Tomasz Sakiewicz i Róża Thun w rozmowie z Niezalezna.pl. Czego spodziewają się po wyroku sądu?

Za nami rozprawa w procesie, jaki europoseł Róża Thun wytoczyła redaktorowi naczelnemu "Gazety Polskiej" Tomaszowi Sakiewiczowi. Po rozprawie nasza reporterka Lidia Lemaniak rozmawiała z obiema stronami sporu. Jak komentują dzisiejsze wydarzenia i czego spodziewają się po wyroku, który zapadnie 17 października?

Zdjęcie ilustracyjne
niezalezna.pl

Europoseł Platformy Obywatelskiej Róża Thun wytoczyła proces redaktorowi naczelnemu "Gazety Polskiej" Tomaszowi Sakiewiczowi. W dyskusji, jaka odbyła się w studiu Telewizji Polskiej w 2017 roku Sakiewicz zwrócił się do Róży Thun następującymi słowami: "To, co państwo wyprawiają, to jest przykład kompleksów ludzi, którzy są wyzbyci jakiegokolwiek interesu narodowego. Pani się nie czuje w tej chwili Polką, pani się czuje reprezentantką Niemiec". Obrażona Thun wyszła wówczas ze studia.

Dziś w warszawskim sądzie odbyła się rozprawa w procesie Thun i Sakiewicza. Obie strony miały swoje argumenty, które wysłuchane zostały przez sąd. Zdecydował on, że wyrok ogłoszony zostanie za dwa tygodnie - 17 października o godzinie 8.45.

Po rozprawie nasza reporterka zapytała Różę Thun, czego się spodziewa po wyroku sądu.

"Czego mam się spodziewać? No, sąd orzeknie"

- odpowiedziała europarlamentarzystka.

Na pytanie, czy uważa, że jej powództwo jest zasadne, ucięła rozmowę:

"Słyszała Pani wszystko. Nawet na zakończenie się bardzo jasno wypowiedziałam"

- dodała, odchodząc.

Natomiast Tomasz Sakiewicz przyznał, że słowa, jakie Róża Thun, kierowała wobec mediów prawicowych, były obraźliwe nie tylko dla niego i innych dziennikarzy, ale również czytelników.

"W tej sprawie były dwa istotne elementy. Zakres wolności słowa - czy polityk może wyznaczać zakres wolności słowa dziennikarzowi? Ja uważam, że dziennikarz ma prawo każdą deklarację polityka oceniać. A przynależność do wspólnoty narodów jest deklaratywna w polskiej tradycji. Ona nie wynika z prawa, nie wynika z genów, wynika z chęci bycia. Można być Żydem, Niemcem, Ukraińcem i należeć do narodu polskiego, ale można być też Polakiem i do tej wspólnoty nie należeć. A dziennikarz ma prawo oceniać tę deklarację, ona jest ocenna, czy to co robi czyni kogoś tej wspólnoty czy nie. I druga rzecz - na ile politykowi wolno używać języka, którą obraża? Ja mam grubą skórę, ale te słowa były skierowane również wobec czytelników, wobec widzów, wobec moich dziennikarzy. Nazwanie mnie wrednym, podłym kłamcą, to znaczy, że jeżeli ktoś kupuje moje media, to uczestniczy w czymś wrednym lub podłym. Używanie wobec mediów słów "plugawy język" to znaczy, że czytelnicy uczestniczą w plugastwie. Nikt się na to nie może zgodzić"

 - powiedział nam redaktor naczelny "Gazety Polskiej".

 

Źródło: niezalezna.pl

#Róża Thun #Tomasz Sakiewicz

redakcja
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo