Narodowi konserwatyści dostali jeszcze więcej głosów niż w 2015 r. Znacznie też zwiększyli dystans do największej partii opozycyjnej, Platformy Obywatelskiej i przez kolejne cztery lata mogą rządzić sami 

- podsumowuje "NZZ", dodając, że wobec rekordowej frekwencji sukces ten jest jeszcze ważniejszy.

Przypomina, że od czasu demokratycznego przełomu w Polsce żadna partia nie zdobyła tylu głosów.

Zwracając uwagę na słowa szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział, że jest jeszcze wiele do zrobienia, konserwatywny dziennik uznaje, że należy je zinterpretować jako groźbę.

Dalsze prezenty pieniężne dla ludności są prawie niemożliwe. Zwłaszcza, że sytuacja gospodarcza się pogarsza. Uwaga (rządu) skupi się zatem prawdopodobnie na dalszym naginaniu zasad demokratycznych. PiS podkreślał podczas kampanii wyborczej, że chce dokończyć reformę sądownictwa, która już doprowadziła do dramatycznego osłabienia praworządności. Ponadto od dawna planowano, pod pozorem "repolonizacji", wziąć na krótszą smycz niezależne media 

- alarmuje "NZZ".

Przyznaje przy tym, że PiS ma mandat społeczny do podejmowania tych działań.