Sara i Artur Borucowie w maju po raz kolejny zostali rodzicami. Noah - ich syn - już od pierwszych minut swojego życia stał się gwiazdą profilu instagramowego swojej mamy.

Wydawać by się mogło, że życie celebrytki usłane jest różami. Nic bardziej mylnego! O swoim dramacie poinformowała sama Boruc. Sara w towarzystwie siostry wybrała się do jednej z poznańskich restauracji - "Papavero". Ani jedna, ani druga nie zauważyły jednak informacji zawieszonej na drzwiach wejściowych, że do restauracji nie są wpuszczane dzieci do 6 roku życia.

Decyzję o takim zakazie władze "Papavero" podjęły jakiś czas temu, o czym poinformowano w oficjalnym oświadczeniu. Restauracja poszła w ślad innego poznańskiego lokalu, który po tym, jak rodzina z małymi dziećmi zniszczyła ich meble, wprowadził identyczny zakaz.

Sara Boruc została więc poinformowana przez pracownika restauracji, że będzie musiała opuścić lokal. Gwiazda natychmiast poinformowała o wszystkim swoich fanów.

Słuchajcie, jakie jaja. Poszliśmy do restauracji Papavero w Poznaniu. Siostra pomogła mi wnieść wózek. Podchodzi do nas pan i pyta, czy przeczytałyśmy karteczkę przyklejoną na drzwiach. Odwracamy się i patrzymy, a tam wielki znak, przekreślony wózek. Zakaz wprowadzania dzieci do lat sześciu

- relacjonowała wyraźnie poruszona na InstaStories.

Nie omieszkała również zaznaczyć, że gościła w wielu restauracjach na całym świecie, i nigdzie nie spotkała się z podobnym zakazem.

Przysięgam wam, pierwszy raz spotykam się z czymś takim, a byłam w różnych knajpach na całym świecie. Także bardzo się muszą cenić, bardzo im musi iść biznes, skoro sobie na coś takiego pozwalają. Słabe na maksa, już nigdy tam nie pójdę

- skwitowała celebrytka zmuszona do szukania innego lokalu.

Następnym razem, gdy Sara Boruc zechce zjeść w Poznaniu lunch, może lepiej dobierze sobie lokal. W tym mieście bowiem nie brakuje lokali, które przystosowane są do potrzeb rodzin z małymi dziećmi.