Z lżej rannym żołnierzem rozmawiał w środę minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. Jak zapewnił szef MON na briefingu w Siemianowicach Śląskich, obaj ranni znajdują się w najlepszej tego typu placówce w Polsce i otoczeni są najlepszą możliwą opieką.

Pytany przez dziennikarzy o stan ich zdrowia dyrektor siemianowickiej oparzeniówki odpowiedział, że "jest to stan poważny, nawet ciężki". "Natomiast nie możemy udzielać szczegółowych informacji o stanie ich zdrowia. Mogę tylko zapewnić, że mamy wszystkie środki najlepsze, jakie tylko można mieć" - zaznaczył.

Dyrektor Nowak potwierdził, że w tym szpitalu znajduje się dwóch żołnierzy rannych po eksplozji w pobliżu Kuźni Raciborskiej: jeden z nich, w stanie cięższym, trafił tam po wstępnej diagnostyce w Górnośląskim Centrum Medycznym w Katowicach-Ochojcu; drugi został przewieziony ze szpitala wojewódzkiego w Rybniku.

Jeden jest w cięższym stanie, drugi w lżejszym – wymaga diagnostyki, zaczynamy proces leczenia. Żołnierz w cięższym stanie jest utrzymywany w stanie sedacji

- wskazał dyrektor Nowak.

Eksplozja nastąpiła w kompleksie leśnym między Kuźnią Raciborską a Rudą Kozielską, około kilometra od najbliższych dróg - ulic Pańskiej i Leśnej. Żołnierze mieli rozbroić niewybuchy znalezione trzy dni wcześniej i zabezpieczone do przyjazdu saperów. Prawdopodobnie były to pociski artyleryjskie z czasów II wojny światowej. Specjaliści mieli je unieszkodliwić.

Wskutek eksplozji na miejscu zginęło dwóch żołnierzy 29. patrolu rozminowania 6. Batalionu Powietrznodesantowego z Gliwic. Czterech zostało przewiezionych do szpitali. Dwaj z nich zostali poważnie ranni: obecnie jeden z nich przebywa w CLO, drugi w szpitalu św. Barbary w Sosnowcu. Jeden ze lżej rannych również jest leczony w Siemianowicach Śląskich, drugi opuścił już szpital w Rybniku o własnych siłach.