- Doświadczenia ubiegłoroczne każą być bardzo ostrożnym. To nie jest tak, że w pełni zabezpieczone zgromadzanie przez policję jest możliwe. Dowodem tego jest to, co obserwowaliśmy w roku ubiegłym – byli ranni, byli hospitalizowani, były szkody w mieniu

 – powiedział prezydenta Lublina na konferencji prasowej.

Jak tłumaczył, marsz ma się zaczynać na Alejach Racławickich w sąsiedztwie placu Teatralnego, na którym tego dnia ma się odbywać piknik historyczny połączony z prezentacją historycznych wozów bojowych. Oznacza to, że przybliżona liczba osób, którym trzeba zapewnić bezpieczeństwo, to około dwa tysiące uczestników marszu i kilkaset osób uczestniczących w pikniku.

W ocenie miejskich służb bezpieczeństwa dostępna przestrzeń placu Teatralnego oraz Al. Racławickich jest niewystarczająca dla bezpiecznego przebywania i przemieszczania się takiej liczby osób. Ponadto istnieje ryzyko trudności w swobodnym przemieszczaniu samochodów ratowniczych.

Żuk dodał, że jest też ryzyko uczestniczenia w pikniku historycznym osób, które są przeciwnikami marszu i "mogą wziąć udział w kontrmanifestacji wyprowadzonej z placu Teatralnego". Jak zaznaczył prezydent, podobny przypadek był podczas Marszu Równości w Białymstoku.

Organizatorzy marszu zapowiadają złożenie do sądu odwołania od decyzji o zakazie marszu. "Decyzja prezydenta jest haniebna" – powiedziała dziennikarzom Alicja Sienkiewicz ze stowarzyszenia Marsz Równości w Lublinie.

Pierwszy Marsz Równości przeszedł ulicami Lublina 13 października ub. roku. Wzięło w nim udział około 1,5 tys. osób. Pochód usiłowali blokować jego przeciwnicy, wielu zachowywało się agresywnie. Interweniowała policja. Kilkadziesiąt osób spośród blokujących usłyszało zarzuty dotyczące m.in. czynnej napaści na policjanta, naruszenia nietykalności cielesnej, udziału w bójce, udziału w zbiegowisku publicznym i rozboju.