PiS ma najwyższy odsetek wyborców, którzy czują się kampanią zachęceni do głosowania (67 proc.)

- informuje dzisiejsza "Rzeczpospolita".

Prawo i Sprawiedliwość opublikowało dziś kolejny spot wyborczy - "Nie śpimy, idziemy na wybory". Jest to spot, w którym porównuje się możliwe efekty rządów PiS oraz Koalicji Obywatelskiej. Jest też element zachęcający do pójścia na wybory. Czyżby była to reakcja na doniesienia prasowe?

Skontaktowaliśmy się z politologiem z Uniwersytetu Warszawskiego, by zapytać czy spot wpłynie na mobilizację elektoratu i frekwencję wyborczą.

"Sam spot myślę, że nie, ale jest kilka czynników, które mogą wpłynąć na frekwencję. Spot jest jednym z tych czynników, które mogą zmobilizować tych, którzy by się bali rządów Platformy Obywatelskiej. Jest to też spot porównawczy, nie tylko profrekwencyjny. Porównuje dwa różne rządy i zazwyczaj takie spoty są po prostu takimi ciekawostkami w kampanii wyborczej"

- mówi dr Bartłomiej Biskup w rozmowie z Niezalezna.pl.

Politolog zauważa również, że wszystkie ugrupowania prowadzą bardzo intensywną kampanię, która ma na celu zwiększenie frekwencji w wyborach zaplanowanych na 13 października.

"Ten spot też o tym świadczy. Akurat w tych wyborach jest tak, że wszyscy mobilizują swoje elektoraty. Dlatego to inna kampania, niż niektóre poprzednie, bo przecież w niektórych kampaniach mieliśmy wręcz osłabianie, a tu mobilizacja wyborców. Politycy starają się ze wszystkich stron sceny politycznej, żeby ta frekwencja była duża"

- podsumowuje.