Kto zostanie premierem Izraela?

/ PublicDomainPictures; pixabay.com / Creative Commons CC0

  

Prezydent Izraela Reuwen Riwlin rozpoczął konsultacje z przywódcami wszystkich partii politycznych, które po wyborach z 17 września dostały się do Knesetu, na temat ich rekomendacji na nowego szefa rządu.

W dużej mierze pełniący ceremoniale funkcje prezydent Izraela ma za zadanie wybrać polityka mającego największe szanse na utworzenie stabilnego rządu koalicyjnego. Choć zazwyczaj jest to zwykła formalność, tym razem Riwlin odgrywa kluczową rolę, gdy po wyborach wynik wskazuje, że żaden z czołowych kandydatów - ani dotychczasowy premier Benjamin Netanajhu, ani były szef sztabu generalnego Benny Gantz - nie uzyskał zdecydowanej większości mandatów, aby móc tworzyć koalicję

- zwraca uwagę agencja Associated Press.

"W tej sytuacji prezydent będzie bardzo, ale to bardzo zaangażowany w szczegóły. Będzie prosił o jasne odpowiedzi" - oświadczył w izraelskim radiu wojskowym główny doradca prezydenta Harel Tubi. "Myślę, że tym razem konsultacje zmieni w rozmowy, dzięki którym będzie można przedstawić inne możliwości, o których opinia publiczna jeszcze nie słyszała"

- dodał Tubi, nie precyzują o co dokładnie chodzi.

Centrolewicowy sojusz Niebiesko-Białych Gantza zdobył w wyborach 33 mandaty w liczącym 120 miejsc Knesecie, a prawicowy Likud Netanjahu 31 mandatów. Żadna z tych partii nie może zebrać większości parlamentarnej ze swoimi tradycyjnymi mniejszymi sojusznikami.

Decydującym czynnikiem wydaje się być były minister obrony Awigdor Lieberman i osiem miejsc, które zdobyła jego partia Nasz Dom Izrael (Israel Beitenu). Lieberman żąda szerokiego rządu jedności narodowej z dwiema głównymi partiami, czyli sojuszem Niebiesko-Białych i Likudem, który jest świecki; Lieberman wyklucza udział w rządzie ultraortodoksyjnych partii żydowskich. Wydaje się, że wyłania się tu kompromis między Niebiesko-Białymi a Likudem, choć oba ugrupowania nalegają, by stanąć na czele takiego rządu. Sprawą komplikuje odmowa Niebiesko-Białych zawarcia koalicji z Likudem na czele z Netanjahu, któremu grozi oskarżenie o korupcję

- wskazuje AP.

Pierwszym krokiem wyjścia z impasu są konsultacje prowadzone w rezydencji prezydenta, gdzie każda z partii jest proszona o przedstawienie swoich rekomendacji dotyczących nowego szefa rządu. Likud stracił poparcie w stosunku do kwietniowych, również przedterminowych wyborów, i przy obecnych warunkach może liczyć, ze swoimi tradycyjnymi sojusznikami, na 55 mandatów.

 

Uzyskując poparcie naturalnych i prawdopodobnych sojuszników Gantz może liczyć zaś na 57 mandatów. Jest to jednak wciąż za mało do uzyskania większości 61 miejsc w Knesecie i utworzenia większościowej koalicji rządowej.

 

Gantz będzie zatem potrzebował poparcia Zjednoczonej Listy partii arabskich, która po wyborach jest trzecią co do wielkości siłą z 13 mandatami. Ale Zjednoczona Lista tradycyjnie powstrzymywała się od otwartego popierania kandydata na premiera. Partie arabskie nigdy nie zasiadały w izraelskim rządzie, a jej lider Ajman Odeh, twierdzi, że zamierza zostać liderem opozycji w przypadku powstania rządu jedności. Odeh nie wykluczył jednak udzielenia swojej rekomendacji Gantzowi, aby udaremnić powstanie kolejnego rządu pod przywództwem Netanjahu, który oskarża mniejszość arabską w Izraelu o to, że jest "piątą kolumną" zagrażającą państwu. Byłby to pierwszy raz od 1992 r., kiedy partie arabskie odegrałyby rolę w procesie tworzenia rządu

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Współpracownik Jolanty Brzeskiej: miała sama się podpalić, a potem wywieźć kanistry z benzyną

arch.

