Hiszpania ogranicza prawo do azylu

Zdjęcie ilustracyjne / By Zdjęcie to zostało zrobione przez użytkownika Radosław Drożdżewski (Zwiadowca21) - Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=43196962

  

Masowo napływający do Hiszpanii imigranci rzadko otrzymują od władz tego kraju azyl polityczny - wynika z danych MSW w Madrycie, opublikowanych dzisiaj przez miejscowe media. Szacuje się, że w 2018 roku prawo to nabyło zaledwie 24 proc. wnioskujących.

Ze statystyk resortu spraw wewnętrznych wynika, że władze Hiszpanii przyznały azyl polityczny niespełna 2,9 tys. migrantów, czyli 24 proc. wszystkich wnioskujących. Większość z nich stanowili przybysze z Afryki Północnej.

Według hiszpańskich mediów rząd Pedra Sancheza, u władzy od czerwca 2018 roku, nie spełnił złożonych obietnic.

Przypominają, że choć w swych pierwszych tygodniach socjalistyczny gabinet zapowiadał prowadzenie „polityki otwartych ramion” w sprawie imigrantów, to nie zmienił restrykcyjnych zasad przyznawania azylu politycznego, a liczba deportacji wzrosła.

„Odrzucanie próśb imigrantów o azyl stało się powszechne w Hiszpanii, kraju, gdzie pozytywnie rozpatrywana jest zaledwie jedna czwarta wniosków. Kwestia ta stanowi duży dylemat dla premiera Sancheza” - napisał w sobotę „El Pais”.

Madrycki dziennik, według którego w 2019 roku liczba zatwierdzonych wniosków o azyl będzie równie niska, co rok wcześniej, ujawnił, że wnioski azylowe są odrzucane nawet w przypadku afrykańskich pasażerów statku Aquarius, którego przyjęcia w czerwcu 2018 roku odmówiły Włochy i Malta. Zgoda na otwarcie hiszpańskiego portu dla tej jednostki, na której znajdowało się ponad 600 nielegalnych imigrantów, była jedną z pierwszych decyzji premiera Sancheza.

Zgodnie z obowiązującym w Hiszpanii prawem po 15 dniach od odrzucenia wniosku o azyl imigrant traci prawo do wsparcia finansowego przy wynajmie mieszkania oraz do bezpłatnych kursów zawodowych.

Jeśli zaś przebywa w kraju przez ponad trzy lata bez uregulowanej sytuacji prawnej, może zostać deportowany.

Z szacunków biura rzecznika praw obywatelskich w Madrycie wynika, że w 2018 roku władze Hiszpanii wydaliły ze swojego terytorium ponad 11,3 tys. cudzoziemców, czyli najwięcej od 2013 roku. W porównaniu z 2017 rokiem liczba deportowanych zwiększyła się o 22 proc.

Wśród deportowanych przez Hiszpanię w 2018 roku dominowali obywatele państw afrykańskich, szczególnie Maroka, Algierii oraz Senegalu. Głównym powodem była ich nieuregulowana sytuacja prawna.

W 2018 roku do Hiszpanii przypłynęła rekordowa liczba 56,1 tys. nielegalnych imigrantów. Dodatkowe 8,2 tys. przybyszów dotarło do tego kraju lądem z Maroka do Ceuty i Melilli, hiszpańskich enklaw w Afryce Północnej.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap

Tagi

Wczytuję komentarze...


Woś Młodzi powinni z dużą pokorą podchodzić do koronawirusa

/ Krzemin28 / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)

  

- Młodzi powinni z dużą pokorą podchodzić do tego wirusa. To nie jest zwykła grypa i każdy organizm reaguje inaczej - podkreśla w rozmowie z sobotnim "Plus Minus" minister środowiska Michał Woś, który zachorował na koronawirusa.

Minister środowiska w wywiadzie dla "Plus Minus", dodatku weekendowym dla "Rzeczpospolitej", opowiedział o swoim i jego rodziny doświadczeniu z tą chorobą. Zachorowała także jego żona i córka. "Pierwsze objawy łagodnego kaszlu miałem w piątek, 13 marca. Od rana w sobotę kaszel zaczął narastać i wtedy też dowiedziałem się, że leśnik, z którym miałem spotkanie, poszedł na test do szpitala zakaźnego" - powiedział minister dziennikowi.

Jak mówił, był przekonany, że to zwykłe przeziębienie do momentu, gdy dowiedział się o leśniku. "Pomyślałem, że to pewnie coś sezonowego i nic poważnego. Tydzień wcześniej moja żona i córeczka – jak wtedy myślałem – były przeziębione. Byłem przekonany, że przejąłem coś od nich, ale z biegiem czasu niepewność zaczęła narastać. To był już moment, gdy dużo mówiliśmy o koronawirusie, a osoba, z którą miałem kontakt, właśnie przechodziła test. O jego pozytywnych wynikach dowiedziałem się w niedzielę, gdy miałem już gorączkę" - opowiedział.

Pytany jak dokładnie doszło do zakażenia, powiedział, że to było trzyosobowe spotkanie w ministerstwie. "Chorował leśnik, zachorowałem ja, a trzecia osoba jest zdrowa. Z przenoszeniem wirusa może być różnie. W czasie, gdy nie wiedziałem, że jestem zakażony, brałem udział w kilku spotkaniach. W tryb zdalnej pracy urząd przeszedł ok. 11–12 marca. Wcześniej byłem w Raciborzu na konferencji z samorządowcami, a w Katowicach spotkałem się z zarządem województwa. Szczęśliwie nikt nie został zakażony. Wtedy też pół niedzieli i noc spędziłem u moich rodziców – oni też już przeszli kwarantannę bez żadnych objawów. Z drugiej strony miałem dłuższe spotkanie w dziesięć osób, z którego tylko jedna wyszła bez wirusa" - opowiedział.

"Wszyscy przechodzą chorobę w miarę łagodnie. Większość z nich to młode osoby, których organizmy poradziły sobie z wirusem, ale nie można bagatelizować zagrożenia. Koronawirus zabija niezależnie od wieku"

- podkreślił.

Woś odniósł się także do sugestie, że mógł zarazić pracownika Ministerstwa Sprawiedliwości, który zmarł na skutek koronawirusa. "Głębokie wyrazy współczucia dla rodziny. Nie znałem tego kierowcy. Ministerstwo poinformowało, że od około miesiąca przebywał poza ministerstwem. Jego przypadek niestety pokazuje, że mamy do czynienia z poważną sytuacją" - mówił.

"Młodzi powinni z dużą pokorą podchodzić do tego wirusa. To nie jest zwykła grypa i każdy organizm reaguje inaczej. Te apele, które słyszymy, to nie jest jakiś pic na wodę. Dziś zostając w domu na kanapie czy spędzając czas przed tabletem, ratujemy komuś życie"

- zauważył.

Woś zastrzegł, że nie chce być "koronacelebrytą". "I tak uważam, że za dużo mówię o własnych przejściach, kiedy ludzie walczą o życie. Ale sądzę, iż właśnie dlatego, że wiem, z czym mamy do czynienia, powinienem mówić, może kogoś, kto chorował na Covid-19, ludzie bardziej posłuchają: ten wirus zabija" - wskazał.

"Podchodźmy poważnie do tych trudnych restrykcji, de facto państwowej kwarantanny. Dlatego ciężko też mówić o własnych przeżyciach, o strachu. Starałem się być dobrej myśli przez cały czas, ale tak, pojawiły się obawy – zwłaszcza o najbliższą rodzinę. Cieszę się, że z żoną i córką wszystko ok, że dziecko pod sercem jest zdrowe. Dalej dużo myślę o rodzinie: rodzicach, teściach. O znajomych. Dlatego tym bardziej takie działania państwa są konieczne. Jako społeczeństwo musimy zachować tę dyscyplinę, de facto umartwienie w Wielkim Poście. Zobaczymy, jak się sytuacja się rozwinie koło Wielkanocy"

- powiedział minister.

Dodał, że "córka wyzdrowiała najszybciej z nas wszystkich", a jego i żonę lekarze uznają za ozdrowieńców. "Objawy już ustąpiły. Czekamy, aż lekarze uznają nas za ozdrowieńców. Mam nadzieję, że nie mamy żadnych poważnych powikłań, chociaż wirus jest nowy, a doniesienia ze świata są różne. Jesteśmy dobrej myśli" - podkreślił.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Rzeczpospolita, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts