- Prezydent Ryszard Brejza oddał synowi część inowrocławskiego urzędu, żeby on mógł robić sobie kampanię i osiągać długoterminowe cele. W ramach tego było też niszczenie ludzi, takie bardzo zdecydowane i pełne nienawiści. Jego „człowiekiem od brudnej roboty” był pan Wojciech Sz., który np. często mówił o kimś, że „należy wyrwać chwasta” i to był jeden z łagodniejszych opisów. Stąd też mój strach i dlatego rozmawiamy anonimowo, bo nie ukrywam, że nie chciałabym któregoś pięknego dnia np. zostać potrącona na przejściu dla pieszych

- wyznała kobieta w rozmowie z tvp.info.

Była pracownica inowrocławskiego ratusza przyznaje, że decyzja o ujawnieniu procederu (tzw. afery fakturowej) służbom, którą podjęła 2,5 roku temu, była bardzo trudna.

- Nie rozmawiałam z nikim dotychczas na ten temat, dbając również o swoje bezpieczeństwo i obawiając się zemsty „rodziny” Brejzów, bo gdy mówimy o Brejzach, mówimy nie tylko o rodzinie mającej to samo nazwisko i ich rodzinie politycznej, ale mówimy o zorganizowanej grupie przestępczej, stworzonej i kierowanej przez posła Krzysztofa Brejzę, w której udział miał również jego ojciec

- powiedziała była współpracownica Brejzów.

- Celem było zbudowanie wizerunku Krzysztofa Brejzy i oczywiście Ryszarda Brejzy. Krzysztof Brejza miał ambicje zostać ministrem sprawiedliwości i żeby to zrobić, musiał pokonać konkurencję, wybić się wewnątrz partii oraz musiał się pozbyć konkurencji na zewnątrz

- opowiadała.

Kobieta przyznaje, że była bardzo bliskim współpracownikiem Ryszarda i Krzysztofa Brejzów, za co była sowicie wynagradzana.

- W pewnym momencie, już po powstaniu nowego wydziału, zaczęłam zauważać sygnały, które były dość niepokojące. Zaczęły się pojawiać dziwne pieniądze w ich przestrzeni. Zaczęły pojawiać się faktury, do których z czasem miałam dostęp i wydarzenia, które były w nich opisane kojarzyłam, bo funkcjonowałam w tym środowisku i wiedziałam, co jest robione, a co nie jest robione

- powiedziała była pracownica ratusza w Inowrocławiu, w rozmowie z tvp.info.

Wyznała również, że ze strachu przed zemstą rozważała wyprowadzenie się na drugi koniec kraju. I jak twierdzi, "nadal niszczeni są ludzie".

- Zastraszenie, niszczenie reputacji, to tylko część arsenału środków nadal stosowanych. Przykładem może być Beata Zarzycka. Przez wiele lat pracowała w urzędzie. Moim zdaniem treść jednych z zeznań opublikowanych przez portal tvp.info jednoznacznie wskazuje, że to właśnie Beata Zarzycka je składała. I co się dzieje? Dzień lub dwa dni po publikacji na łamach „Gazety Wyborczej” ukazuje się artykuł ją szkalujący

- zauważyła.