  

- Jolanta Brzeska była groźna dla mafii reprywatyzacyjnej, bo była znakomitą organizatorką, osobą najbardziej waleczną i charyzmatyczną wśród ofiar reprywatyzacji. Już w dniu, w którym ją spalono żywcem w 2011 r., policja przyjęła, że to było samobójstwo i tej wersji trzymano się bodajże rok. Gdy okazało się, że nie da się nikogo przekonać, że Jola sama mogła przywieźć do lasu kanister benzyny, oblać się benzyną i potem te kanistry gdzieś wywieźć, sprawę szybko umorzono z powodu braku wykrycia sprawców – mówi Antoni Wiesztort, współpracownik Jolanty Brzeskiej. Dziś o 22.30 będzie on gościem Piotra Lisiewicza w „Wywiadzie z chuliganem” w Telewizji Republika.

Antoni Wiesztort, anarchista, działacz lokatorski i pracowniczy znany jest z widowiskowych akcji przeciwko mafii reprywatyzacyjnej i władzom Warszawy, w tym także w siedzibie Rady Miasta. W „Wywiadzie z chuliganem” opowiedział, jak władze Warszawy i innych wielkich miast traktują mieszkańców z biedniejszych dzielnic, którzy są dla nich zawalidrogą w ich interesach. W tym o najbardziej drastycznej sprawie Jolanty Brzeskiej.

- Jola wychowała się w kamienicy, którą po wojnie odbudował jej ojciec, mimo że była przeznaczona do rozbiórki przez Biuro Odbudowy Stolicy, tak jak 80 proc. kamienic po lewej stronie Wisły. Gdyby nie ten społeczny wkład takich ludzi jak jej ojciec, byłyby tam tylko gruzy. W 2005 r. okazało się, że już nie ma prawa w niej mieszkać, bo pojawili się panowie Mossakowski i Massalski

– opowiada Antoni Wiesztort.

Jak mówi, Brzeska była groźna dla mafii reprywatyzacyjnej, bo była znakomitą organizatorką.

- Na początek zrzeszyła się z ludźmi, których mieszkania również przejęli Mossakowski i Massalski, potem rozszerzyła się w taka grupę samopomocy osób walczących przeciwko wysiedleniom. Tak powstało Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów. Była świetnie zorganizowana, pilnowała spraw sądowych, nic się nie gubiło. Szereg tych batalii to są nierówne batalie w sądach – mówi Antoni Wiesztort.

Została uprowadzona 1 marca 2011 r. i spalona żywcem w Lesie Kabackim. - Policja stwierdziła tego samego dnia, że to samobójstwo. Prokuratura przyjmowała tę wersję przez bodajże rok. Gdyby nie to, że współpracownicy Joli prowadzili oddolne śledztwo, nie ustalono by nawet, że spalona osoba to ona, bo policja mówiła o spalonym ciele młodej kobiety. Prowadziliśmy kampanie przeciwko tym matactwom – wspomina Wiesztort. Po roku kampanii prokuratura zakwalifikowała sprawę jako zabójstwo. Ale sprawę szybko umorzono z powodu braku wykrycia sprawców.

W 2016 r. prokurator wznowił sprawę dotyczącą zabójstwa i wszczął nowe śledztwo w sprawie zaniechania działań przez policję.

- Z ustaleń gdańskiej prokuratury jasno wynika, że policja zacierała ślady w tej sprawie. O ile trudno jest wykryć sprawców, to wiadomo kto pracował przy tej sprawie i jest dla mnie oburzające, że policjanci i prokuratorzy, którzy tak nieudanie prowadzili śledztwo, chodzą nadal na wolności

- mówi gość „Wywiadu z chuliganem”.

Premiera nowego odcinka programu dziś o 22.30 w Telewizji Republika.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts