To do boju! Zaczyna się kampania prezydencka. Opozycja ma mnóstwo kandydatów, czyli żadnego

Wola walki – ta cecha zawodnika najbardziej ceniona przez piłkarskich komentatorów, bezcenna jest też w polityce. Dla obozu niepodległościowego kampania wyborcza musi zacząć się w dzień po zwycięskich wyborach parlamentarnych. Wybory prezydenckie teoretycznie mogą być najtrudniejsze dla PiS, bo kandydat tej partii musi uzyskać ponad 50 proc. w ewentualnej drugiej turze. Ale nasze atuty to najnowsze znakomite notowania prezydenta Andrzeja Dudy i kompromitowanie się kolejnych „kandydatów na kandydatów” opozycji.

Krzysztof Sitkowski/KPRP

Wybory parlamentarne pokazały, że wymyślenie zarówno programu, jak i przekazu lepszego niż PiS przekracza możliwości opozycyjnych ugrupowań. Ale wybory prezydenckie mają swoją specyfikę. Są bowiem także rywalizacją osobowości kandydatów. A magikom od kampanii wyborczych łatwiej wymyślić jednego charyzmatycznego kandydata niż sukces całego ugrupowania.

Rzecz w tym, że tacy charyzmatyczni kandydaci znikąd mają szanse na sukces z reguły wtedy, gdy obywatele są niezadowoleni z tego, co dzieje się w ich państwie. To wówczas ktoś taki jak komik, aktor i producent filmowy Wołodymyr Zełenski na Ukrainie ma szanse odnieść sukces.

Według najnowszego sondażu prezydent Andrzej Duda jest politykiem, do którego Polacy mają największe zaufanie – deklaruje je 47,8 proc. z nich. Ale jeszcze ważniejsza jest inna informacja: prezydent jest jedynym politykiem, któremu więcej Polaków ufa, niż nie ufa. I jest to różnica znacząca: nieufność do niego deklaruje zaledwie 36,5 proc. badanych. To ma ogromne znaczenie na wypadek wspomnianej drugiej tury. Co ważne, Andrzej Duda nie osiągnął tego wyniku, odcinając się od własnego obozu politycznego, co próbował robić w 2017 r., gdy zawetował ważne dla PiS ustawy. Obecna popularność prezydenta pokazuje, że było to całkowicie zbędne, bo wizerunek odpowiedzialnej Głowy Państwa można zbudować zupełnie inaczej, choćby przez sukcesy na arenie międzynarodowej. Mówiąc wprost, prezydent nawiązujący bliskie kontakty z Donaldem Trumpem, twardo przeciwstawiający się polityce historycznej Rosji i lekceważeniu interesu Polski przez Niemcy, nie musi budować wizerunku samodzielnego polityka, demonstrując niezależność od Jarosława Kaczyńskiego.

Czy tak jak Duda pomógł wygrać PiS w 2015 r., tak obecne zwycięstwo tej partii pomoże prezydentowi? To wielce prawdopodobne. Ale automatyzm przełożenia się wyniku wyborów parlamentarnych na prezydenckie nie zawsze działa, na co zwraca uwagę politolog, prof. Rafał Chwedoruk, który wskazuje przykład słowacki. Oto w 2012 r. socjaldemokratyczna partia SMER Roberta Fico wygrała wybory parlamentarne, zdobywając aż 44,4 proc. głosów i większość mandatów w parlamencie. Tymczasem w 2014 r. w wyborach prezydenckich Fico przegrał w drugiej turze z kandydatem niezależnym, zdobywając 40,6 proc. głosów.

Jednak choć na SMER, podobnie jak na PiS, głosował elektorat z mniejszych miast i wsi, to analogia jest mocno niepełna. Okres pomiędzy wyborami był o wiele dłuższy niż u nas, SMER nie był tak zakorzeniony kulturowo jak odwołujący się do wartości konserwatywnych PiS. I wreszcie zupełnie inna jest w Polsce sytuacja polityczna.

Więcej w tygodniku "Gazeta Polska"

 

Źródło: Gazeta Polska

Piotr Lisiewicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo