W wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" Fogiel przyznał, iż obawia się, że zdominowany przez opozycję Senat będzie starał się prowadzić działania blokujące rozwiązania Sejmu.

"Pamiętajmy, że koniec końców to Sejm przegłosowuje poprawki Senatu. Senat może się stać kolejnym frontem politycznej walki. Mamy nadzieję, że tak nie będzie i wezwania naszych oponentów do zgody i obniżenia temperatury sporu politycznego znajdą odzwierciedlenie w ich rzeczywistych działaniach"

- powiedział.

Pytany, czy PiS będzie próbować powiększyć swój klub, Fogiel zaznaczył, że każdy senator ma wolny mandat, nie jest związany instrukcjami. "Kluby będą się tworzyć po zaprzysiężeniu senatorów, nikogo na siłę nie będziemy przeciągać" - mówił.

"Zawsze działamy z otwartą przyłbicą i w sposób zgodny z prawem. Tak samo będzie tym razem. Jeżeli stanie u naszych drzwi senator wybrany z innej listy i powie, że chciałby pracować w klubie PiS, to nie ma powodu, by powiedzieć mu nie. Chyba że będzie to jeden z senatorów pseudoniezależnych, a de facto wspieranych przez opozycję, z zarzutami prokuratorskimi. Takim osobom dziękujemy"

- oświadczył.

Dopytywany, czy Stanisław Gawłowski mógłby stać się członkiem klubu senackiego PiS, odpowiedział:

- Nawet gdyby bardzo chciał, to, parafrazując Kochanowskiego, "droga zamknięta do nieba".

"Owszem, liczyliśmy na zwycięstwo w Senacie. Ale fakt, że trzymamy się pewnych zasad, sprawił, że tych dwóch senatorów nam zabrakło. Nie popieraliśmy na przykład Waldemara Bonkowskiego, gdyż były ku temu powody. Skoro za jego wypowiedzi, z którymi się nie zgadzamy, usunęliśmy go z klubu, to nie było takiej możliwości"

- podkreślił Fogiel.

W niedzielnych wyborach kandydaci popierani przez opozycję zdobyli większość (51) mandatów w Senacie. Prawo i Sprawiedliwość będzie miało w nadchodzącej kadencji parlamentarnej 48 senatorów, w Senacie zasiądzie też ponownie Lidia Staroń, która startowała z własnego komitetu, ale z poparciem PiS.

Kandydaci Koalicji Obywatelskiej zdobyli łącznie 43 mandaty w Senacie, kandydaci PSL - trzy mandaty, a kandydaci SLD - dwa. Trzy mandaty przypadły kandydatom niezależnym, kojarzonym jednak z opozycją.