Prezydent Francji Emmanuel Macron wezwał młodych, by demonstrowali w Polsce przeciwko zmianom klimatycznym. „Prawda jest taka, że wszystko blokuje Polska. […] Niech młodzi ludzie protestujący w Europie pojadą manifestować do Polski i pomogą mi przekonać tych, których ja nie mogę” – powiedział. Niepokoi Pana takie stwierdzenie?

Jest niepokojące, ponieważ idzie dalej niż słowa Jac­ques’a Chiraca, który twierdził, że powinniśmy milczeć. To jest, nie waham się tego powiedzieć, francuska arogancja i tupet. Ingerowanie w taki sposób w sprawy wewnętrzne innego państwa nie tylko wykracza poza polityczne obyczaje, ale jest po prostu niedopuszczalne. Wzywanie do „dziecięcej krucjaty” przeciwko Polsce to absurd. Jeżeli mimo to młodzi ludzie rzeczywiście przyjadą do naszego kraju, to będziemy z nimi rozmawiać, i myślę, że ich przekonamy. Wrócą do Francji i być może zażądają wyjaśnień od swojego prezydenta.

To wszystko dzieje się w momencie, gdy coraz bardziej inwestujemy w ekologiczne źródła energii i dokonujemy energetycznej transformacji.

Co do meritum sprawy, to Macron odniósł się do stanowiska przedstawionego przez premiera Mateusza Morawieckiego na ostatnim posiedzeniu Rady Europejskiej. Nastąpiła tam próba narzucenia wszystkim członkom Unii nieokreślonego w szczegółach rozwiązania mówiącego, że do 2050 r. osiągniemy w UE zeroemisyjność. Czyli, innymi słowy, ilość wydzielanego na skutek działalności człowieka dwutlenku węgla będzie przynajmniej równa temu, co będzie pochłaniane. Premier Morawiecki zaproponował, aby odłożyć decyzję do momentu, aż zostanie wyliczone, w jaki sposób ten ciężar zostanie rozłożony na poszczególne kraje europejskie. Dyskusja toczy się, przygotowywane są wyliczenia i badania. Oczywiście problem wróci, ale oczywiste jest, że sytuacja w krajach europejskich jest różna. Inaczej wygląda w państwach skandynawskich niż np. na Malcie. Wiadomo, że Polska zajmuje miejsce szczególne, ponieważ duża część naszej energii pochodzi z węgla. Nie my jedyni w Europie produkujemy prąd z tego surowca. Niemcy mają z niego prawie 40 proc. energii, tylko że posiadają złoża węgla brunatnego albo węgiel importują. Okazuje się jednak, że dla Macrona to my stajemy się chłopcem do bicia. Nie pozwolimy na to, by nas tak traktowano. To przejaw pewnego rodzaju dziedzictwa umysłowego panującego wśród niektórych elit europejskich. Wywodzi się ono stąd, że do niedawna można było dyktować Polsce, co ma robić. Narzucać warunki sprzeczne z polskimi interesami. Ten czas skończył się definitywnie w 2015 r.

Czy da się w ogóle uzyskać poziom zeroemisyjności? Węgiel można zastąpić gazem ziemnym, ale przecież i metan jest gazem cieplarnianym.

Na jednostkę wyprodukowanej energii gaz wydziela mniejszą ilość dwutlenku węgla niż spalany węgiel, ale w dalszym ciągu stanowi źródło emisji gazów cieplarnianych.

Należy do nich sam metan. Jeśli ktoś chce walczyć ze zmianami klimatycznymi poprzez obniżkę emisji CO2, to gaz też jest dla niego przeszkodą. My w Polsce w naszej strategii energetycznej założyliśmy, że musimy uzyskać równowagę pomiędzy sposobami produkcji energii, które wydzielają dwutlenek węgla, i tymi, które są nieemisyjne.

Elektrownie węglowe zrównoważymy odnawialnymi źródłami energii. Według przyjętych założeń do roku 2040 zmniejszymy poziom emisji CO2 do normy przyjętej przez regulacje europejskie. Stanowi to podstawę naszego planu. Osiągnięcie zeroemisyjności to kolejny krok narzucany przez orędowników wyrugowania węgla z Unii.

To są środowiska i lobby polityczne kierujące się interesem wąskiego sektora gospodarki. Realizują interes tych, którzy rozwinęli produkcję części składowych do konstrukcji wiatraków i paneli fotowoltaicznych, a więc przeznaczyli bardzo duże pieniądze i teraz oczekują szybkiego zwrotu zainwestowanego kapitału. Energia z węgla stwarza konkurencję, którą próbuje się wyeliminować za pomocą ideologii klimatycznej i idących za nią ograniczeń prawnych. Jednocześnie widać, że Unia traci konkurencyjność w stosunku do reszty świata. Gałęzie przemysłu wiążące się z emisją CO2 stają się nieopłacalne i zaczynają przenosić się w inne rejony świata. W skali globalnej dochodzi jedynie do przesunięcia emisji CO2 poza UE.

Kilka miesięcy temu mieliśmy kryzys na rynku ropy. Zanieczyszczona ropa z Rosji dostała się do polskich instalacji. Poradziliśmy sobie. Czy Rosjanie poniosą za to konsekwencje?

Kryzys polegał na zanieczyszczeniu żrącymi chemikaliami ropy naftowej przesyłanej z Rosji do polskich i niemieckich rafinerii, co groziło zniszczeniem instalacji. Spółka PERN, którą nadzoruję z ramienia skarbu państwa, musiała zatrzymać na naszej granicy dostawy ropociągiem z Białorusi. Poradziliśmy sobie przede wszystkim dzięki temu, że posiadamy możliwość sprowadzenia ropy przez Naftoport w Gdańsku. To okno na świat pozwalające dostarczyć surowiec do polskich rafinerii, ale również do dwóch rafinerii w Niemczech. Częściowo uruchomiliśmy rezerwy. W każdym razie ani na moment nie została wstrzymana produkcja paliw. Niestety, skutki tego zdarzenia ciągle trwają.

Na terenie Polski w PERN są zbiorniki, w których wciąż znajduje się ta zanieczyszczona ropa. Pozbycie się jej wymaga długiego czasu. Jedyną metodą jest rozcieńczanie.

Sytuacja potwierdziła słuszność decyzji podjętych przez rząd ponad rok temu, dotyczących rozbudowy magazynów ropy w Polsce oraz budowy drugiego ropociągu łączącego Płock z Naftoportem. Teraz mamy jedną nitkę, co z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa nie jest stanem pożądanym. Inwestycja rozpocznie się lada dzień, a zakończy się w 2023 r. Pozwoli na szybsze różnicowanie dostawców dostaw ropy.

Rozmawiamy faktycznie o niepodległości i suwerenności naszego państwa. Od realizacji tych wszystkich projektów zależy, czy Polska uniezależni się w pełni od Rosji. Mam wrażenie, że to główna stawka zbliżających się wyborów. Historia pokazywała, że dzisiejsza opozycja w przeszłości torpedowała taką wizję polityki energetycznej. Jakie jest zagrożenie, że w wypadku ich zwycięstwa wszystko zostanie sparaliżowane?

Przedłużenie mandatu do sprawowania rządów dla obozu niepodległościowego prowadzonego przez Prawo i Sprawiedliwość jest ważne dla utrwalenia kierunku obranego w ciągu ostatniej kadencji. Ja proszę wyborców o danie mi szansy ukończenia już realizowanych przeze mnie projektów, to znaczy – przede wszystkim – Baltic Pipe i rozbudowy gazoportu w Świnoujściu. Do października 2022 r. stworzę możliwość pełnego uniezależnienia się od rosyjskiego monopolu w dostawach gazu. Polska uzyska w tym zakresie wolność. Bezpieczeństwo energetyczne stanowi niezbywalny warunek niepodległości. Odcięcie od dostaw energii spowodowałoby, że armia by nas nie obroniła, gospodarka stanęłaby, a w domowych kontaktach zabrakłoby prądu. W konsekwencji rząd utraciłby możliwość podejmowania decyzji, a państwo padłoby łupem tych, którzy wygrali konkurencję o dostęp do surowców i energii. Warto wyobrazić sobie taki scenariusz. Wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego – wspieranie koniecznych inwestycji, takich jak nowe gazociągi, ropociągi, linie energetyczne, nowoczesne elektrownie węglowe, wiatrowe i atomowe czy tak potrzebne nowego typu magazyny energii – jest tak samo ważne jak modernizacja armii i budowa innowacyjnego przemysłu. Budowa i rozbudowa połączeń kolejowych i dróg nie będzie miała sensu, jeśli państwo nie będzie miało stałego i bezpiecznego dostępu do energii elektrycznej, paliw i gazu.

Ale to nie tylko kwestia bezpieczeństwa energetycznego.

Wynik wyborów okazuje się ważny także dlatego, że ciągłość działania w sprawach bezpieczeństwa państwa jest bardzo istotna. Jest oczywiście ważna również w innych przypadkach. Słyszymy od polityków opozycji, że są gotowi odwrócić nasze decyzje w sferze socjalnej. Rząd Prawa i Sprawiedliwości i w tej dziedzinie gwarantuje kontynuację.

Od czterech lat w praktyce realizujemy wizję Polski zmieniającej się z każdym dniem, tygodniem, miesiącem i rokiem na coraz lepsze miejsce do pracy, do życia i do mieszkania. Ważne jest także, że odwróciliśmy trend lekceważenia polskiej historii, tradycji i patriotyzmu. Przywracamy wiarę w polskość i siłę polskiego narodu. Nie do przyjęcia jest sytuacja, gdy Polacy zaczynają mówić o swoim rządzie „oni”. Tak było w PRL i tak zaczęło się dziać pod rządami Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Rząd Prawa i Sprawiedliwości jest z Polakami i z narodem.

Całość wywiadu w weekendowym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"