Od 9 października tureccy żołnierze i ich syryjscy sojusznicy zajęli przygraniczną strefę długości 120 km na północy Syrii. Walki z milicją syryjskich Kurdów koncentrują się w mieście Ras al-Ajn.

Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka i sił kurdyjskich, bombardowania spowodowały zniszczenia w szpitalu w Ras al-Ajn. Obserwatorium twierdzi, że "personel medyczny został otoczony w budynku". 

Linie frontu zmieniają się szybko i ze stref walk ucieka ponad 160 tys. ludzi, w tym wielu już wcześniej zmuszonych do porzucenia domów w ciągu ośmiu lat wojny w Syrii. Ofensywa wywołała nowy kryzys uchodźczy. Od pomocy humanitarnej zależy los ok. 1,6 mln ludzi

- podaje agencja Associated Press.

Tymczasem Organizacja Lekarze bez Granic (MsF), która pomaga w strefach walk na całym świecie, informowała we wtorek, że postanowiła zawiesić większość swoich działań i ewakuować cały swój syryjski i międzynarodowy personel z północno-wschodniej Syrii. 

Kurdowie zwrócili się o ochronę do prezydenta Syrii Baszara el-Asada i władz Rosji. W ciągu ostatnich dwóch dni siły syryjskie i rosyjskie weszły do kilku miast i wsi, gdy USA wycofały z regionu resztę żołnierzy.