Polscy sędziowie zadawali unijnemu trybunałowi pytania prejudycjalne. Jedno z pytań prejudycjalnych zadał sędzia Igor Tuleya z Sądu Okręgowego w Warszawie. W odniesieniu do sprawy karnej przesłał on do unijnego Trybunału Sprawiedliwości pytanie dotyczące postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów oraz wpływu polityków na ich przebieg.

W odpowiedzi rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej przedstawił opinię w sprawie pytań prejudycjalnych polskich sądów, dotyczących systemu dyscyplinarnego dla sędziów. Zdaniem rzecznika pytania te są niedopuszczalne.

"Wnioski o wydanie orzeczenia w trybie prejudycjalnym, dotyczące krajowych przepisów wprowadzających nowy model postępowania dyscyplinarnego wobec sędziów w Polsce, są niedopuszczalne. Na podstawie informacji przedstawionych w postanowieniach odsyłających można stwierdzić, że sądy odsyłające żywią jedynie subiektywne obawy, które nie urzeczywistniły się w postaci wszczęcia postępowań dyscyplinarnych i pozostają hipotetyczne"

- ocenił rzecznik.

Dziś tę kwestię poruszono w programie "Minęła 20" na antenie TVP Info.

"Problem jest dość złożony. Dla mnie najistotniejszym zawsze było, jest i będzie to, jakie poczucie i przekonanie ma obywatel stając przed sądem. Wychodząc na salę rozpraw, podejmując się rozstrzygania spraw, sędzia nie powinien myśleć o tym, co jemu się może przydarzyć. Podejmuję decyzję zgodnie z prawem, sumieniem, wedle zasad, które mi wpojono. Obywatel nie może nigdy myśleć o to, czy ten sędzia ma lęki, obawy czy kogokolwiek się boi"

- mówiła Barbara Piwnik w rozmowie z redaktorem Michałem Rachoniem.

"Sędzia nie może zabierać lęków ze sobą, kiedy orzeka"

- dodała.

Drugim gościem w studio był Adrian Stankowski - publicysta "Gazety Polskiej", z wykształcenia prawnik. Jak on ocenia postawę polskich sędziów, którzy składali pytania prejudycjalne? Padł przykład pytania sędziego Igora Tulei.

"Obywatele przed sądem mają prawo do rozpatrzenia tej sprawy bez względnej zwłoki. Jeżeli pan sędzia Tuleya czuje w sobie ten temperament polityczny, to niech zrobi, to co ja. Jestem byłym prawnikiem, obecnie publicystą, bo łączenie tych dwóch funkcji jest niemożliwe. W jego pytaniu brak argumentacji prawniczej, za to jest argumentacja polityczna, której używać mu nie wypada. To publicystyka polityczna, w dodatku nieprawdziwa, bo tam się roi od stwierdzeń nieprawdziwych"

- podkreślił.

"To jest przykład używania procedur prawnych, jako pretekstu do politycznego rokoszu. Sędziemu nie wolno zajmować się polityką. Zadanie pytania prejudycjalnego musi być związane z treścią konkretnego postępowania"

- skwitował.