochy i Niemcy. Zamiast nakazać blokadę, Szwecja oznajmiła swoim obywatelom, że „każdy jest odpowiedzialny” za spowolnienie rozprzestrzeniania się epidemii. Spotkania do 500 osób początkowo były dozwolone, chociaż obecnie ograniczono je do 50.

Tylko najbardziej narażeni obywatele zostali zachęceni do samodzielnej izolacji w domu, podczas gdy wizyty w domach opieki zostały zakazane. Restauracje, bary i szkoły podstawowe nadal pozostają otwarte, a ulice Sztokholmu choć cichsze niż zwykle, dalekie są jednak od miasta duchów.

Tymczasem wspierana przez rząd Agencja Zdrowia Publicznego Szwecji twierdzi, że Szwedzi mają dość zdrowego rozsądku, by praktykować dystans społeczny z własnej woli, dodając, że takie ograniczenia powinny być wystarczająco lekkie, aby można je było utrzymać przez kilka miesięcy.

Jednak ton zmienił się, gdy liczba ofiar śmiertelnych w Szwecji przekroczyła 400, a liczba potwierdzonych infekcji wyniosła około 7 tysięcy. W ostatnim tygodniu liczba zakażeń wzrosła średnio o 447 dziennie, w porównaniu ze średnią 256 w poprzednim tygodniu. Liczby te są prawdopodobnie znacznie wyższe, ponieważ tylko pacjenci przyjęci do szpitala i personel medyczny są testowani na obecność wirusa.

W zeszłym tygodniu państwowy epidemiolog Anders Tegnell z krajowej agencji zdrowia publicznego powiedział, że chociaż w Szwecji od kilku tygodni obserwowano stosunkowo płaską krzywą, teraz zauważa się „dosyć stromy wzrost”. Premier Löfven ostrzegł, że chociaż pandemia Szwecji była wolniejsza niż we Włoszech i Hiszpanii, niekoniecznie musi oznaczać mniejszą liczbę zgonów. „Będziemy mieć poważniej chorych ludzi, którzy potrzebują intensywnej opieki” - powiedział. „Grożą nam tysiące zgonów. Musimy się na to przygotować” - dodał szwedzki premier.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: dailymail.co.uk, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts