„Teraz pod siekiery muszą iść niezliczone tysiące drzew”. Kto winien? Nietrudno się domyślić

Puszcza Białowieska / youtube.com/print screen/Lasy Państwowe

  

Zapewne wszyscy doskonale pamiętamy histeryczne zadymy tzw. ekologów, w związku z koniecznymi działaniami Lasów Państwowych, które miały chronić Puszczę Białowieską, a także przyległe do niej obszary leśne, przed inwazją kornika drukarza. Każdy temat, za pomocą którego można było uderzyć w rząd PiS był chętnie przez eko-terrorystów podejmowany. - Podlasie stanęło na krawędzi największej katastrofy lasów, może nawet w historii. Bo kiedyś nie było durnych ekologów - alarmuje zrozpaczona internautka, której kilkusetletni las będzie musiał być wycięty w związku z postępującą inwazją kornika drukarza.

To, że niektóre organizacje ekologiczne działają koniunkturalnie i często spełniają także oczekiwania sprzyjających im polityków i lobbystów, nie jest już chyba dla nikogo tajemnicą. Jak tłumaczył w sierpniu br. dziennikarz „Gazety Polskiej Codziennie” Jacek Liziniewicz, na przykładzie finansów np. Greenpeace widać, że organizacje ekologiczne czerpią coraz mniej korzyści z odpisów od podatków Polaków, a coraz więcej od osób prawnych.

- Tymi osobami prawnymi są przeważnie finanse z zagranicy – wskazał Liziniewicz, komentując obstrukcyjne działania ekologów w programie Doroty Kani „Koniec systemu”, na antenie Telewizji Republika.

Jednym z oficjalnych dogmatów tzw. ekologów jest konieczność zachowania naturalnych procesów biologicznych w puszczy, bez względu na możliwe konsekwencje.

Efektem tych działań, za czasu rządów koalicji PO-PSL (w 2012 roku), ale także zmian prawnych, ograniczających pozyskanie drewna i definicji starego lasu, jest coraz bardziej dramatyczna sytuacja - już nie tylko w samej puszczy – ale także w okalających ją lasach na Podlasiu.

Przed kilkoma dniami jedna z internautek zamieściła przejmujący wpis na portalu społecznościowym, w którym opisuje sytuację lasu, który znajduje się w rękach jej rodziny od ponad 600 lat.

- Cały kompleks został zaatakowany z niebywałą siłą przez kornika. Inwazja idzie od Białowieży i dotarła już do lasu w prostej linii oddalonego o 100 km. Wg. nadleśniczych, całe Podlasie stanęło na krawędzi największej katastrofy lasów, może nawet w historii. Bo kiedyś nie było durnych ekologów, a ludzie robili po prostu racjonalne cięcia sanitarne

- czytamy we wpisie. Zdaniem autorki, wszystko zaczęło się od zablokowania wycinki w Białowieży. 

- Teraz pod siekiery muszą iść niezliczone tysiące drzew w całym regionie. Ale co, eko-guru nie mówią o tym, prawda? A wy nie przewidzieliście, że kornik, gdy już zeżre Białowieżę, pójdzie dalej? Wasza zdolność przewidywania skutków nie sięga tak daleko? Płakać mi się chce. Już nie zobaczę mojego lasu

- pisze zdruzgotana kobieta.

- Płakaliście nad biednymi dziczkami odstrzelanymi z powodu ASF? To zacznijcie płakać nad tysiącami zwierząt - saren, dzików, zajęcy, lisów, ptactwa, płazów, owadów, które z dnia na dzień zostaną pozbawione leśnego domu. Wiele zginie w czasie migracji, część trafi do innych kompleksów leśnych, które przecież są już zasiedlone. Wiecie co się stanie, gdy gwałtownie wzrośnie tam populacja zwierząt? Część przestanie się rozmnażać, a część zginie z głodu. Czysta biologia. I nie jest to najprzyjemniejszy rodzaj śmierci. Co wtedy zrobicie? Przywieziecie 10 kg marchwi, aby zagłuszyć sumienie? Na przyszłość bądźcie łaskawi nie zabierać głosu w sprawach, o których nie macie zielonego pojęcia. Pilnujcie swojej sojowej latte

- kończy swój apel internautka.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, tysol.pl, facebook.com

Tagi

Wczytuję komentarze...

Pierwsza debata Johnson-Corbyn za nami. Bez większych zaskoczeń

/ Corbyn: By Rwendland - Own work, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=52767664; Johnson:By johnhemming - Flickr, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1612669

  

Brytyjski premier Boris Johnson i lider opozycji laburzystowskiej Jeremy Corbyn próbowali we wtorek wieczorem przekonać do siebie wyborców podczas pierwszej debaty telewizyjnej przed wyborami. Obaj uniknęli błędów, ale głównie powtarzali dobrze już znane argumenty i twierdzenia.

Pierwsza przedwyborcza debata, która odbyła się w prywatnej telewizji ITV, miała formułę odpowiedzi na pytania zadawane przez publiczność zgromadzoną w studiu. Pytania dotyczyły brexitu, przyszłości Zjednoczonego Królestwa, publicznego systemu opieki zdrowotnej NHS, zapowiadanych przez obu polityków wydatków budżetowych, ale także prawdy i uczciwości w polityce.

Podczas godzinnej debaty żaden z polityków nie powiedział niczego, czego by nie mówił już wcześniej. Johnson niemal przy każdym pytaniu wracał do tego, że dzięki wynegocjowanej przez jego rząd umowie można będzie zakończyć sprawę brexitu, a w konsekwencji zająć się sprawami, które są ważne dla ludzi.

Corbyn ponownie twierdził, że rząd gotowy jest sprywatyzować NHS oraz mówił o powiększającej się biedzie i przepaści między bogatymi a ubogimi. Obaj wręcz używali tych samych zwrotów i zdań, które wypowiadają od tygodni. Nie złożyli też żadnej obietnicy, o której nie mówiliby wcześniej.

Wprawdzie wracanie przez Johnsona do tego samego wątku oraz notoryczne przedłużanie wyznaczonego czasu odpowiedzi było trochę irytujące - także dla prowadzącej debatę, która kilkakrotnie go upominała - wydaje się, że szef rządu wypadł nieco lepiej od lidera opozycji. Celem Johnsona było pokazanie, iż Corbyn nie wie, czy chce wyjścia z Unii Europejskiej, czy pozostania w niej i to mu się udało.

Corbyn, kilkakrotnie zapytany, czy jeśli zgodnie z obietnicą wynegocjuje w ciągu trzech miesięcy nową umowę z UE i podda ją pod referendum, będzie głosował za nią, czy przeciw niej, nie odpowiedział w jasny sposób.

Poza tym szef rządu wygrywał mową ciała - był bardziej dynamiczny, mówił w sposób bardziej przekonujący. Corbyn w zasadzie wypadł lepiej tylko w jednej części debaty, ale za to ważnej dla wyborców - dotyczącej NHS. Przywołał wątek osobisty - swojej znajomej, która dzień wcześniej zmarła na raka piersi, czekając przez osiem godzin na przyjęcie w szpitalu, czego zapowiedź Johnsona dalszego zwiększenia wydatków na NHS nie mogła zniwelować.

Pomimo że Johnson wypadł nieco lepiej, trudno się spodziewać, by ta debata kogokolwiek przekonała, nie mówiąc już o tym, by miała stać się kluczowym momentem w kampanii. Żaden z polityków nie popełnił jakiegoś błędu, który mógłby kosztować utratę głosów, ale też żaden nie powiedział czegoś, czym mógłby przyciągnąć wyborców konkurenta. Co oczywiście nie przeszkodziło sztabom obu uczestników ogłosić, że to ich kandydat wygrał debatę.

Kolejna debata - tym razem organizowana przez publiczną stację BBC - odbędzie się już w najbliższy piątek. Będzie miała podobną formułę, ale szerszy skład, bo oprócz liderów Partii Konserwatywnej i Partii Pracy wezmą w niej udział także szefowa Liberalnych Demokratów Jo Swinson i szefowa Szkockiej Partii Narodowej Nicola Sturgeon.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl