Apel jest identyczny. Podzielam ten pogląd, że wybory są świętem demokracji. Powinniśmy wszysy pójść głosować, razem z rodzinami. Namawiajmy wszystkich, by w niedzielę udać się do lokali wyborczych. Zawsze mnie niepokoiło, że w wyborach, np. w 2015 roku frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego wyniosła poniżej 25 proc. Wiele Polaków nie wierzyło w sens wyborów. Dzisiaj wierzę, że wielu z nas weźmie udział w wyborach, mając na uwadzę to, że są to wybory najbardziej zasadnicze w ciągu ostatnich 30 lat. Wybieramy między dwoma zupełnie innymi modelami rozwoju polityki społecznej, podejścia do polityki międzynarodowej

- rozpoczął premier Morawiecki, odnosząc się do orędzia prezydenta Andrzeja Dudy, który apelował o wzięcie udziału w wyborach.

Odnosząc się do niezmobilizowanego elektoratu PiS premier wskazał, że „jest to niepokojące”. „Nasze programy społeczne są bardzo szerokie. Ich cechą charakterystyczną jest powszechność. One dotyczą każdego człowieka. Często są uważane za coś, co zostało wprowadzone przez Prawo i Sprawiedliwość. Niektórzy mogą myśleć, że będzie to kontynuowane. To my jednak jesteśmy jedyną gwarancją. Pokazujemy, że nasza polityka opiera się na wiarygodności. Dajemy gwarancję kontynuacji i rozwoju tych programów, m.in. 13. i 14. Emerytury, by ulżyć w niedoli emerytów i rencistów. Każdy głos jest ważny, każde sto głosów jest ważnych” – mówił premier.

Na pytanie, czy Koalicja Obywatelska, w przypadku objęcia władzy, podtrzyma wprowadzone przez Prawo i Sprawiedliwość programy, premier powiedział, że odnosi się do bardzo licznych wypowiedzi.

Mówią czasem, że będą kontynuowali nasze programy, kiedy indziej temu zaprzeczają. Raz mówią, że zawiążą koalicję, później znów się z tego wycofują. Mamy tu do czynienia z kakofonią, dysharmonię różnych głosów. To Koalicja Chaosu. My jesteśmy obozem politycznym, który jednoznacznie pokazuje, co chce zrobić. Idzie za nami wiarygodność

- mówił dalej.

Wystarczy popatrzeć na resort rolnictwa w Unii Europejskiej. Coś, co założyliśmy sobie trzy miesiące temu, dziś staje się faktem. Wiele osób stukało się głowę punktując nas, że tak ważne teka na pewno nie będzie w polskich rękach. Pokazaliśmy, czym jest skuteczność w praktyce

- ocenił.

Na pytanie o zapowiedzi polityków Koalicji Obywatelskiej o możliwej współpracy z Konfederacją odpowiedział, że „KO charakteryzuje się daleko posuniętą skrajnością poglądów w wielu sprawach”.

Wczoraj mamy głos taki, że KO chce iść razem z Konfederacją, dziś się od tego odżegnują. Jeden z byłych prezydentów najpierw popiera jedną partię, później drugą, jeszcze później trzecią, te partie nie chcą jego poparcia. To kompletny chaos. Mamy tu do czynienia z wielkim zamieszaniem, brakiem konsekwencji

- tłumaczył szef rządu.

"Walczymy dziś o każdy głos po to, by móc kontynuować nasz program. Jesteśmy zdecydowani, by wdrażać programy społeczne, rozwijać je w oparciu o fundament solidnej polityki finansowej, gospodarczej. Dziś gazety niemieckie piszą o polskim wzroście gospodarczym jako o „małym cudzie”. Tego nigdy nie było w ustach Niemców. Zwykle z pewnym lekceważeniem odnosili się do gospodarki polskiej, dziś mówią o niej z podziwem. Możemy być z tego dumni" - wskazał.

Od 12-18 miesięcy obserwujemy spowolnienie gospodarcze. W Niemczech jest techniczna recesja. W strefie euro wzrost gospodarczy jest cztery razy wolniejszy, w niektórych państwach nawet pięć razy wolniejszy, niż w Polsce. Pokazujemy, że potrafimy działać w trudnym roku 2016, kiedy odziedziczyliśmy w spadku wiele dziur z mafii VAT-owskich, które drenowały polskie budżet; w 2017 roku, który okazał się lepszy, w 2018 i 2019 – w okresie spowolnienia. Dajemy sobie radę w każdych okolicznościach

- mówił dalej.

Premier zapytany o „strach przed wstąpieniem Polski do strefy euro” odparł, że przed laty zajmował się tym zagadnieniem zarówno z naukowego, jak i praktycznego punktu widzenia. „Integrowanie się w ramach jednej waluty jest możliwe wtedy, nie niosąc za sobą daleko posuniętych ryzyk, gdy wzrost gospodarczy i struktura gospodarcza różnych krajów jest podobna, kiedy zarobki są podobne. Polacy nie zarabiają jeszcze tak, jak nasi zachodni sąsiedzi. Te cztery lata to był okres najszybszego wzrostu wynagrodzeń w historii ostatnich 30 lat”.

Gdy w połowie lat 90. wzrost gospodarczy sięgał 6,5, 7 proc., wzrost realnych płac nie był taki szybki jak za naszych rządów. Główny ekonomista Platformy Obywatelskiej pan Andrzej Rzońca dwa lata temu mówił, że deficyt budżetowy w roku 2018 wyniesie 100 miliardów. Okazało się, że wyniósł 10 miliardów – najniższy w historii ostatnich 30 lat

- ocenił.